Samotność - forum psychologiczne na temat samotności - dla wszystkich samotnych i osamotnionych - samotnosc

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Chat Gry RejestracjaZaloguj

Samotność

Psychologiczne forum dyskusyjne związane z tematem samotność, osamotnienie - na temat samotności dla wszystkich samotnych i osamotnionych.

Poprzedni temat «» Następny temat
Wychodzenie z samotności?
Autor Wiadomość
duenderosa
[Usunięty]

  Wysłany: 2011-11-09, 10:52   Wychodzenie z samotności?

Witajcie,
wprawdzie był już tema - lek na samotność, ale chciałabym zastanowić się nad możliwością "metodycznego" wychodzenia z samotności.
Tak jak mówi się o 'wychodzeniu z bezdomności', 'wychodzeniu z bezradności', zastanawiam się czy można znaleźć ścieżkę, która pomoże 'wyjść z samotności'?

Coś, jakwyznaczam sobie, dzisiaj cel - akceptuję to czego zmienić nie mogę np. to, że te stany samotności,ciemności, beznadziejności, będą mnie dopadać, ale CHCĘ aby nie panowały nad moim zyciem, więc wyznaczam sobie cel, ze użyję wszystkich możliwych sposobów (my coachowie mówimy - narzędzi), aby ten cel osiągnąć.

Chciałabym, aby to było miejsce na wymianę kon kretów, na dzielenie się tymi 'narzędziami', które w trudnej chwili mogę chwycić i pomogą mi wygrać walkę z tym uczuciem.,

Jest takie opowiadanie, które uświadomiło mi, jak bardzo utarte schematy funkcjonowania, przeszkadzają nam "przekraczać" włąsne oraniczenia, które często siedzą po prostu w naszych głowach:
"Jak hindusi wychowują słonie do posłuszeństwa i przywiązania i 'chodzenia przy nodze'?
Słońkiedy jest malutki, jest dość silny, ale nie na tyle aby wyrwać drzewo.Przywiązuje się więc taiego malutkiego słonia grubą liną do tylnej nogi i przyzwyczaja do poczucia zniewolenia i tego, ze ma swojego Pana. Słoń oczywiście próbuje się wyrwać, ale otoczenie, ból w nodze szybko uczy go, że to kompletnie nie ma sensu.
Słoń rośnie i jest coraz zilniejszy, i właściwie to żadne drzewi, do którego jest przywiązany nie stanowi już dla niego żadnego problemu, aby je wyrwać, jednak sloń wierzy, ze jest zniewolony.
Jak jest dorosły, odcina się go od drzewa, ale pozostawia pętlę ze sznura na nodze aby ją czuł. Słoń myśli, że jest w nieoli gdy tymczasem jest naprawdę wolny! Ale widzi Pana i nie próbuje uciec."

My nie jesteśmy słoniami, mamy mózg, z którego możemy korzystać, mamy niegoraniczone mpożliwości aby zmieniać utarte schamaty i tworzyć nowe ścieżki neuroprzekaźnikowe w naszych głowach....
 
     
Dalwin 
Początkujący


Wiek: 43
Dołączył: 11 Sie 2011
Posty: 132
Wysłany: 2011-11-09, 17:56   

To, co piszesz przywodzi mi na myśl tresurę (lub terapię behawioralną), ale podejrzewam, że jest skuteczne :) Oszukiwanie umysłu :) hmm, może warto spróbować :roll: Dzięki
 
     
duenderosa
[Usunięty]

Wysłany: 2011-11-09, 19:04   

:), to nie jest oszukiwanie umysłu. Po prostu nasi rodzice wychowując nas, powodują, ze w naszym mózgu tworzą się pewne schematy zachowania, odczuwania w danych sytuacjach..
jeśli np. zawsze byli niezadowoleni z naszych prac domowych (np, ze sprzątania) i zamiast pochwalić, słyszeliśmy: "Jesteś do niczego, mogłaś postarać się bardziej, stać cię na wiecej, zobacz tu i tu jest nie posprzątane"
To mamy taki obraz siebie, że właściwie to nie warto sprzątać i starać się, bo i tak będziemy za to opieprzeni. Nie dostaniemy tych gratyfikacji, na które czekamy - podziwu, pochwały, po prostu miłości.

