Nigdy nie zostałem zdradzony więc ciężko mi się jakoś do tego odnieść. Jedyne co wiem na pewno to że nie jest to Twoja wina, to ta druga osoba ma problemy ze sobą. Ważne żebyś nie utraciły wiary w swoją własną wartość. Z moich obserwacji wynika, że jest tu kilka aktywnych użytkowników z podobnym doświadczeniem. Niestety forum nie jest ostatnio strasznie aktywne więc proszę Cię o cierpliwość a na pewno ktoś bardziej kompetentny się odezwie.
Ze swojej strony mogę tylko napisać, że zdrada to jest skurw*******. Mam taką koleżankę w pracy która zaczęła zdradzać męża. I tak wiem, nie powinienem się wpierd**** w czyjeś życie ale jakoś tak nie mogłem obok tego przejść obojętnie. Wysłałem delikatną wiadomość do jej męża. Związek powinien opierać się na zaufaniu. Bez tego to nie ma sensu.
Możesz trochę więcej wyrzucić z siebie? Jak się dowiedziałaś? Od jak dawna to trwa?
Marta149, na początku można sobie nie radzić, tak po prostu. Pozwolić sobie na żal, ból, nienawiść do tej osoby, na roztrzaskanie się na milion małych kawałków. Z czasem będzie mniej bolało, bo zdasz sobie sprawę, że skoro zdradził(a), to znaczy, że nie byłabyś z nim/nią szczęśliwa. Bo co to za szczęście żyć z kimś, kto Cię krzywdzi?
Na początku może będziesz go/ją tłumaczyła przed sobą, ale to też normalne i nie obwiniaj siebie za to. Wiem, że to nic odkrywczego, ale naprawdę czas pomaga. Choć może trwać to długo. Ja skorzystałam z pomocy terapeuty, bo nie byłam w stanie sama sobie z tym poradzić.
Heja też mogę w tym zakresie coś napisać.Sorki za brak interpunkcji ą ę itd nie mam sily... Zdrada to byl moj największy strach i to mnie spotkalo ponad tydzien temu sie dowiedzialam że od kilku miesięcy "przyszly mąż" w mym sercu tak widniał..poznal inna i nagle mial dylemat z kim zostac. Ponoc tylko z nia pisal ale wystarczylo a ze mną był na żywo od 4 lat.
Znał moje poglady chrzscijanskie wczesniej ale myslal ze to ja cos zmienie i ciegle chcial mnie zlamac,oczywiscie choldzilo tez o seks ktory wczesniej mial a on strasznie wiaze emocjonalnie wiec lepiej dobrze rozeznac czlowieka zanim mu sie oddamy cielesnie na calosc.
Trzeba konsekwentnie wymagac kluczowych decyzji a nie bujac sie w zawieszeniu zamiatajac sprawy pod dywan tak rośnie wielki brud i rozklad. Czlowiek madry po fakcie jak zwykle..
Mielismy sporo bledow w komunikacji kazdy sie staral jakos to ciagnac ale zabraklo dojrzalosci, odpowiedzialnosci, uczciwosci.
Winy jest mnostwo po obu stronach ale myslalam ze jak sie kocha to da rade kazde bagno przejsc i sie nie rozpasc..byc do konca jak golebie.
Moj blad ze oddalam serce komus kto przestal mnie traktowac powaznie.
Mial powody, ja rowniez ale bym go nie porzucila zawsze dawalam nam szanse.
Ludzie sa grzeszni i slabi taka natura czlowieka jednak milosc zobowiazuje. To wielka odpowiedzialnosc mowic komus ze sie go kocha i bliskoscia to okazywac.
Mam nauczke na cale zycie nie oddawac serca tylko sie nim dzielic a to ogromna roznica, kiedy ktos odchodzi z twoim sercem masz ochote sie zabic bo swiat sie wali.
Jestem wierzaca i glownie to mnie trzyma przy zyciu ale ku przestrodze drogie Panie i Panowie szanujmy swoje serca i siebie nawzajem i jeszcze jedno nie budujmy poczucia wlasnej wartosci na kims, nie wazne ile to trwa.
Kochajmy siebie nie zatracajmy wszystkiego bo niestety nigdy nie wiadomo co przyniesie przyszlosc. Kochajmy madrze nie zapominajac o sobie. Mylse ze ta dojrzala milosc musi byc odpowiedzialna i ofiarna. Czasem trzeba z czegos rezygnowac dla dobra obojga. Egoizm, brak uczciwosci zabija milosc Najlepszego
[ Dodano: 2024-10-10, 17:57 ]
Marta149 napisał/a:
Macie jakieś sposoby na poradzenie sobie z zdradą?
Starać sie nie grzebać w przeszlosci a co by bylo gdyby, obwinianie..to nie ma sensu. Tak mialo byc to brutalne ale mysle ze wszystko jest po cos, ja zlekcewazylam duzo ostzezen moglam z tego wyjsc wczesniej ale sie zatracilam i bylam naiwna myslac ze to juz ktos na zawsze.
Jesli ktos idzie pocieszyc sie w trudnych momentach do kogos innego i angazuje tam swoje serce to co to za kandydat na zyciowego partnera, zdradzilby predzej czy pozniej. Trudno jest sie cieszyc w rozpaczy i kazdy ma inna wrazliwosc im wieksza tym trudniej wiem co mowie, czas mija a mi sie nadal chce beczec bo w sercu ciagle kocham i zycze mu dobrze. Jego szczescie stalo sie nawet wazniejsze, nie umiem nienawidzic i nie chce.
Warto docenic wszystko co sie wydarzylo to bezcenne lekcje i samo zycie.
Terapie tez duzo daja, malymi krokami male cele np wyjsc z domu pogapic sie w niebo, mowic sobie wartosciowe rzeczy typu jestem kochana bez wzgledu na wszystko. Nastrajac sie jak najpozytywniej. Mimo czarnej chmury wspomnien pamitaj że to przeminie, poznasz kogos z czasem a szansa na to ze bedzie dobrze wzrosnie, bo jestes madrzejsza po tych doswiadczeniach Pozdrawiam Cie
Na początku - nienawidzę osób które zdradzają. Nie mam na to słów. To jest dla mnie coś nie do przeskoczenia, nawet jakby robił to ktoś kto jest moim przyjacielem to nie mógłbym tego zignorować i pewnie zacząłbym go/ją nienawidzić. Nie znam Cię MissKeira ale wiem że jakoś tak po ludzku zrobiło mi się przykro. To musi być straszne uczucie być zdradzonym. Tym bardziej jest to dotkliwe, gdy czytam, iż dalej darzysz go ogromnym uczuciem. Czytając tylko o pisaniu z kimś nie wydaje się to jakoś bardzo bolesne ale zakładam że kryje się za tym nieco więcej niedopowiedzianej historii niż jestem sobie obecnie w stanie wyobrazić.
Muszę o coś zapytać bo inaczej nie zasnę. I tak jest to chamskie i osobiste pytanie. Spłycając temat do tego, że psuć zaczęło się od braku seksu czy patrząc z perspektywy czasu dyskusja z tym człowiekiem, wymiana zdań coś by rzeczywiście dała? Czy była byś gotów pójść na tak daleko idące ustępstwo jak niejako "złamanie" samej siebie, swoich ideałów oraz przekonań? Czy zyskałabyś na tym czy straciłabyś?
I nie do końca zgodzę się, że szukanie pocieszenia u kogoś innego to coś złego. Idealizuję, bo jestem naiwny, nie chodzi o skrajności jak np seks na pocieszenie i w ogóle związek na boku, ale są na pewno sytuacje, gdzie nakierowanie na spojrzenie inaczej na problem albo zwyczajnie usłyszenie od jeszcze paru osób "robisz źle, ogarnij się" może komuś pomóc. Czasami może to być przyjaciel, znajomy, kolega. Nawet z głupiego gadania w pracy może wyjść coś pozytywnego - zakładając, że ta osoba choć minimalnie jest się w stanie zmienić, zrozumieć sytuację.
Czy zakładając, że przychodzi on z powrotem do Ciebie, mówi wszystko co chcesz usłyszeć a nawet jeszcze więcej, dałabyś mu drugą szansę?
edit.
nie jestem w stanie budować swojej wartości na samym sobie, nie kocham siebie, nie potrafię żyć "sam ze sobą" i jedyne czego pragnę to społeczna akceptacja, chwilowe docenienie, ułamek komplementu - łatwo powiedzieć żeby stawiać siebie na pierwszym miejscu ale to dla mnie jest coś tak ulotnego... prawie jak utopia.
