Samotność - forum psychologiczne na temat samotności - dla wszystkich samotnych i osamotnionych - samotnosc

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Chat Gry RejestracjaZaloguj

Samotność

Psychologiczne forum dyskusyjne związane z tematem samotność, osamotnienie - na temat samotności dla wszystkich samotnych i osamotnionych.

Poprzedni temat «» Następny temat
Przyczyny Waszej samotności
Autor Wiadomość
4w5 
Częsty bywalec


Wiek: 31
Dołączył: 24 Sty 2014
Posty: 985
Skąd: Poludniowa Polska
Ostrzeżeń:
 1/4/4
Wysłany: 2014-03-25, 21:38   

czekolada88 napisał/a:
Moje przyczyny?
Myślę, że częste zmiany miejsca zamieszkania. Chodzi mi o okres studiowania. Choć wcześniej też się co kilka lat szkołę zmieniało. Z podstawówki poszłam do innego gimnazjum niż cała klasa, a potem do innego liceum, a potem studia gdzieś indziej i później znowu gdzieś indziej. To na pewno nie pomaga.



Ale przeciez to kazdy przechodzil... w sumie to ja z tym sie nie zgodze, że czeste zmiany miejsc zamieszkania sprzyjaja samotnosci... . Odwróćmy sytuacje całe zycie mieszkamy w tym samym miejscu podstawowka pod nosem, gimnazjum tak samo... i np dalej nie kontynuujemy edukacji. I co ? Żyjemy w chermetycznym środowisku każdego każdy zna.... mała społeczność i co mamy większe w takim wypadku szanse znaleźć drugą połówkę.... nie wydaje mi się. Generalnie takie właśnie kilkuletnie zmiany srodowiska powinny sprzyjać nawiązywaniu nowych znajomości. Kilka lat w jednym miejscu wydaje mi sie, że jest to okres wystarczający do tego aby wynieść z danego miejsca przynajmniej pare wartościowych znajomości.... w Twoim przypadku wydaje mi się, że problem leży gdzieś indziej. Zerknij na ciemną strone Twojego charakteru i tam poszukaj :)
_________________
"Przyjaciele przychodzą i odchodzą. A mistrzowskie bannery pozostają na zawsze."
- Kobe Bryant

"alkohol nie rozwiązuje żadnych problemów,... ale mleko też nie :)"
 
     
czekolada88
[Usunięty]

Wysłany: 2014-03-25, 21:44   

4w5, mówię o MOICH przyczynach ;)
Znajomości są. Zawsze były. Czasem marne, czasem bliższe, ale brak jest przyjaciół, bo przeprowadzki i zmiany co trzy lata nie sprzyjają utrzymywaniu tych więzi. Odległość jest problemem wbrew pozorom, zwłaszcza jak jednej stronie chce się tyłek ruszyć, a drugiej nie. I wina jest po obu stronach, nie jestem nieskazitelna ;)

Pewnych znajomości nie żałuję, że się skończyły, niektórych mi szkoda, ale czasu się nie cofnie ;)
 
     
4w5 
Częsty bywalec


Wiek: 31
Dołączył: 24 Sty 2014
Posty: 985
Skąd: Poludniowa Polska
Ostrzeżeń:
 1/4/4
Wysłany: 2014-03-25, 22:02   

No mi to się wydaje dziwne. PAtrząc na siebie też widze, że nawiazywanie nowych znajomości nie jest moją mocną stroną ( w zasadzie bardzo słabą, żeby nie powiedzieć ch****ą ) ale jendak zawsze udawało mi się z kimś znaleźć wspólny język i są to relacje nie do złamania po przez bariere odległości czy czasu. Np z kuzynem nie widziałem sie wiele lat a jak sie spotkalismy to czulem się tak jakbysmy byli jednym cialem.
_________________
"Przyjaciele przychodzą i odchodzą. A mistrzowskie bannery pozostają na zawsze."
- Kobe Bryant

"alkohol nie rozwiązuje żadnych problemów,... ale mleko też nie :)"
 
     
czekolada88
[Usunięty]

Wysłany: 2014-03-25, 22:09   

4w5, widzisz... Z jednym kuzynem też tak mam. Mimo 5 lat różnicy i sporej odległości, dogadujemy się świetnie. Rzadko, bo rzadko, ale potrafimy przegadać kilka godzin. Choć teraz ma na mnie małego focha, będę musiała go udobruchać jakąś domową pizzą :)

Mi jest czasem łatwiej zacząć znajomość niż ją utrzymać, choć się staram. Ale jednostronne starania nic nie wniosą, a gdy widzę, ze drugiej osobie nie zależy, to i mi przestaje zależeć. Niestety, bardzo szybko przywiązuję się do ludzi i wiele bym dla nich zrobiła, ale potem też dostaję w dupę. Jak to móią - kto ma miękkie serce, ten ma twardy tyłek.