Po jakimś czasie wierzymy, że np. w tej sferze jesteśmy do niczego... i tak już zostanie.

jesli tak myślimy to jesteśmy jak ten słoń :)

Ważne aby "łamać schematy" które mamy w głowie. te schematy/ myśli/ przekonania o sobie samych i wypracowywać, próbować działąć inaczej (nawet jak jesteśmy przekonani, bo mamy to zakodowane w głowie, że nam sie nie uda!!!)

Wtedy mamy szansę, ze wytworzymy w mózgu nową ścieżkę neuronową.. np, jeśli zacznę używac asertywności i odpowiem takiej mamie "Jest mi przykro., ze tak mnie oceniasz, ranisz mnie , bo starałam się bardzo. Być może posprzątałabyś inaczej, ale ja jestem zadowolona ze swojej pracy"

To uczymy się "chwalić siebie samych". Nie przyjmujemy niesłusznej/ ogólnej krytyki, która często prowadzi do zmniejszenia poczucia wartości i braku szacunku do siebie i włąśnie... stawianie asertywnej granicy, mówienie o swoich uczuciach ... sprawia, ze czujemy się OK...
 
     
duenderosa
[Usunięty]

Wysłany: 2011-11-09, 19:11   

oczywiście to co napisałam... ten przykład jest "prostacki", ale jak się domyślacie, jeśli nasze dzieciństwo nie należało do szczęśliwych... to mamy wdrukowane wiele przekonań o sobie samych, które utrudniają nam życie i sprawiają, ze wierzymy, ze jesteśmy do niczego, że nikt nas nie pokocha, że jesteśmy niezdolni, że jesteśmy nieśmiali... a stąd krótka droga do zamkniecia się przed światem i zycia w samotności..

Zebyście mnie znali kiedyś! :)... Prze kilka tygodni sterczałam pod pokojem jednego z egzaminatorów, bo bałam się zapukać i umówić na egzamin! Ba nawet zawaliłam przez to rok... Bałam się tego faceta strasznie...Och, wielu rzeczy się bałam :)

Teraz, jestem w stanie stawić czoła wielu rzeczom, często narażam własne życie aby pomagać innym... śmieszy mnie to wspomnienie o lęku przed rozmową z profesorem :)...

Ale dużo pracy ,mnie to kosztowało i jak czytam Wasze posty, to niektórzy rzeczywiście też wykonuja cieżką pracę "ze sobą: aby zmieniać swoje zycie :))
 
     
dziewanna
Nowy

Wiek: 61
Dołączył: 09 Lis 2011
Posty: 2
Skąd: Dębno Lub
Wysłany: 2011-11-09, 21:35   

Ja myślę, że pewnych tzn stu procentowych sposobów na wyście z samotności nie ma. Samotność jest wpisana w życie człowieka i nie można od tego uciec. Analizując fazy rozwoju emocjonalnego, społecznego to w każdym etapie życia samotność daje o sobie znać. W dzieciństwie, w wieku młodzieńczym sie tak nasila, że czasem pojawia się młodzieńcza depresja. A w życiu dorosłym to już prawie norma. Ale można zainwestować trochę w siebie i rozwijać to co się lubi, pasjonuje. To daje możliwość "podciągnięcia" poczucia wartości. Pod warunkiem, że nie pojawi się drugi człowiek obok nas, który to wszystko zdepcze. Myślę, że w tej dziedzinie nie wolno oglądać się na innych i czekać aż ktoś uwolni na od samotności. Trzeba się za nią wziąć samemu.
 
     
duenderosa
[Usunięty]

Wysłany: 2011-11-09, 22:35   

Zgadzam się z Tobą Dziewanno, ale znam ludzi, którzy nic nie robią z tym dopadającym ich uczuciem... jakby nie wierzyli, że można..
Jeśli nie można wyleczyć samotności... to przynajmniej złagodzić jej skutki :)
Oczywiście, że wszyscy mamy jakieś swoje sposoby na radzenie sobie z samotnością (szukanie przyjaciół / znjomych przez Internet, wychodzenie z domu, czasem słuchanie muzyki, oglądanie komedii...)
Ja sie zastanawiam nad konkretami..oto jeden z nich
Słyszeliście zapewne o potędze wizualizacji. Wyobrażania sobie siebie w różnych sytuacjach, które są dla nas trudne.
Wyobrażanie sobie tych momentów których boimy się najbardziej..np. tego, ze jak podejdziemy do dziewczyny / chłopaka, ktry nam się podoba zostaniemy odrzuceni...
Wyobrażamy sobie jak pokunujemy ten lęk, jak niezależnie od tego czy zostaniemy odrzuceni, czy zyskamy przychylnośc, będziemy nadal lubieć siebie, będzie nam dobrze...i nie zrazimy się by spróbować jeszzce raz.