Ostatnio zmieniony przez freebird 2024-10-14, 20:10, w całości zmieniany 1 raz
Byłam z tym czlowiekiem 4 lata na zywo, bralam udzial w jego tragicznych momentach zycia, smierc jego mamy, choroby, smierc dziadka z ktorym byl zżyty, wszystko to razem przezywalismy. Myslalam ze im wiecej trudu sie razem zniesie tym mocniej bedziemy za soba stali.Zylam w iluzji ze juz zawsze bedziemy razem. Probowalismy, kazdy inaczej ale mimo wszystko sypalo sie, potrzebna byla terapia. Byly inne priorytety, dostal mieszkanie ktore remontuje, kasa potrzebna wiadomo a miedzy nami ciagle sie sypalo az w kluczowych momentach okazalo sie że poczatkowo kolezanka z ktora pisal wiele miesiecy okazala sie w jego oczach kims kogo kocha.Jak mialam do niego dorzec skoro serce mial podzielone..to bylo skazane na porazke. Stwierdzil ze kocha nagle dwie i nie wie kogo wybrac. Mowilam o tym ze chce z nim budowac powaznie nie w grzechu powaznie, odpowiedzialnie (i tylko osoby wierzace przyjma to do wiadomosci). On chcial "szalec" korzystac z zycia i jakby bylo dlugo fantastycznie to moze wtedy slub..w kazdym badz razie uszanowalam jego decyzje mowil :"jakbym nie wybral nie bede szczesliwy" Nie moglam go trzymac na sile to strasznie boli ale jesli ktos chce innego zycia z inna osoba to co zrobic ?mozna tylko uwolnic.
Osoby trzecie są potrzebne zeby spojrzec na temat z dystansu jak najbardziej popieram rozmowy z innymi ludzmi tylko jest to ryzyko że nagle osoba nam bliska zmieni tor bo stwierdzi ze moze z tamta byloby piękniej i zaczyna sie tragedia serca ktore mialo nadzieje ze bedzie lepiej a bylo za pozno by cokolwiek podnieść.
Zatracenie sie w drugim czlowieku niesie ze soba ogromne ryzyko. Trzeba kochac jak najlepiej sie potrafi, tylko kiedy zapominamy by rowniez siebie kochac (dzieki Bogu ktory jest miloscia) to pozniej swiat sie zapada gdy tamten drugi odchodzi bo na nim budowane bylo wszystko cala wartosc. W moim przypadku jest ta kiełkująca wiara ktora mnie skleja pomalu mysle ze dzieki temu zyje. Bo dla kogo bym miala teraz zyc. Kazdy sobie wybiera inaczej ale u mnie jest to Jezus i robie co moge zeby nie rozwalic daru zycia jaki dostalam choc jest cholernie trudno jest kontynuować po tym wszystkim co bylo a nagle zniklo.
[ Dodano: 2024-10-15, 14:20 ]
Cytat:
Dyskusja nic nie dawala bo mial inne poglady i myslal ze to ja zmienie zdanie i pod wplywem czasu sama zaczne do tych zblizen dążyć i w ogole sie poprawiac zeby byl szczesliwszy. Moglam wymagac bardziej brania na powaznie moich slow. Potrzebowalam jego pomocy, wspolpracy tylko nie umielismy tego zrobic razem. Uczymy sie cale zycie nigdy nie bedzie do konca super. Przerabialam kontekst seksu i wiem ze jest wazny dla budowania jednosci ale wcale nie gwarantuje powodzenia w relacji. Za przeproszeniem , budowanie od dupy strony to marny pomysl bo wlasnie spłyca i wypacza pojmowanie czym na prawde jest milosc a tu sie klania umiejetnosc bycia odpowiedzialnym i gotowym do poswiecen, kontroli pożądania co jak wiadomo jest bardzo trudne w praktyce. Seks to tez piekna nagroda dla tych dwojga ktorzy wytrawali i wiaza ze soba cale zycie gdzie seks jest swietnym narzendziem by to umacniac i wowczas daje poczucie bezpieczenstwa bo ktos na nas czekal i nie zdradzil przysiegajac wiernosc i uczciwosc przed Bogiem. Jasne nie ma reguly ile jest rozwodow...ale co to pokazuje tyle ze ludzie pakuja sie w malzenstwa sami bez Boga bez wiary, czesto na pokaz i coz z tego potem same nieszczescia. To jest powazna decyzja obie strony musza chcec wspolpracowac z Miloscia. Bez mocnego fundamentu final jest do przewidzenia. Widzisz wiele trzeba w zyciu stracic zeby zaczc wiecej rozumiec tak juz jest zycie nas ogałaca zeby moc w koncu stanąć w prawdzie i przyznac - co ja moge sam a co moge z Miłością?
Tylko Milosc trzeba chciec zrozumiec , bo na pewno nie jest to glownie seks co świat tak skutecznie wszystkim wpaja.
Nieustanna walka z egoizmem ktory jest w kazdym z nas. Bylam i jestem slaba, mierna w wielu kwestiach od komunikacji poczynajac ale nietracilam wiary w Milosc i mam nadzieje ze nigdy nie strace.
Mysle ze warto isc za tym co slychac w sercu i dostrajac do tego glowe.
Czy bym wrocila gdyby on powaznie chcial? - Mozliwe, bo wszyscy sie rozwijamy tylko mamy rozne drogi i kto wie moze te nasze znow sie spotkaja ale to juz calkowicie powierzam Opatrznosci bo na ten czas nie udalo sie isc dalej razem w porozumieniu serc. Wszystko ma głębszy sens, ucze sie wybaczać sobie, jemu wszystkim którzy ranią bo takie jest zycie zranione serca beda ranily poki prawdziwie nie wybacza a jest to proces i jestem przekonana ze czlowiek sam z siebie nie da rady takiego oczyszczenia w sercu dokonac tylko z Bogiem.
Ostatnio zmieniony przez MissKeira 2024-10-15, 14:36, w całości zmieniany 2 razy
I tu trochę Ciebie nie rozumiem. Pomimo tego całego bólu, cierpienia i złych doświadczeń nie wykluczasz że gdy on "znudzi" się tym kimś nowym dasz mu drugą szansę. Nie moja sprawa ale czy wtedy nie narażasz się na jeszcze większe uprzedmiotowienie? Osoba, do której można wrócić, bo zawsze będzie czekała. Niczego nie można wykluczyć, to prawda, każde życie można zmienić, wszyscy się czegoś uczą, ale z Twoich opowiadań o nim to właśnie człowiek który szuka tu, teraz i na chwilę, co będzie dalej ma mniejsze znaczenie. Wasza perspektywa od początku nie była tak samo ukierunkowana, stąd zamiast zbliżać się to podróżowaliście od siebie coraz to dalej. Ja w tym widzę wbrew pozorom pozytywny aspekt. Wyobraźmy sobie że jesteście po ślubie, że macie dzieci, że Wasza relacja zaszła nieco dalej, wtedy to było by dużo bardziej bolesne. Takie budowanie związku na siłę po to aby tylko istniał też nie ma sensu. Jasne, 4 lata to szmat czasu, nikt Ci go nie odda ale może lepszy ból teraz niż cierpienie latami? Po co płakać do poduszki i wypominać sobie że trzeba było podjąć bardziej racjonalne decyzje a nie działać pod wpływem uczuć i emocji.
Czy to był Twój pierwszy związek na poważnie? Ta osoba z którą pisał, wiesz o niej coś więcej, to ktoś kogo Ty też znasz?
Jak wyglądał Wasz związek z zewnątrz? Masz jakieś informacje od znajomych na ten temat? Czy te pęknięcia i małe problemy które następnie przeobraziły się w większy kryzys było widać na zewnątrz?
Mam wrażenie, że większość związków teraz ma być przede wszystkim wygodna. Nie ma pracy nad pojawiającymi się trudnościami, pierwsze lepsze pęknięcia zamiast spajać to rozrywają. Złe chwile też potrafią łączyć, ale niestety kompromisy często są niezbędne w takich przypadkach. Wydaje mi się, że obecnie w słowniku wielu ludzi słowo kompromis zwyczajnie nie istnieje.
Podziwiam Twoją wiarę. Ja od kilku dobrych lat przechodzę jej kryzys w moim sercu. Są wzloty i upadki ale zwątpienie nie ustępuje a wydarzenie wokół mnie tylko potęgują tą niepewność.