Ostatnio korci mnie, zeby napisać do przyjaciółki z czasów podstawówki. Obie żeśmy to spaprały, ale obie byłyśmy dzieciakami, które niewiele o przyjaźni wiedziały. Ludzie się zmieniają i dojrzewają. Zmienia się ich myślenie.

Niektóre znajomości zostały zakończone, bo nie miałam zamiaru być osobą, dzięki której ktoś poprawia sobie poczucie własnej wartości.
 
     
kochamma
[Usunięty]

Wysłany: 2014-03-26, 02:06   

4w5 nie do końca się z Tobą zgodzę. jeśli chodzi o mój przypadek to pójście w stronę tych znajomych co daleko mieszkali, ale mieli zainteresowania jak ja było strzałem w stopę.
jak wskazuje mój nick kocham mma . uwielbiam to jak i inne sporty tego typu. w szkole średniej znalazłem znajomych z których każdy coś trenował. odległości zabiły tą przyjaźń. każdy z nas mieszkał w zupełnie inną stronę. każdy (oprócz mnie) miał swoje paczki na miejscu. w wielu przypadkach takie znajomości się udają, sam znam multum takich przypadków, ale wydaje mi się ze to nie do końca o to chodzi. jedyny człowiek któremu najbliżej do miana przyjaciela wogule nie miał nic wspólnego ze sportem. interesowaliśmy się zupełnie czymś innym a mimo to bardzo dobrze się dogadywaliśmy. tak naprawdę ile czasu poświęcamy na gadanie o pasjach? spotkam kumpla dzisiaj to od razu zacznę że adamek dał dupy i ksw było słabe , a jutro co? potem już nie gada się o pasjach tylko o codziennych sprawach. wspólne pasje i lubienie się nie gwarantuje przyjaźni. często jest tak że jak jedna osoba w grupie zainteresuję się czymś to inne idą za nią, ja zaraziłem teraz kilka osób siłką i trzymamy się razem.
znam ludzi którzy trzymają się cały czas razem od najmłodszych lat. zajebista sprawa, choć wydaje mi się ze to ewenement. naturalne jest ze jest się w danej grupie, którą się rozpada i przechodzi do nowej. osoby towarzyskie nie mają problemu w przechodzeniu z grupy do grupy. osoby nie towarzyskie w naturalny sposób na podwórku poznają swoją grupę, po której rozpadzie mają problem ze znalezieniem nowej.
wracając do kumpli to ja jakoś zawsze zadawałem się z kozakami, którzy byli pewni siebie, byli towarzyscy, dupy latały za nimi. ja udawałem że jestem tacy jak oni, sam sądziłem że taki jestem , a tak naprawdę nie pasowałem do nich co w późniejszych latach wychodziło. ostatnio tak doszedłem do wniosku że moje miejsce jest nie wśród nich tylko wśród tych średnich, tzn nie ciot tylko normalnych ludzi. nie kozaczących , spokojniejszych z pasjami. szkoda ze dopiero teraz to zdefiniowałem ;/
 
     
adamgrzanka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-03-27, 19:45   

Tu akurat odpowiedź jest bardzo prosta :P
Sami jesteśmy sobie winni :P
 
     
4w5 
Częsty bywalec


Wiek: 31
Dołączył: 24 Sty 2014
Posty: 985
Skąd: Poludniowa Polska
Ostrzeżeń:
 1/4/4
Wysłany: 2014-03-27, 20:49   

adamgrzanka napisał/a:
Tu akurat odpowiedź jest bardzo prosta :P
Sami jesteśmy sobie winni :P


....ohhh rly?

Króciutko i na temat. Ogólnopojęte poczucie samotności wynika z paru zasadniczych czynników kształtujących naszą osobowość przez całe życie.

1. Relacje z rodzicami & rodzeństwem
2. Nasze cechy charakteru
3. Relacje z rówieśnikami
4. Relacje z płcią przeciwną

Każdą kwestie pasowałoby odmówić szczegółowo a to już chyba zostało zrobione.... napewno sami mamy wpływ na wiele rzeczy ale na pewno nie na wszystko
_________________
"Przyjaciele przychodzą i odchodzą. A mistrzowskie bannery pozostają na zawsze."
- Kobe Bryant

"alkohol nie rozwiązuje żadnych problemów,... ale mleko też nie :)"
 
     
adamgrzanka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-03-28, 20:30   

Tak... możemy zwalać na otoczenie, jednak idąc tym tropem oddajemy kontrolę nad swoim życiem innym, a nie może tak być! Każdy powinien odpowiadać za siebie.
 
     
kochamma
[Usunięty]