Nasz mózg nie odróżnia rzeczywistosci od wyobraźni ( w sensie fizjologicznym). Jeśli boimy się i wyobrażamy sobie, że się boimy to takie same hormony się uruchamiają, tak samo bije nam serce, pocą się dłonie itp.

Wizualizując sobie siebie... możemy się odchudzać, możemy nabierać pewności siebie, możemy przełamywać lęki.

Czytałam ostatnio artykuł, o młodym człowieku, który pobił rekord w biegu na ileśset metrów, przygotowując się do biegu wyłącznie wizualizując sobie to! Ćwiczył bieganie w wyobraźni, wzamacniał mięśnie wyobrażajac sobie, ze pokonuje dziennie 20 km..

Pracuję z ludźmi i zawsze jak wejdę na salę pełną nowych uczestników wyobrażam sobie, jak wszyscy mnie dobrze przyjmują, jak w sytuacjach trudnych wychodzę zwycięsko i udaje mi się przeprowadzić szkolenie satysfakcjonujące dla mnie i dla uczestników...

Odkąd wizualizuję sobie trudne sytuacje z uczestnikami... moje oceny od uczestnikó nie spadają poniżej 5 i 6...

Warto wyobrażać sobie, ze jak spada na nas samotność... jak sęp na ofiarę...ale już nas tak bardzo nie rani, nie paraliżuje.. bo wraz z nią przychodzi Nadzieja...
Ostatnio zmieniony przez duenderosa 2011-11-09, 22:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Dalwin 
Początkujący


Wiek: 43
Dołączył: 11 Sie 2011
Posty: 132
Wysłany: 2011-11-09, 23:00   

Cytat:
Jeśli nie można wyleczyć samotności... to przynajmniej złagodzić jej skutki :)


To daje nadzieję

Zgadzam się z Tobą, duenderosa, w sprawie nowych ścieżek neuronowych, i dobrze o tym pamiętać. Niestety po części działanie mózgu (jak i reszty fizjologii ciała) opiera się na informacjach genetycznych. Procesy mogą zostać uaktywnione lub stłumione przez środowisko w dzieciństwie, i potem można je próbować korygować (farmakologicznie, behawioralnie lub w inny sposób), ale nie sposób zmienić na trwałe. Mam nadzieję, że moje poczucie samotności jest przynajmniej korygowalne ;)

Zawsze z zainteresowaniem czytam Twoje posty :)

-------------------------
I witaj dziewanna!
Ostatnio zmieniony przez Dalwin 2011-11-09, 23:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
duenderosa
[Usunięty]

Wysłany: 2011-11-10, 08:21   

Ponieważ należę raczej do osób które wierzą, że człowiek jest niesamowitym "tworem", że wiele jeszzce niepoznanych elementów mamy w sobie chciałabym poruszyć Was so myślenia i polemiki. Zgadzania czy nie zgadzania się ze mną...

Znaleźliśmy się tutaj, bo czujemy się momentami (albo większość naszego życia żle). Doskwieranam samotność, a wraz z niączęsto także uczucia lęku, wstydu, pustki, brau miłości... Trudno tak żyć... dlatego chciałabym spróbować znależć metodę na "łagodzenie" skutków tych uczuć :)

Jednak aby znaleźć metodę warto zastanowić się JAKA jest moja samotność?
Bo jak piszecie na forum, każda jest inna, ale można je pogrupować.