Jest chaos w glowie wiec podziwiam Cie za wytrwalosc w ogarnianiu moich treści.
Masz duzo racji, faktycznie zakladanie ze ktos bedzie z nami na dobre i na zle do konca jest zbyt pochopne i ja taki blad w sercu popelnilam a przeciez widzialam ze sie waha i boi mnie juz wczesniej tylko nie rozumialam czemu tak przeciąga wysylajac mi fizycznie sprzeczne sygnaly. Nie postawilam sprawy konkretnie ciagle byly ustepstwa dawanie czasu z mojej strony..niepotrzebnie. Niby tym mezem chcial byc ale twierdzil ze coraz mniej..juz wtedy mial kontakt z inna kobieta. Poznal ją w grze zespolowo-strategicznej w ktorej niestety tez dlugo uczestniczylam. Nie znalam jej, ponoc jakas mlodsza podobna charakterem do niego, opiekuncza, zaangazowana itd poczul sie przy niej szczesliwy tak twierdzil.
Teraz tez widze mnostwo dziecinady, emocji po obu stronach i braku wyjasnien problemow na biezaco. Troche probowalam nosic spodnie w tej relacji bo nie widzialam decyzyjnosci, powagi tylko odwlekanie i biernosc co mnie tez zniechecalo i studzilo. Oboje nie walczylismy o relacje wrecz na odwrot i nie dziwi mnie final. Do tego doloz roznice w wizji bycia razem. Sluszna uwaga co gdy bylyby dzieci, tym bardziej dziekuje Bogu za wstrzemięźliwość, coraz jasniej widze ze z biegiem czasu szykowaloby sie jeszcze wieksze nieszczescie idąc tak niepowaznym trybem.
Mam teraz taka autoagresje to bardzo niezdrowe jak ktos jeszcze to czyta to kobieto/mezczyzno nie warto siebie niszczyc apeluje bo to na prawde moze doprowadzic do powaznych zalaman a nawet smierci.
Bardzo sobie zycze i sie modle zeby to przeminelo i przynioslo dobry owoc pracy nad soba bym mogla ruszyc z podniesiona glowa dalej znajac swoja wartosc (w kochajacych oczach Jezusa), bo to jak nas inni widza, szczerze niewiele znaczy i nie warto sie do tego przywiazywac ja dalam sie nabrac na maslane/dwulicowe oczka .."chce zebys mnie dobrze pamietala" i mam teraz nauczkę wielką. Z drugiej strony rozumiem ze ten czlowiek inaczej nie potrafi jak my wszyscy, popelnia bledy.
W towarzystwie mojej rodziny byl raczej dobrze odbierany choc psulo duzo to ze praktycznie zawsze byl mocno spozniony co mnie niebywale irytowalo zawsze bylo cos/ktos, kulalo wspolne spedzanie czasu tu tez kazdy mial inne checi np on bieganie ja rower. Zaniedbanie na kazdym polu w sumie wyszlo bo przestalismy sie starac odkrywac siebie nawzajem. Bylam czesto w roli terapeutki ktora wysuchuje i doradza, pociesza niestety zwykle jednostronnie, takie kolejne moje bledy. Niemielismy jakiejs stalej grupy znajomych, tym gorzej zafiksowanie na samych sobie nie jest zdrowe. Tym silniej odczuwam teraz brak jego towarzystwa.
Jesli ktos nas nie chce to nalezy sie z tym pogodzic. Ja niestety to mimowolnie za bardzo przezywam winiac siebie glownie za cale zlo taka tendencja od zawsze i z tym trzeba sie mierzyc i uzdrawiac.
Nie prosilam by zostal, lzy poplynely i glowna mysla bylo zeby byl szczesliwy i oby sie kiedys nawrocil nie celem zeby do mnie wrocic tylko w ogole. Pokasowalam namiary zeby mnie nie korcilo sie kontaktowac. Powiedzialam ze na drodze mu nie stane, przyklepalam to co bylo widac od dluzszego czasu ze pragnie innego zycia. Tez chcial kogos w perspektywie dlugofalowej ale ze tu bylo trudno to narósł strach i zniechęcenie. Mysle oboje nie bylismy pewni siebie i stad ucieczki przed wzajemnym trudem.
Z zewnatrz na pewno bylo widac kontrast ja bardziej introwertyk on ekstrawertyk i lubil byc sluchany krecic sie wokol wlasnej osi, niekoniecznie skory do sluchania, mialam klopot by sie przed nim otwierac, okazywac cieplo. Ale straralam sie zeby cos wynosil z tych rozmow jakos wzrastal. Kazdy czegos sie uczyl. Cos to dawalo. Dlatego wdziecznosc i przebaczenie sobie/jemu to chyba najlepsze co mozna w sercu zostawic.
Mowisz z tym powrotem ewentualnym kiedys tam..to prawda moze razic taka postawa "matki Teresy" ktora kazdy brud przytuli hm na pewno nie bede czekac specjalnie na niego bo nie wiemy co wyniknie z czasem, choc nie planuje w nic sie pakowac poki sama nie stane sie silna i pewna siebie, bo zeby dac milosc/siłe trzeba ją miec. A tu braklo zasobow po obu stronach i wzorce tez nie najlepsze mielismy wiec kazdy ma duzo pracy. I tak jak pisałeś nic na sile, ta praca ma przebiegac innymi drogami w tym przypadku.
Pytales czy byly inne zwiazki, tak ten byl 3 ale pod wzgledem zaangazowania serca bym powiedziala ze drugi. Pierwszy trwal prawie dekade i przed zareczynami upadl zupelnie inna historia w duzej mierze na odleglosc ale to juz zostawmy.
Chętnie jesli zechcesz to poznam Twoje przeżycia, jakies lekcje może mi coś rozjaśnisz w relacjach damsko meskich, to temat bez dna moznaby rzec.
[ Dodano: 2024-10-15, 22:49 ]
freebird napisał/a:
Mam wrażenie, że większość związków teraz ma być przede wszystkim wygodna. Nie ma pracy nad pojawiającymi się trudnościami, pierwsze lepsze pęknięcia zamiast spajać to rozrywają. Złe chwile też potrafią łączyć, ale niestety kompromisy często są niezbędne w takich przypadkach. Wydaje mi się, że obecnie w słowniku wielu ludzi słowo kompromis zwyczajnie nie istnieje.
Podziwiam Twoją wiarę. Ja od kilku dobrych lat przechodzę jej kryzys w moim sercu. Są wzloty i upadki ale zwątpienie nie ustępuje a wydarzenie wokół mnie tylko potęgują tą niepewność.
Taka jest tendencja przykro sie na to patrzy. Za lekko sie podchodzi do relacji a to przeciez ogromna odpowiedzialnosc. Ludzie sie tak czesto bawia soba, nie rzadko po kilka osob jednoczesnie zwodza. Jest to ohydne i faktycznie mozna sie zdystansowac az za bardzo bo nadzieja na trwale relacje gasnie w oczach. Dlatego tym bardziej ide w strone mocnych zasad wiary bo w swiecie latwo sie zgubic ale zachowuje delikatnosc niczego nie wolno innym pchac na sile cokolwiek to jest. Jedyne co moge to sie na luzie dzielic swoim przezyciem, szanujac poglady innych.
Z tego co piszesz to wiara nie jest Ci obca, jak to sie stalo że w ogole na nią zwróciłeś uwage bardziej swiadomie?
Wierz lub nie ale wymiana postów z Tobą jest obecnie jednym z bardziej interesujących wątków w moim życiu więc tak... jakoś mam ochotę na dyskusję.
Ciągle naiwnie wierzę, że dwoje dorosłych ludzi powinno móc się ze sobą dogadać, zwłaszcza w sytuacji taka jak Twoja, gdzie ścieżki się rozchodzą. Chyba chodzi o to, że nikt nie chce brać winy na siebie i dlatego pojawia się to całe odwlekanie i pudrowanie prawdy? Czy teraz, znając zakończenie jesteś w stanie stwierdzić, czy był z jego strony lepszy sposób na wyjawienie "prawdy"? Czy gdyby, dajmy na to po miesiącu znajomości z nią czuł, że to coś więcej, to taka rozmowa z Tobą wtedy wyszła by na zdrowie Wam obojgu? Chciałabyś wiedzieć wcześniej, gwałtowniej, tak by bolało bardziej, ale punktowo i przez to mniej w ogólnym rozrachunku?