Wysłany: 2014-03-29, 22:35   

świat nigdy nie jest czarno biały. nawet z pozoru proste sytuacje, czy wybory są złożone i decyduje o nich wiele czynników i to w dodatku niejasnych.
adam nie można też wszystkiego brać na siebie. to że teraz jesteśmy samotni to nie jest do końca nasza wina. jakby spojrzeć tak bardziej poetycko to prawdopodobnie Miłość Twojego życia siedzi koło mnie. nie miałeś szansy jej poznać i jesteś samotny. wiem ze to duże uproszczenie, ale napewno każdy z nas miał jakiś bliższych czy dalszych przyjaciół. niech każdy przeanalizuje co spowodowało że nie przyjaźnimy się z nimi. nasza wina? może życie dodało swoją cegiełkę jak np duża odległość, albo wielka miłość u tamtej osoby, albo zdarzenie jakieś.
jesteśmy mniej towarzyscy przez to nam jest trudniej. trudniej ale nie skreśla nas to w kontekście przyjaźni czy miłości. kurde skomplikowane są te tematy.
wiele osób towarzyskich imprezowiczów nie miało nigdy prawdziwych przyjaciół czy miłości. mój kumpel miał ponad 20 dziewczyn. kochał już tyle osób? sam mówi ze kochał dwie, na kilku mu trochę zależało a do reszty nic nie czuł. osoby towarzyskie właściwie wszędzie znajdą sobie towarzystwo, ale patrząc z drugiej strony czy oni mają lepiej? owszem nie czują się samotni, ale tracą czas na spędzanie czasu z przypadkowymi osobami/.
nie lepiej być przez pewien czas samotnym, a potem znaleźć przyjaciół , wspaniałą kobietę?
ja cały czas jestem na rozdrożu. z jednej strony uważam za pozytyw , że nie mam fałszywych przyjaciół i nie tracę czasu na osoby na których mi zależy, ale z drugiej łapie doła siedząc cały czas w domu sam w taki piękny dzień jak dziś, że jednak przydałby się taki fałszywy przyjaciel żeby porobić coś z nim.
jeszcze jedno. jak wasi rodzice? też nie są towarzyscy? pomijając różnice czasów i inne czynniki mój tata też np miał kłopoty ze znalezieniem paczki/dziewczyny. teraz też ma kolegów, na których jednak nie może liczyć.
patrząc z innej strony czy to nasza wina ze np nie jesteśmy odważni? mały mamy wpływ na to. dostajemy to w genach, ewentualnie kształtuję to się w młodości, gdy nie jesteśmy tego nawet świadomi. to samo z nawiązywania znajomości.
Stoch jest teraz na topie to nawiąże do niego. wszystko co ma zawdzięcza tylko sobie?? i tu wiele osób które ze sportem nie miały nic do czynienia krzyknie taaak to wszystko jego zasługa, do wszystkiego doszedł ciężką pracą. tak to prawda ciężka praca, bez tego by nic nie osiągnął, ale to tylko część sukcesu wcale nie największa i jedyna która zależy od człowieka. Talent ? sam sobie wziął talent do skoków? i tu kolejna reakcja laików, no ale sukces to 99% pracy a 1% talentu. hahaha bez talentu a trenując najciężej na świcie chuja się osiągnie. na choćby średnim poziomie bez predyspozycji itp nic się nie zdziała. kolejna sprawa kontuzja. od niego zależy że nie miał nogi tak złamanej że nie mógłby skakać? od niego zależy że trafił na dobrych ludzi, trenerów? od niego zależało że został dostrzeżony, że mu zaufano? od niego zależy, ze miał warunki w domu do treningów? od niego zależało że nie kochał od małego mma jak ja i nie został workiem treningowym dla starszych kolegów?
czy od nas zależy że jesteśmy samotni?
 
     
Lisbeth_S 
Nowy

Wiek: 39
Dołączyła: 30 Mar 2014
Posty: 13
Wysłany: 2014-03-31, 10:55   

Ile osób na forum, tyle powodów. Choć z drugiej strony wszystko kręci się wokół tych samych aspektów.

U mnie - niska samoocena, brak wiary w samą siebie, strach przed brakiem zrozumienia i otwarciem się na innych... Możecie dopisać co chcecie - pewnie będzie pasować
 
 
     
Lisbeth_S 
Nowy

Wiek: 39
Dołączyła: 30 Mar 2014
Posty: 13
Wysłany: 2014-03-31, 10:57   

kochamma napisał/a:
świat nigdy nie jest czarno biały.


Świat nie jest czarno-biały - ma różne odcienie szarości.
 