1. Samotność zwykła - jak każde inne uczucie.
Część osób czuje się samotna bo nikt nie nauczył, nie pokazał im jak sobie z nią radzić...Powiedzałabym, że tak jak jesteśmy radośni, smutni, zli... tak bywamy samotni.
I to jest naturalne.. Bo nie można czuć się wiecznie radosnym, wiecznie smutnym lub wiecznie mieć chęć być z ludźmi... potrzebujemy tej zwykłęj samotności.
Takie uczucie, któremu często towarzyszy smutek, melancholia, spowolnienie reakcji jest BARDZO DOBRE, ponieważ:
- spowlania tempo życia, pozwalając odpocząć organizmowi
- skłania do zamyślenia, autorefleksji nad sobą, światem itp.
- uwrażliwia na innych, uczy empatii
- często sprawia, że budzimy zainteresowane innych "Dlaczego nas unikasz? Dlaczego chodzisz smutna?"... i dostaemy czesto od ludzi w takim stanie wiele ciepła i dobrych uczuć.

Z takiej samotności albo wychodzimy w sposób naturalny (ot ktoś poklepie nas po ramieniu i już jest lepiej), albo pomagamy sobie słuchając muzyki, czytając, spacerując, pisząc na forum itp..

2. Samotność związana z naszym charakterem - która dopada nas znienacka w najmniej oczekiwanych chwilach... nawet tych wydawałoby się szczęśliwych, nawet wtedy kiedy jesteśmy w gronie ludzi...
Tej samotności warto się przyjrzeć i o metodach radzenia sobie z taką chciałabym pisać.
To są uczucia które:
- czasem uniemożliwiają nam normalne reakcje np, chcemy gdzieś wyjść, ale to uczucien sprawia, że nie wychodzimy. Często towarzyszy mu dosć silny lęk i wstyd
- czasem odmawiamy jedzenia w takim stanie
- czasem mamy ochotę coś sobie zrobić złego
- mamy duże trudności w porozumiewani się z ludźmi
- nie wierzymy, że ktoś nas może zrozumieć
- trochę "lubimy" się tak czuć, masochistycznie i paradoksalnie czasem podsycamy to poczucie samotności..
Jakie są metody radzenia sobie z tym uczuciem? mam nadzieję, ze obgadamy to dalej.

3. Samotność jako element choroby... - coś czego racjonalnie wytłumaczyć cię nie da, a towarzyszy różnego rodzaju zaburzeniom psychicznym czy chorobom. Tu nie śmiem wypowiadać się na ten temat... bo nie jestem fachowcem i zdaję sobie sprawy że czesto łągodzenie skutków tego uczucia opiera się na farmokologii, gębokiej terapii itp.

Zatem jeśli macie ochotę rozwijać punkt 2... to chętnie :). Zresztą jestem ciekawa czy taki podział uwazacie za prawdziwy czy nie?

MIłęgo dnia! Duuuuużo słonka i ciepła
 
     
duenderosa
[Usunięty]

Wysłany: 2011-11-10, 08:34   

Ach i zapomniałam podziękować :) K1977 za dodawanie mi otuchy..
Często myślę, ze nie mam nic do powiedzenia, że jestem głupia (taki schemat z dzieciństwa - "Zamknij się bo nic nie wiesz, jesteś za głupia aby się wtrącać" :(((

THX :)
 
     
Ever 
Dyskutant



Wiek: 23
Dołączyła: 15 Mar 2011
Posty: 1237
Skąd: z piekła
Wysłany: 2011-11-10, 11:40   

Jestem jak najbardziej za rozwijaniem punktu drugiego...
Cytat:
- czasem odmawiamy jedzenia w takim stanie
- czasem mamy ochotę coś sobie zrobić złego
[...]
- trochę "lubimy" się tak czuć, masochistycznie i paradoksalnie czasem podsycamy to poczucie samotności..


Mam wrażenie jakbyś opisywała mnie.
duenderosa napisał/a:
Jakie są metody radzenia sobie z tym uczuciem?

Pojęcia nie mam... Jeszcze niedawno pomagało mi pisanie, teraz już nie...
_________________

WSM
 
 
     
duenderosa
[Usunięty]

Wysłany: 2011-11-10, 15:54   

Ever napisał/a:
Pojęcia nie mam... Jeszcze niedawno pomagało mi pisanie, teraz już nie...


Trochę się boję rozkręcać z moim pisanie abym nie była odebrana jako Pani Mądralińska :), ale właściwie wszystko co pisze to są wąłsne przemyślenia i trudna droga.

Piszesz, ze kiedyś ci pomagało pisanie a teraz nie?

Myślę, że pierwszy krok do znalezienia różnych metod/ narzędzi/ cudownych środków do ucieczki przed samotnością jest po pierwsze dobrze się jej przyjrzeć.