Nie życzę Ci źle żeby było jasne, ale z psychologicznego punktu widzenia jestem ciekawy, czy gdyby podobna sytuacja miała się powtórzyć w przyszłości to byłabyś w stanie zastosować doświadczenie zdobyte w opisanym związku czy raczej to siedzi w nas za głęboko i taka nadzieja, że będzie dobrze jednak zwycięży po raz kolejny i pozwoli na przeciąganie sytuacji. Wspominałaś, że dość zatracania się w innej osobie, że nie pozwolisz już na to, ale to chyba nie jest takie proste i uczucia jednak przejmują nad nami kontrolę, przestajemy myśleć logicznie... chyba. Każdy chce szczęścia a jak się ma do wyboru smutek i ból albo nadzieję, choćby nikłą, to większość wybierze jednak tę nadzieję.
Ty częściej słuchałaś i pracowałaś z nim nad jego problemami, ale jak on reagował, gdy Ty próbowałaś się wyżalić? Zwyczajnie Cię zbywał, bagatelizował, próbował odkładać rozmowę na czas bliżej nieokreślony czy może słuchał ale tak naprawdę zlewał to co mu opowiadałaś?
Na czym polega ta autoagresja, o której wspominasz? Dostrzegasz w sobie coś złego, jakieś wady i nie możesz sobie z nimi poradzić? Dla mnie obwinianie siebie w takiej sytuacji to tak naprawdę efekt rzetelnego rozliczenia tego co było. Może nie tyle wina była po Twojej stronie w kontekście tego, że związek się rozpadł ale masz pretensje, że mogłaś postąpić inaczej w pewnych sytuacjach i.... oczywiście mogłaś. Nikt nie jest doskonały. Na pewno było coś co zawaliłaś, coś co sprawiło mu przykrość, coś co choćby chwilowo Was podzieliło ale tak już jest niestety. Związek to nie idealnie dobrane do siebie puzzle, to praca nad tym aby różne kawałki do siebie dopasować. Czasami zaboli trochę, innym razem bardziej ale tak już musi być. Takie coś nie jest i nigdy nie będzie przyczyną rozpadu i nie wmawiaj sobie tego. Podobno Richard Bach napisał „Jeśli coś kochasz, uwolnij to; jeśli to wróci, jest twoje, jeśli nie, nigdy nie było”. Głupi cytat ale potrafi być analizowany na milion sposobów, trochę jak z horoskopem. Zostawię go tutaj niech sobie powisi. Wierzysz w przeznaczenie?
Ty skasowałaś kontakt ale czy on od tamtego czasu podjął jakąś próbę rozmowy?
Jak będziesz wiedziała kiedy jest ten moment gdy możesz już dać od siebie tę miłość? Gdy zapomnisz? Gdy wybaczysz sobie?
Moje relacje damsko męskie nie istnieją. Zarówno jeśli chodzi o te romantyczne jak i przyjacielsko-koleżeńskie. Jestem czystym teoretykiem. Staram się wypowiadać mądrze i tak jakbym wszystkie rozumy pozjadał, ale bazuję tylko na tym co widzę w otaczającym mnie świecie i pewnie w wielu przypadkach wplatam do wypowiedzi masę zwykłego bajkopisarstwa. Zresztą relacji męsko-męskich też nie miewam. Jestem chyba jedną z bardziej upoważnionych osób do przebywania na tym forum. Tak, do tego jestem skromny jak widać. Tworzę wokół siebie pozory ekstrawertyka a tak przynajmniej kilka razy słyszałem a tak naprawdę, gdy gasną światła to zrzucam z siebie skórę i siedzę tak zupełnie nagi w ciemnym kącie pokoju starając się nie dopuścić dziś tych zły myśli do siebie. Możliwe, że dlatego tak chętnie się wypowiadam w tym temacie, bo chcę zyskać nieco doświadczenia. Każdy sposób jest dobry, aby liznąć nieco wiedzy. Momentami wydaje mi się, że czytam jakąś fantastykę, tak bardzo jestem oderwany od takich zwykłych wydarzeń jakie ludzie opisują. Mogę jedynie opowiedzieć o tych nieudanych relacjach, które nie wyszły nawet poza ramy zwykłego kolegowania się w pracy. Od czasu do czasu nadzieja na to, że cokolwiek zaskoczy się pojawia, ale po włożonym wysiłku z mojej strony i marnych rezultatach zazwyczaj rezygnuję. Nie jestem atrakcyjny pod żadnym względem dla innych osób i nie mam tu na myśli jedynie sfery zewnętrznej. Nie traktują mnie jak osobę, na której można polegać, nie potrzebują mojego towarzystwa, wsparcia, nie chcą na mnie polegać. Czasem jedynie lubią wykorzystać posiadaną przeze mnie wiedzę a ja w to wchodzę ze względu na brak szacunku do samego siebie oraz ze względu na potrzebę bycia potrzebnym, choćby przez ten moment. A ta cała wiedza też jest chyba udawana... I to tyle. Tym bardziej jestem wkurzony niesamowicie za każdym razem gdy dowiem się o jakiejś zdradzie, o oszukiwanie innych ludzi. Nie potrafię zrozumieć ludzi którzy "to" mają i nie potrafią tego uszanować. I tak, ludzie się rozstają ale można to zrobić rzetelnie i uczciwie.
Wierzący jestem z nadania rodziców ale nieco bardziej zacząłem rozumieć o co w tym chodzi w okolicy szkoły średniej. Miałem wtedy mocny kontakt z muzyką a że chciałem być inny i niepowtarzalny to starałem się słuchać unikatowych zespołów. Jakoś tak padło że bliżej mi było do ogólnie nazwanego christian rocka, zespołów takich jak TFK (Trevor McNevan), Skillet czy Flyleaf (Lacey Sturm). To zafascynowanie tak sobie ewoluowało. Były momenty że bardzo mocno imponował mi ruch tzw "worship songs", np Hillsong United. Chciałem czegoś takiego w Polsce, zazdrościłem im. Dalej uważam że to niesamowite, skupiać tak wiele młodych osób w tak pozytywny sposób. Wiele się od tamtego czasu wydarzyło, były gorsze chwile gdy byłem bliżej Boga oraz te lepsze gdy myślałem że jest niepotrzebny. Obecnie chyba coraz bardziej się oddalam od wiary bo nie znajduję argumentów dla innego myślenia.
Cieszę sie w takim razie że akurat masz na to przestrzeń i chęć. Doceniam
Dojrzałe zachowanie czyli uczciwość wyjawienie prawdy jak najszybciej, podjecie decyzji bez zbędnych pokazow masek..Widac bylo i slychac ze nie chcial zyc po bożemu, bał sie ze wejdzie w cos czego by mogl zalowac i ok ja to rozumiem tylko po co cale odwlekanie skoro de facto wiedzial duzo wczesniej czego on chce i kogo chce (jakie cechy charakteru itd), dlatego tym bardziej boli kiedy ktos gra na naszych uczuciach bo mnie akurat kazdy kontakt z nim bardzo angazowal sercowo i tez o tym wiedzial, wiec jak dla mnie to skrajny egoizm tak przeciagac do ostatniej chwili katujac serducho kobiety. Dla mnie wielka lekcja by wymagac okreslania sie to trudne ale jak sie postawi granice to nalezy tych konkretow wymagac a ja bylam za miekka bo chcialam tez dla niego dobrze ale ostatecznie to bardziej zaszkodzilo bo tez gdybym byla konsekwentna to zapewne ta cala relacja zakonczylaby sie duzo wczesniej. Szanse i kompromisy sa wazne ale bywa ze nie ma rezultatow mimo wszystko i ktos musi miec dosc ikry by powiedziec "dosc tego" z szacunku dla wlasnego i cudzego czasu a bolu i tak by sie nie uniknelo jednak czas robi roznice. Im szybciej ludzie staja w prawdzie tym lepiej.
Co w przyszlosci hm trudno okreslic jest wiele czynnikow jak sam zauwazasz trafnie i do konca nie wiadomo jak sie czlowiek zachowa a tez kazdy ma na nas nieco inny wplyw. Wiesz to tez zalezy czy po nieudanej relacji dalo sie sobie dosc czasu by to wszystko przepracowac, przemileic w glowie-sercu. To wielka wartosc miec teraz ten czas i moc doswiadczac calego procesu zaloby itd wiecej nauki z tego wyciagne niz jak np mialabym wskoczyc w nowa szybka relacje..wowczas powtorzenie blednych schematow jest niemal nieuniknione. Mysle ze ta nauka nie pojdzie w las i mimo wszystko bede duzo bardziej czujna i świadoma kolejnych decyzji, mam nadzieje. Ból czuc najglebiej i on jest pozniej troche jak drogowskaz, zapala sie czerwona lampka zeby za wczasu zareagowac madrze. Ale jasne nie ma reguły czlowiek to tępe stworzenie generalnie wiec nie ma co byc zbyt surowym wobec siebie taka natura.