 
     
Gathaspar
Nowy

Dołączył: 26 Kwi 2013
Posty: 15
Wysłany: 2014-03-31, 14:43   

Ja również wolę mieć mocniejsze, głębokie związki, aniżeli 1000 małych i nic nie znaczących.
Choć również mam problemy z poznawaniem. Nie jestem otwartą osobą. W pewien sposób. Jestem dość odważny i potrafię porozmawiać z każdym, lecz dalej w siebie wpuszczam jedynie malutki ułamek. W ciągu swojego życia wpuściłem tylko jedną osobę.
Jestem też dość specyficzny. Zawsze chodziłem swoimi ścieżkami. Nijak mi było po drodze z resztą rówieśników.
Na szczęście, to dla mnie nie jest problematyczne na tyle, by niwelowało realizację własnych pragnień. Mam cele do których dążę sam i nie potrzebuję wsparcia.
Mimo wszystko ta pustka czasami się odzywa. Zwykła potrzeba podzielenia się smutkami czy radościami. Niby malutko, a stwarza niepokój.
Jesteśmy zwierzętami stadnymi. A te, które swojego nie znajdą - cierpią. Ot, natura.
 
     
Satan'sLittleHelper 
Aktywny


Wiek: 26
Dołączyła: 16 Mar 2014
Posty: 475
Wysłany: 2014-03-31, 15:23   

Jeśli chodzi o mnie to wpływ na moją samotność ma zapewne moja przeszłość/dzieciństwo. Działy się wtedy pewne rzeczy, o których nikomu nie mówię i nie lubię o tym rozmawiać, mam trudności z komunikowaniem się ogólnie. Nie lubię mówić, a szczególnie o sobie (bo bywają tematy na które mogę gadać godzinami). Ciężko mi się poznaje nowe osoby. Jestem raczej zamknięta. Czasami dochodzę do wniosku, że chyba po prostu nie lubię ludzi.
 
     
henbart 
Nowy

Dołączył: 31 Mar 2014
Posty: 2
Wysłany: 2014-03-31, 15:31   

Witam,
zastanawiam się czy powodem samotności mogą być najbliżsi? Własne dzieci? Ciężej się żyje w pojedynkę ze świadomością, że oni celowo mnie unikają.
Próbuje dotrzeć do tego co spowodowało mój obecny stan. Co takiego zrobiłem lub czego nie zrobiłem żeby teraz nie mieć nikogo.
Zawsze mi się wydawało ze samotność wynika z predyspozycji albo z zrządzenia losu.
Czy ktoś tutaj ma może podobny problem?
 
     
4w5 
Częsty bywalec


Wiek: 31
Dołączył: 24 Sty 2014
Posty: 985
Skąd: Poludniowa Polska
Ostrzeżeń:
 1/4/4
Wysłany: 2014-03-31, 16:26   

henbart napisał/a:
Witam,
zastanawiam się czy powodem samotności mogą być najbliżsi? Własne dzieci? Ciężej się żyje w pojedynkę ze świadomością, że oni celowo mnie unikają.
Próbuje dotrzeć do tego co spowodowało mój obecny stan. Co takiego zrobiłem lub czego nie zrobiłem żeby teraz nie mieć nikogo.
Zawsze mi się wydawało ze samotność wynika z predyspozycji albo z zrządzenia losu.
Czy ktoś tutaj ma może podobny problem?


Wydaje mi się, że dzieci raczej nie powinny być źródłem samotności. Sam na swoim przykładzie wiem, że moi rodzice liczą na to, że jak już skoncze studia, znajde lub nie drugą połówke i zamieszkam z nimi, bo komuś chcą zostawić to wszystko na co całe życie pracowali. I nie rozumieją, że dzieci wychowuje się po to żeby kiedyś wyfrunęły z rodzinnego domu i żyły swoim życiem. Skąd takie myslenie u 50+ letnich ludzi? hmmm... to wszystko wiąże się pewnie z tym jak zostali wychowani ktoś kto nie był za życia kochany przez własnych rodziców często później liczy na to, że własne dzieci mu te braki wypełnią, i w momencie gdy dzieci chcą żyć po swojemu ciężko takiemu komuś się z tym pogodzić. Dla tego podstawową kwestią jest się nauczyć być szcześliwy samemu ze swoją drugą połówką.

Każdy model życia rodzinnego trzeba rozpatrywać pewnie indywidualnie, jak jest w twoim wypadku? ...nie wiem, wiele o sobie nie napisałeś...
_________________
"Przyjaciele przychodzą i odchodzą. A mistrzowskie bannery pozostają na zawsze."
- Kobe Bryant

"alkohol nie rozwiązuje żadnych problemów,... ale mleko też nie :)"
Ostatnio zmieniony przez 4w5 2014-03-31, 16:28, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Samotność Forum © 2011 - 2013
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Serwisu Google XML RSS