Zwykle wolimy o niej nie myśleć, albo uciekać jak najdzalej, ale warto się konfrontować z nią. Patrzeć jaka jest. Kogo mi przypomina...Jakim obrazem byśmy ją przedstawili...
Na poczatku tego ćwiczenia, ten obraz nie będzie jasny, wyraźny, ale w miarę zblizania się do naszej samotności, będzie Jakaś... często utożsamiamy ją z postacią ludzką... czasem może być czymś jak mgła...
Moja, zawsze spada na mnie jak stado ptaków z Hichcoka i tak ją właśnie widze..

To pierwszy krok - wyobrazić sobie, dostrzec JAKA jest
Kolejny to zastanowienie się KIEDY przychodzi?

Moze być tak, że niektore nasze samotności, przychodzą gdy:
- za długo jesteśmy sami, bez ludzi...,
- widzimy pewne obrazy, sytuacje (np, trzymających się za ręce ludzi, jakiś kawałek muzyczny),
- czasem gdy jesteśmy znudzeni
- czasem gdy coś nam się nie udało w ciągu dnia, albo ktoś nas skrytykował
- czasem dopada nas gdy jesteśmy z kimś i nagle czujemy, że mówimy innymi językami i ten ktoś nas nie rozumie, jakby był z inej planety
- czasem wywołuje to uczucie samotności po prostu pogoda, pewnestany na które jesteśmy wrażliwi, dla jednych to cicho padajacy za oknem śnieg, dla drugich jesień
- dopada nas gdy zrobiliśmy coś wbrew sobie, wbrew naszemu JA i nasze ciało się buntuje uciekając w samotność.

Jak odkryjemy z którą Samotnoścą mamy do czynienia, wtedy łątwiej znaleźć roziązanie.

Jak czuję, ze przyszła do mnie samotnosć, bo się po prostu nudzę,staram się wrócić do mojego manualnego hobby (robię biżuterię i ine głupoty)

A jak przychodzi Ta co to przypomniała mi pewne sytuacje z przeszłości, staram się szybko znaleźć obraz inny, taki który sprawia, ze uśmiecham się do siebie...gdy ten obraz wywołuje moja ukochana muzyka... czasem wbrew sobie gaszę radio, bo wiem, ze jak dam sie tej Samotności otoczyć ramionami to w nią wpadnę jak w studnię i długo będę z niej wychodzić :)... albo zmieniam kawałek na jakiś idiotyczny np. Zamrożona wyborowa (po polsku!) Die Toten Hosen

Jak wyję do księzyca, bo za długo byłam sama, bez ludzi to staram się wyjść... aby nie siedzieć sama. Czasem z narażeniem życia, idę do pierwszego lepszego PUBU w mieście w którym akurat jestemj, aby popatrzeć na ludzi, posłuchać o czym szepczą... czasem napiję się herbaty a czasem piwa..

Jak moja samotność rzuca się na mnie wykorzyustując moje zmęczenie fizyczne i psychiczne wtedy idę na basen, albo spaceruję (porafię wyjść nawet w środku nocy, bo wysiłek fizyczny to endorfiny a endorfiny to lepsze samopoczucie.

A jak moja Samotność to poczucie, ze działałam wbrew sobie,pod przymusem kogoś, z lęku przed odrzyceniem i z tego powodu mam coraz mnejsze poczucie wartości i godności... wtedy... znajduję bardziej potrzebujących ugłaskania niż ja, pomagam i to mi też pomaga :)

A jeśli to jest Samotność wszechogarniająca, która ciągnie mnie abym zrobiła sobie coś złęgo... cóż... tu, jedni idą do spowiedzi, modlą się, jedni łykają medykamenty antydepresyjne inni wizyalizują i stosują apoteozę (jestem naprawdę OK, a ten stan minie... nie poddam się, jutro będzie lepiej - jak mantrę

Najważniejsze to odkryć - która/ jaka samotność dopadła mnie dzisiaj..