Z jego sluchaniem zawsze byl klopot niestety nie zaglebial sie w moje sprawy bardziej chcial byc wysluchany i zrozumiany. Zrobil jakis postep bo zaczal dawac przestrzen na cudze slowa ale czy ich sluchal..watpie raczej niewiele byl raczej zajety projektowaniem wlasnych wypowiedzi w trakcie. To bylo ciezkie do niego dotrzec, preferowal monologi. Ja z kolei za malo walczylam o glos i szybko rezygnowalam widzac brak zywego zainteresowania moja sprawa. Ostatecznie korzystal z dobrych rad i troche smutne ze szlo to tak jednostronnie. Jakos nie umialam go skupic na sprawach tyczacych sie mnie.
Tak ta autoagresja wychodzi z poczucia winy hm ale czy moglam inaczej na tamten moment, uwazam ze nie bo zwyczajnie nie bylam do tego zdolna pod wplywem roznych zdarzen, emocji reagujemy w dosc ograniczony sposob. Terez z dystansu latwo okreslic co i jak lepiej mozna bylo zrobic ale niestety wtedy bylam bez szans. A przejawia sie ona poza toksycznymi myslami na swoj temat, zalamaniem nerwowym wpadaniem w rozpacz..oczy puchna glowa boli, waga spada a i tak szczupla jestem ..obym nie znikla bo stres wyżera cialo. Mam nadzieje ze ustanie calkowicie, juz widze poprawe bo wyciagam wnioski i widze ile zla w tym bylo ktore mnie i jego niszczylo. Takze cale szczescie ze to koniec bo moglo byc jeszcze gorzej.
Tak w punkt to ujales zwiazki nie są idealne to ciagla praca i zwlaszcza kiedy jest bardzo ciezko wymaga angazu obu stron ja bylam sama (w nieswiadomym trójkącie) pod koniec niestety wiec trudno nikt sam w pojedynke wojen nie wygrywa poza tym mocne chęci i postanowienia musza byc.
Oberwalam kublem zimnej wody i dobrze bo widocznie tego potrzebowalam by zrozumiec nature czlowieka i nie ma co isc w jakas nienawisc bron Boże tylko wiecej roztropnosci zanim sie zdeklaruje swoje uczucia bo moje perly zostaly rzucone i podeptane przez pośpiech. Zaczekac az i ta druga strona konkretnie sie okresli a nie lecic na skrzydlach milosci najwyzej po czym roztrzaskac sie o samolot bo sie bylo ślepym.
Cytat "Jeśli kochasz..." znam jest świetny i uwazam ze zgodny z prawda. Uwolnienie prowadzi do uzdrowienia wiec warto za tym tokiem pojsc. A jak wroci to coz niech udowodni autentycznosc dobrych intencji..a i bywa ze nie ma do czego wrocic bo juz ktos jest na innym (oby lepszym) etapie zycia.
Przeznaczenie hm wierze przez pryzmat Boga że On ma dla mnie najlepszy mozliwy plan. Ale zeby moc to rozeznawac wlasciwie ta osobista relacja z Bogiem + wspolnotowa jest niezbedna i to tez ciagla praca jak w żywym zwiazku doslownie a kto jest wytrwaly widzi owoce. Łatwo sie zniechecic bo sam widzisz panuje niechcec wszechobecna do katolikow, kosciola w ogole postaci świętych itd wiec kryzys wiary mnie jakos nie dziwi bo ludzie zwyczajnie boja sie toksycznych reakcji mas. Jako ze widze owoce u siebie to nie odpuszczam bo czuje ze ta walka o mnie moje zycie sie toczy i zwycieza moj autorytet Jezus. a jak Ty widzisz kwestie przeznaczenia?
Kontakt byl ponad tydzien temu napisal cos o grzybach ze nie mial komu dac bo zepsula mu sie zamrazarka i zostawil pod drzwiami u mnie konczac zdaniem "trzymaj sie" w tej samej sprawie pewnie dzwonil zaraz po otrzymaniu smsa ale nie odebralam, uznalam ze to bezsensu i on w ogole nie ogarnia ze tego typu rzeczy tylko rania dodatkowo. Niech idzie swoja droga bez rozpraszania mnie glupotami. Zaznaczam ze wiedzial odchodzac do tamtej że kontaktu ze mna nie bedzie choc chcial by ten kontakt ze mna trwal w zdegradowanej wersji, odmowilam. Moze sa ludzie co chodza na takie uklady ale dla mnie to bezsensu, wiecej cierpienia i rozproszenia wiec po co.
Moment na milosc kiedy hm to raczej bedzie w sercu taki pokoj i pewnosc ze stoje twardo na nogach i nie boje sie kolejnych zranien bo nie ma sie co czarowac my ludzie bedziemy ranic poki zyjemy do konca w roznym stopniu, moge sie tylko strarac by ranic jak najmniej i szybko dążyć do gojenia ran. A wybaczenie sobie/komus oj tak koniecznie do tego czasu musi troche uplynac nie ludzac sie ze sie zapomni bo te blizny beda do konca grunt aby przestaly bolec a bardziej wzbudzaly wdziecznosc i wspolczucie bo my wszyscy w gruncie rzeczy nie chcemy źle tylko to dobro slabo nam wychodzi w praktyce, tak juz jest.
[ Dodano: 2024-10-17, 00:43 ]
Cytat:
Z tego jak sie wypowiadasz od razu widac że swietnie wladasz slowem. U mnie to dosc niechlujna wersja pisania ale milo mi ze mimo wszystko sie nie zrażasz i odpowiadasz.
To dosc przykre że ludzie z Twojego srodowiska tak slabo Cie widza. Wyczuwam u Ciebie tą pustke jaka nosisz, probujesz przetrwac na swoj sposob. Jesteś wartościowy i wlasciwie kazdy jest tylko my sami czesto tego nie widzimy a nawet nie chcemy widziec. Podobnie czasem na siebie patrze a to bardzo krzywdzące i niepotrzebne. Poza tym ludzkie oko patrzy prymitywnie baardzo powierzchownie. Atrakcyjnosc fizyczna bywa tak zludna ze szok. Byly mi sie podoba nie ukrywam ale cienka tam jest granica miedzy narcyzmem a zdrowym widzeniem siebie. To wszystko przemija i brzydnie a milosc trwa i o nia zeby tak ludzie chcieli sie starac jak o wlasne ciala..Skresla sie kogos z mety bo nie odpowiada kanonom urody tak czesto sie to dzieje. Czasem mysle ze byloby zdrowiej jakby tak ludziom zabrac zmysl wzroku. Rowniez sie na tym lapie, oczy same wodza za "ladnymi" ludzmi to dosc irytujace. Szkoda ze wnetrza tak wyraznie nie widac byloby prosciej.
Na pewno znalazl bys w sobie cechy ktore są bezcenne i warto je docenic wiem ze dla samego siebie trudno ale w koncu to dary warto je przyjac i cieszyc sie nimi. Mozesz siebie uszanowac to kwestia decyzji, jestes wazny, potrzebny no np chocby tu i teraz poswiecasz czas obcej osobie w potrzebie to wielka zasluga, wiem ze tez dla siebie czytasz ale w tym rzecz, ludzie sie ucza od siebie nawzajem, pomagaja i to jest piękne tak sie pomnaza dobro.
Jak sie straci to sie docenia niestety ludzie potem czesto zaluja swoich decyzji ale taka kolej rzeczy inaczej by sie nie rozwijali. Tez bym wolala ten uklad z golebiami ze ten pierwszy od razu na cale zycie, jakie by to bylo wspaniale ale nie zyjemy w bajce tylko na brutalnej ziemi niestety choc są szczesciarze ktorym sie udalo np moi rodzice, niestety ich dzieci nie mialy tyle szczescia.
Dzieki za nazwy zespolow zobacze sobie bo to zupelna nowosc dla mnie. Muzyka tez jest mi bliska, choc ostatnio nawet tego nie robie bardziej trwam w ciszy ale widoczenie na ten moment to jest potrzebniejsze.
To widze jest tam ziarenko wiary zasiane. U mnie podobnie szczegolnie ze strony śp babci choc moje nawrocenie jest dosc swieze po latach, jakos samo mnie wołało nie ze ktos jęczał nad uchem po prostu spontaniczna chęć poznawania tajemnicy...i chęć poradzenia sobie z ta dziwna tęsknotą za prawdziwą milością ktorej w zwiazku z mezczyzna nie moglam uświadczyć a mam wrażenie że jest obecna bliżej niz nam sie wydaje ..ksiazki, nagrania, zywoty świetych, rózne świadectwa, sensowni duchowni takcy jak Piotr Pawlukiewicz, Adam Szustak, Tomasz Nowak, Pelanowski, podkast SoWinSky duzo tego by mozna wymieniac.
Ostatnio zmieniony przez MissKeira 2024-10-17, 00:01, w całości zmieniany 2 razy
Bał się stracić Ciebie. Może w tamtym czasie to było jedyne co miał? Trzymał się kurczowo, bo go wspierałaś, bo Cię potrzebował do znalezienia siły w codziennym życiu. Coś jak teraz Ty pokładasz ogromną wiarę i nadzieję w Bogu. Może byłaś dla niego czymś pewnym, oazą ukrytą na pustyni, do której w każdej chwili może powrócić i do której zna drogę niezależnie, gdzie się znajduje. Smutne jest natomiast to, że nawet pomimo takiego specjalnego miejsca jakie zajmowałaś w jego sercu to nie zdobył się na ten fragment odwagi, aby porozmawiać szybciej i szczerze o tym co się dzieje z jego uczuciami. Tak jak mówisz, wiele rzeczy jesteśmy w stanie zrozumieć, takie jest życie. Tylko nie należy mylić zrozumienia z brakiem bólu i cierpienia. To, że powiedziałby wcześniej dalej by bolało, ale z perspektywy czasu jednak inaczej.
Prosiłaś, ale muszę zadać jedno pytanie dotyczące Twojego poprzedniego związku, oczywiście nie odpowiadaj jak nie chcesz, to akurat powinno być jasne. Czy patrząc z miejsca, w którym się obecnie znajdujesz to wolałabyś, aby ten związek nie miał miejsca? Zależy mi na poznaniu odpowiedzi na pytanie czy lepszym doświadczeniem jest nigdy nie kochać. Nie bierz pod uwagę straconego czasu choć wiem, że to może być trudne.
Czy uważasz, że poprzez złe doświadczenia z tej zakończonej 4 letniej relacji możesz być w stanie nieświadomie torpedować swoje przyszłe związki? Z jednej strony, doświadczenie jest bardzo ważne, pomaga obronić nas przed tym co może nas zranić, ale z drugiej strony może jednak ograniczyć otwartość i tą naszą dziecięcą niewinność. Przez takie rzeczy robimy się umysłowo stetryczali. Czy takie zbyt czujne i ostrożne podejmowanie decyzji nie spowoduje momentami odwrotnego celu od zamierzonego? Bardzo dużo zależy od tej drugiej osoby, ba słowo dużo to nawet w tym wypadku za mało i należało by tu użyć czegoś o większej mocy, ale pomińmy na razie ten czynnik, nad którym nie mamy kontroli.
Kilka zdań wyżej wspominałaś o potrzebie terapii. Czy kiedykolwiek proponowałaś mu coś tego typu? Czy jest człowiekiem, lub w tamtym czasie był, który zgodziłby się na coś takiego?
Historią o grzybach całkowicie rozwaliłaś mi system. Pewnie teraz jak mu Ciebie brakuje to nie ma mu kto powiedzieć co ma robić i odwala takie akcje 🙂 Uważam, że ta jego potrzeba na utrzymanie kontaktu to nic innego jak ogromne poczucie winy. Uważa, iż w ten sposób ukoi Twój ból. Wydaje mi się, że jest to bardzo popularne, wręcz stereotypowe zachowanie w takich przypadkach. To coś co pozwala powiedzieć potem samemu sobie "chciałem mieć z nią dobre relacje, ale to ona wszystko zniszczyła". To jest jego sposób na poradzenie sobie z męczącymi go myślami.
Dziękuję za komplement, ale wbrew pozorom to co piszę wydaje mi się często bardzo chaotyczne. To "świetne władanie słowem" kryje za sobą wiele minut układania poprawnych zdań. To trochę jak z zadaniem domowym. Piszę, czytam, poprawiam, zmieniam. Podchodzę do tego poważnie, bo mogę. Wszystko zależy również od wolnego czasu jaki mogę przeznaczyć na pisanie. W pracy dla przykładu mam możliwość stworzenia zdatnej do użycia odpowiedzi i często to robię, ale są też sytuacje, gdy wolę odłożyć to na wieczór tak aby w pełni skupić się nad tym co chcę komuś napisać. To też trochę mój sposób na pracę nad samym sobą.
Każdy jest wartościowy to prawda, z małymi wyjątkami : ) Bardzo lubię tę nowożytną anegdotkę o butelce wody. Przykładowo: ta sama butelka wody potrafi kosztować 1zł w markecie, 3zł w automacie, 6zł w kinie i 10zł na lotnisku. Jedyne co się zmienia to otoczenie w jakim znajduje się butelka. Morał jest z tego pozornie bardzo prosty, ale ja lubię to analizować nieco głębiej. W podanych przykładach cena wody zmienia się nie dlatego, że zmienia się jej wewnętrzna wartość, ale z powodu czynników zewnętrznych i kontekstów. Przyrównując wartość osobistą do przytoczonego przykładu, analogia powinna sugerować, że wartość osoby podlega zewnętrznej manipulacji, że można ją bardzo łatwo zmienić. To jest jednak trochę mylna interpretacja, bo mimo wszystko ludzie posiadają coś takiego jak poczucie własnej wartości. Główną zmienną w przypadku miejsc sprzedawania wody jest dostępność alternatyw oraz wyborów. W tłumie ludzi mogę nie mieć dużej wartości, ale gdy pula osób się zmniejsza to rośnie siła pojedynczej jednostki. Gdybym na bezludnej wyspie znajdował się z kilkunastoma osobami to miałby jakieś zadania do wykonania, byłbym potrzebny, moja praca byłaby wartościowa już samo przez to, że być może nikt inny nie mógłby jej wykonać czy to przez niedobór czasu czy siły. Gdybym natomiast znalazł się na takiej wyspie jak Japonia (upraszczam, Japonia to wszak państwo wyspiarskie a nie wyspa) to nawet przez moją śmierć nikt by nic nie stracił ani nawet jej nie odczuł lub nawet nie zauważył. Cała analiza sugeruje trochę, że bycie w różnych sytuacjach/miejscach oznacza po prostu bycie wykorzystywanym w inny sposób, a nie bycie cenionym w inny sposób. I tak ja się właśnie czuję. Jestem wykorzystywany, potrzebny w danym momencie a w innym już nie. Nie jestem w stanie przyjąć innego wytłumaczenia, bo po prostu takie dla mnie nie istnieje i nigdy nie istniało. Powinienem umieć określić swoją wartość, ale bez punktów odniesienia nie potrafię. Cały czas poszukuję potwierdzenia swojej wartości u różnych osób, co ironicznie dalej prowadzi do wykorzystywania i braku autentycznej pewności siebie. Dlatego nie wierzę w teksty typu "zmień otoczenie a wszystko się zmieni".
Nie jestem atrakcyjny w kontekście wizualnym, ale dla własnego dobra psychicznego oceniam siebie na 3 i niżej nie schodzę. Z tym akurat moja głowa jest w stanie sobie poradzić. Ocenianie kogoś po wyglądzie to nic złego samo w sobie. Sam tak robię i nigdy nie wierzą komuś kto twierdzi, że jest inaczej. Wygląd to wszak pierwsza rzecz jaką dostrzegamy u innych. Problem pojawia się, gdy nawet pomimo głosów dochodzących z wnętrza innych ludzi nie chcemy ich słuchać i tylko ślepo podążamy za urodą nie chcąc uznawać tej gorszej strony kogoś. Nastrój bardzo łatwo manipuluje naszą potrzebą jedzenia : ) ja albo jem jak jestem zestresowany albo nie jem jak jestem wkurw****. Nie ma opcji pośredniej. Mam nadzieję, że szybko wyjdziesz z tej szkodliwej "diety".