Dla wszystkich co zmagają się ze swoimi Satmotnościami... kawałek który mi pomaga :)

http://www.youtube.com/watch?v=krfWrOHiO6k

:uscisk:
 
     
mateusz2710 
Milczący


Wiek: 34
Dołączył: 21 Wrz 2011
Posty: 69
Wysłany: 2011-11-10, 17:27   

Ja mam ta chyba z nudow a moje hobby to ruch. Ale gdzie mam sie ruszac jak taka pogoda do kitu. Kiedys mi to nie przeszkadzalo (nawet lubialem sie wytaplac w blocie na rowerze) :serduszka: ale stary sie robie i wygodny chyba. Ta o kosmitach i planetach tez mnie dopada. Teraz ostatnio czesciej szczegolnie jak zmeczony jestem a ktos mi pierdoly opowiada. Ludzi jako tako mi nie trzeba. W koncu 2 lata w tirze przesiedzialem ale brakuje kogos dla kogo mialo by sens to wszystko... :serduszka:
 
     
duenderosa
[Usunięty]

Wysłany: 2011-11-10, 23:39   

Taaaa, w długiej trasie, nawet gadki przez CB, nie pomagają... samotność dopada człowieka...
Myślę, że wszytko przed Tobą... warto być odrobinę uważniejszym, czasem dostrzec kobietę / dziewczynę której warto pomóc,bo coś jej spadło w klepie, a czasem drzwi otworzyć, albo uśmiechnąć się miło, czy zagadac w kinie do samotnej sąsiadki..

:-)
 
     
mateusz2710 
Milczący


Wiek: 34
Dołączył: 21 Wrz 2011
Posty: 69
Wysłany: 2011-11-11, 00:24   

Jak najbardziej. Czasami tak robie. Nawet jest z tego satysfakcja. Coraz czesciej mi to sie zdaza. Zaczynam ukladac powoli sobie w tym durnowatym lbie. A co do trasy to mysle ze kto nie sprubowal to nie zrozumie. Z doswiadczenia wiem ze ludzie wyobrazaja sobie to wszystko inaczej niz jest naprawde dlatego nawet lepiej nie zaczynac tematu. Tesknie za tym ale jeszcze sprobuje ogarnac sie na miejscu.
Ostatnio zmieniony przez mateusz2710 2011-11-11, 00:32, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
duenderosa
[Usunięty]

Wysłany: 2011-11-11, 13:05   

Cóż, mam wrażenie, że trochę przynudzam:(
Większość z Was szuka po prostu bliskości, miłości i drugigo człowieka..
Może zacznę pisać jak zbudoować dobry związek? Albo jak sprawić aby prawdopodobieństwo znalezienia odpowiedniej osoby było większe?

Wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia... Bo jest to stan fizjologiczny. jeśli jesteśmy bardzo "głodni" uczuć, a przede wszystkim OTWARCI na nowy związek to miłość spadnie na nas wcześniej czy później.

Tu chcę rozwinąć trochę wątek OTWARTOŚCI.. Często chcemy się zakochać i mieć partnera, ale tak naprawdę nie ejsteśmy gotowi..
To tak jak z prawem jazdy - często chcemy jeżdzić samochodem, ale musimy zrobić prawko aby jeżdzić legalnie.

Cżesto wydarzenia przeszłości (poprzednie nieudane związki, czasem sposób wychowania przez rodziców) sprawiają, zę mimo chcenia w sytuacji spotkania się z druga osobą twarzą w twarz nagle całe nasze JA zamyka się na nową relację.
Wysyłamy z organizmu poza werbalne sygnały, ze NIE CHEMY się poznać.

Warto się nad tym zastanowić.. Czase wciaż kochamy kogoś innego i podświadomie szukamy w nowych osobach TEJ lub TAMTEGO. Wtedy miłość nie spadnie na nas.

A jeśli już "miłość" w postaci zmian chemicznych w naszym mózgu spadnie na nas to oczywiście fałszuje nam obraz tej osoby.
Sami zachowujemy się inaczej niż zwykle (często nie prawdziwie), i ta druga osoba równieżi jak po roku (do dwóch lat) te chormony miłości przestają działać... nagle budzimy się zdziwieni - Co to za inna osoba jest obok nas?
jeśli jesteśmy zwiazani małżeństwem zwykle ciągniemy to na siłę jeszzce jakiś czas..

Mogę rozwinac wątek jak znaleźć tę/ tego właściwego, wiedzieć, że mamy szansę na dobre fajne życie...ale nie wiem czy chcecie? :-|
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Samotność Forum © 2011 - 2013
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Serwisu Google XML RSS