Kościół też ma swoje za uszami, co niestety ma wpływ na odbiór wiary jako takiej. Ludzie nie potrafią oddzielić tych dwóch rzeczy od siebie. Nie mówię, że to łatwe ani że w pełni wykonalne, ale pamiętać należy ludzie to tylko ludzie. Nikogo nie usprawiedliwiam. Sam jestem wkurzony na Kościół i niektóre ich poglądy oraz nauki a zwłaszcza niewłaściwe zachowania lub brak jakichkolwiek działaś w odpowiednim czasie. W moim najbliższym otoczeniu też byłbym się w stanie doczepić do kilku rzeczy. Mam wrażenie, że nowe pokolenia kapłanów nie mają takiego posłuchu wśród ludzi, to już nie te czasy, gdy ksiądz był wzorem, idolem. Sam straciłem taką osobę w postaci mojego byłego proboszcza. Bardzo przeżyłem jego odejście, pewnie nawet za bardzo. Tylko ja wychowywałem się będąc świadomym nie tylko tego kim był nazwy, ale też kim był jako człowiek. Dziś ludzie "dostają" kapłana praktycznie nic o nim nie wiedząc a to nie sprzyja budowaniu dobrych relacji. Do tego wszechobecna moda na to, aby nie być katolikiem, bo to przecież nie wypada i obciach.
Jestem zapisany do wielu newsletterów z różnych internetowych księgarni i czasami dostaję info o jakiejś nowej książce dot. tematu wiary, wątków z nią zbieżnych albo też takiej napisanej przez księdza. Na pewno przeglądałem pozycje takich autorów jak ks. Józef Tischner, ks. Jan Kaczkowski czy właśnie ks. Piotr Pawlukiewicz, pamiętam nawet tytuł Księża na księżyc czy jakoś tak. Czy jesteś w stanie polecić mi jakąś jedną pozycję na początek?
Kawałki konieczne do przesłuchania poniżej. Pozwoliłem sobie dodać trochę tła dla poszczególnych piosenek. Zalecam każdą słuchać z tekstem przed sobą. Część objaśnień przekopiowałem, czasem coś dopisałem od siebie. Mam swiadomość, że to bardzo duży offtop ale z racji tego iż forum już bardziej nie umrze to chwilowo nie będę zwracał na to uwagi.
Na początek coś polskiego co po prostu trzeba usłyszeć.
niemaGOtu - Nie mądrość świata tego [Marana tha!]
niemaGOtu - Biada
niemaGOtu - Magnificat
niemaGOtu - Psalm 126
DC Talk - Jesus Freak
Utwór „Jesus Freak” dc Talk, wydany w 1995 r., stał się kultowym hymnem dla fanów muzyki chrześcijańskiej na całym świecie. Mocne teksty i energiczne brzmienie rocka przykuły uwagę zarówno wierzących, jak i niewierzących, wywołując rozmowy i debaty na temat wiary, tożsamości i znaczenia kulturowego. Utwór głęboko zagłębia się w ludzką walkę o bezwstydne życie wiarą w świecie, który często ją odrzuca lub wyśmiewa.
DC Talk - In the light
„In the Light” to piosenka, która eksploruje tematy samoświadomości, odkupienia i pragnienia duchowej transformacji. Teksty przekazują głębokie poczucie wewnętrznego konfliktu i rozpoznanie własnych wad i niedociągnięć. Piosenkarz zaczyna od przyznania się do prób życia z dala od wyższego celu lub boskiego przewodnictwa, podkreślając swoją tendencję do szukania wymówek dla samolubnych działań. To przygotowuje grunt pod podróż samopoznania i transformacji.
Flyleaf - Cassie
Ta piosenka opowiada o Cassie Bernall, uczennicy Columbine High School, która zginęła w masakrze, jaka tam miała miejsce. Podobno jej zabójca zapytał ją, czy wierzy w Boga, a gdy odpowiedziała „Tak”, zabił ją jednym strzałem w głowę. Późniejsze dochodzenie wykazało, że pytanie „Czy wierzysz w Boga?” zostało w rzeczywistości zadane Valeen Schnurr, uczennicy, która przeżyła masakrę w Columbine, przez strzelca Dylana Klebolda. Tak więc trochę prawda trochę fikcja ale podczas pisania tekstu zakładam, że twórca nie miał zamiaru oszukać fana. Takie rzeczy dzieją się na co dzień i są niestety bardzo powszechne, zwłaszcza w krajach afrykańskich i na bliskim wschodzie. Tylko, że to nie jest temat popularny i chwytliwy, bo chrześcijanami się przecież nikt nie przejmuje. To oni są wszak zawsze największymi zbrodniarzami świata.... Ile razy słuchałem ten kawałek tyle razy miałem ciary.
Skillet - Whispers in the dark
Jest ona napisana z perspektywy Boga, skierowanej do ludzi, potwierdzając, że „nigdy nie będziesz sam”.
Skillet - Hero
Piosenka mówi o tym, że ludzkość potrzebuje bohatera, a tym bohaterem jest Jezus Chrystus.
Group 1 Crew - Forgive me
Forgive Me grupy 1 Crew to potężna piosenka, która zagłębia się w tematy pojednania, odkupienia oraz przytłaczającej miłości i łaski Boga. Tekst Forgive Me zabiera nas w podróż introspekcji, zachęcając nas do konfrontacji z naszymi przeszłymi błędami i szukania przebaczenia u Boga i innych. Piosenka zaczyna się od prośby o przebaczenie, uznania popełnionych krzywd i spowodowanego bólu. Odzwierciedla uniwersalne ludzkie doświadczenie popełniania błędów i szukania pocieszenia w przebaczeniu innych. Forgive Me przypomina nam, że przyznanie się do naszych złych uczynków i szukanie przebaczenia to nie tylko akt pokory, ale także kluczowy krok w kierunku uzdrowienia i budowania silniejszych relacji.
Jars of clay - Flood
W swej istocie „Flood” jest metaforycznym przedstawieniem tego, jak Boża miłość i miłosierdzie mogą zalać nasze życie, przynosząc transformacyjną zmianę. Pierwsze wersy piosenki, „Deszcz, deszcz na mojej twarzy, nie przestało padać od dni”, tworzą żywy obraz kogoś stawiającego czoła nieustającej burzy, symbolizującej trudności i wyzwania życiowe. Maluje obraz osoby, która rozpaczliwie szuka pocieszenia i ulgi w swoich zmaganiach. Następnie refren oświadcza: „Ale jeśli nie potrafię pływać po czterdziestu dniach, a mój umysł jest zmiażdżony przez rozbijające się fale”, ilustrując stan rozpaczy i beznadziei.
Skillet - Comatose
Utwór został napisany przez wokalistę Johna Coopera, który zainspirował się swoimi osobistymi doświadczeniami z depresją i lękiem. Cooper często mówił o swoich zmaganiach z tymi problemami ze zdrowiem psychicznym i o tym, jak wpłynęły one na jego muzykę. Comatose to piosenka o poczuciu uwięzienia i utknięcia w sytuacji, która wydaje się beznadziejna i nie do pokonania. Odnosi się do klaustrofobii i lęku, których ludzie często doświadczają, gdy czują, że nie kontrolują swojego życia. Teksty są odzwierciedleniem uczuć izolacji, strachu i niepewności, z którymi wiele osób mierzy się w swoim codziennym życiu.
Lacey Sturm - Rot (Lacey to była wokalistka Flyleaf)
Znaczenie Rot zagłębia się w temat osobistej transformacji i wyzwolenia się z kajdan negatywności i wątpliwości. Podkreśla walkę z wewnętrznymi demonami i wychodzenie z niej silniejszym. Dzięki charakterystycznej mieszance szorstkich, ale wrażliwych wokali Lacey Sturm wyraża ból i rozpacz, które mogą nas pochłonąć, wzywając słuchaczy do zmierzenia się z własną ciemnością i znalezienia siły, aby ją pokonać.
Flyleaf - I'm so sick
Znaczenie „I’m So Sick” można interpretować na wiele sposobów, ale w swej istocie oddaje frustrację, bezradność i duszenie się, które wynikają z przebywania w toksycznym środowisku. Piosenka porusza kwestię potrzeby samoekspresji, pragnienia wolności i znaczenia bycia wysłuchanym.
Thousand Foot Krutch - Absolute
Piosenka „Absolute” zespołu Thousand Foot Krutch eksploruje temat poszukiwania prawdy i odnajdywania sensu pośród chaosu i zamętu życia. Teksty sugerują tęsknotę za szczerością i odpowiedziami w świecie pełnym fałszu i oszustwa.
Thousand Foot Krutch - Phenomenon
„Phenomenon” to piosenka o sile jedności i potrzebie wspólnego stawiania czoła przeciwnościom losu. Tekst zachęca słuchaczy do zjednoczenia się jako „bojowników o wolność” i zjednoczenia się przeciwko zagrożeniom, które próbują ich podzielić i zarazić jak wirus. Refren mówi o elektryzującym uczuciu jednoczenia się z innymi, aby stworzyć coś większego niż siebie, a pomost podkreśla znaczenie wyrwania się ze zwyczajności i wyróżnienia się z tłumu.
Thousand Foot Krutch - Flame in all of us
Piosenka „The Flame In All of Us” zespołu Thousand Foot Krutch opowiada o sile jedności i wspólnej ludzkości. Pomimo trudności świata, siła jednostek w pokonywaniu trudności odbija się echem w refrenie: „To płomień we wszystkich z nas taki sam/ To sprawia, że czujemy ten płomień”. Ten płomień to siła i duch ludzi, który ich jednoczy, daje im siłę i powstrzymuje ich przed utratą nadziei. Kolejna zwrotka podkreśla ten temat, stwierdzając, że pomimo wszelkich konsekwencji płomień nadal płonie i daje nam siłę, aby dokonać zmiany.
Thousand Foot Krutch - Bring me to life
„Bring Me to Life” zespołu Thousand Foot Krutch to podnosząca na duchu piosenka o uwolnieniu się od ograniczeń, które nas powstrzymują, i odnalezieniu nowego życia poprzez pozytywne zmiany. Początkowe słowa opisują poczucie frustracji i rozczarowania życiem, gdy ludzie czują się uwięzieni i niezdolni do wyleczenia swoich ran. Jednak refren oferuje promyk nadziei, gdy protagonista prosi, aby przywrócić go do życia i tchnąć w niego powietrze.
Piosenka namawia słuchaczy, aby przejęli kontrolę nad swoim życiem i realizowali swoje marzenia, zamiast pozwalać innym dyktować im ścieżki. Metafora uruchamiania silników i przełączania przełączników zachęca nas do czerpania z własnej mocy i energii, podczas gdy wzmianka o burzy wiszącej nad naszymi głowami przedstawia negatywność i przeciwności, z którymi się mierzymy.
David Crowder Band - Feliz Navidad (szczęśliwego Bożego Narodzenia)
The Almost - Little Drummer Boy
Jars Of Clay - Love Came Down At Christmas
Capital Lights - His Favorite Christmas Story
Kurde, jeśli tu dotarłaś to podziwiam, ale specjalnie to zostawiłem na prawie sam koniec jako bonus. Posłuchaj uważnie z tekstem. Piękne.
Newsboys - God’s Not Dead
Wielu entuzjastów rocka chrześcijańskiego zna utwór Newsboys „God’s Not Dead (Like A Lion)”, jedną z najpopularniejszych piosenek rocka chrześcijańskiego ostatnich lat. Optymistyczne i poruszające teksty utworu oczarowały publiczność na całym świecie, inspirując wierzących do trwania w wierze i głoszenia przesłania Ewangelii z odwagą. Nadrzędnym przesłaniem utworu „God’s Not Dead (Like A Lion)” jest przesłanie nadziei i zachęty. Piosenka przypomina nam, że nasza wiara w Boga nie jest daremna i że On zawsze jest z nami, bez względu na okoliczności.
Ten ostatni utwór możesz kojarzyć, jeśli oglądałaś bardzo interesujący film o tym samym tytule tj. God’s Not Dead / Bóg nie umarł. Piękny film, kolejna część również. Przy okazji odświeżania starych utworów dowiedziałem się, że nakręcili jeszcze część trzecią oraz czwartą. I teraz mam co oglądać xD
Ostatnio zmieniony przez freebird 2024-10-18, 21:11, w całości zmieniany 1 raz
Tak bał się mnie stracić kogoś bliskiego kto straral sie jak mogl doradzac i wspierac, bał się pojsc w relacje powazniej, głębiej z Bogiem przez wzglad na nasze wczesniejsze porazki, bał się że życie - lata mlodosci mu przeminą a on nie pokorzysta fizycznie tyle ile by chcial, bał się że straci tamtą osobę którą w miedzyczasie poznał oraz innych kwestii ktorych nie jestem swiadoma i tak strach/lęk zdominował cala sytuację.
Nie mam pojecia jak on to wszystko trawi w sobie moze byc tak jak piszesz o poczuciu winy i probie zrzucenia jej na mnie, sama tez to przerabialam i to nawraca czasem tylko widze im dluzej przetwarzam ze obwinianie pogarsza sprawe, daje na chwile spokoj ale to bardzo slaba metoda, podobnie wyparcie, proba ucieczki przed bolem tzw zamiatanie problemu pod dywan. My wlasciwie dojrzale tego nie przegadalismy to byla dosc szybka decyzja po ujawnieniu prawdy o zdradzie serca..wiedzy ze nie jest szczesliwy ze mna, ze woli zyc inaczej, o tym calym strachu przed pojsciem dalej i watpliwosciach..uznalam że trzeba puscic wolno to co sie Kocha jak w tamtym cytacie.
Ja bałam sie zdrady zawsze, mialam nawet sny ze odchodzi z inną i to nie raz a ja rozpaczam ale sie na to godzilam bo pragne jego szczescia i spelnienia. Mozna teraz te sny uznac za prorocze bo sytuacyjnie sie spelnilo.
Wybacz ze sie zapętlam i wracam do tego samego..Mimo obaw i trudnosci bardzo chcialam pojsc w to na calosc w koncu Bóg jest wszechmogący, jednak On wie lepiej więc jak to dziecko wierze że tak mialo byc na ten czas a ból i cierpienie mnie przemienia teraz, umacnia i prowadzi dalej. Warto brać to wszystko co przychodzi na warsztat, obserwować pozwolić sobie przeżyć te rożne stany zaakceptować je. Najgorzej mi bylo wlasnie przyjac do wiadomosci ze mnie to spotkalo i ta niezgoda na odejscie kogos bliskiego, silna trauma, brak tego swiatelka w tlunelu ktore przyszlo i tak ale musialam to dzwignac i wiem a raczej wierze ze nie bylam sama ani przez chwile. Taka natura wiary nie rozumiesz ale ufasz i nie tracisz calkiem nadziei na lepsze dni. Bo z pewnoscia i mam to w sercu że to to co najlepsze ma dopiero nadejsc. Jednak potrzebuje uzbroic sie w cierpliwosc, wytrwalosc i coraz zywsza wiarę. Każdy dzień teraz to wielka walka i sukces gdy wybieram życie.
Dokladnie czas tutaj gral role bol bylby owszem ale inny bo im dluzej to trwalo tym mocniej moje serce sie przywiazywalo i trwalo w przekonaniu ze nam sie ulozy. Nie moge jednak oczekawiac od nikogo wlasciwych postaw, nie mi osądzać.. choc robie to czasem i bije sie potem w pierś bo kazdy szedl inna droga, wychowaniem, środowiskiem itd i nie umie inaczej na dany czas postapic, wszyscy jestesmy pogięci zlymi doswiadczeniami.
Też tu sie powtarzam ale "Ojcze przebacz im bo nie wiedza co czynią"- lubie o tych slowach pamietać, czlowiek zyjacy blisko Boga tzn mający z nim bliska, intymna relacje ma problem zeby zlo czynic bo Bog go prowadzi a on pokornie slucha i wg woli Boga czyni. No ale to są jednostki znikome "Ci prawie święci ludzie za życia " a "święci po śmierci" są inspiracją i najczesciej malo kto o nich wie bo są skromni, poukrywani niestety w tych czasach bardzo niemodni wręcz potępiani. Jednak jak przychodzi gruby kryzys to nagle czasem sie ktos budzi, szuka i zaczyna doceniac te "anioły" wsrod nas. Oj dalkeko mi jeszcze bardzo daleko tylko podkreslam ze takie jednostki imponuja mi niesamowicie bo są świadkami żywej wiary. Wierzę że oni są gdzieś tam i szczesliwi Ci ktorzy maja ich blisko, niestety nie mam aż takiego pięknego przykladu w swoim otoczeniu. Mysle że kazdy potrzebuje przywalic w beton tego swiata odpowiednio mocno by zmienic optyke na te wartosciowa, choc sam widzisz naokoło mimo wszystko ludziom odwala nawet bardziej po kryzysach, wiec nie ma reguły ale to nie zmienia faktu że kazdy ma szanse po kres zycia zawrocic na dobre tory.
Bardzo doceniam że tyle wkladasz w te pomoc sobie i innym czasu, zaangazowania to na prawdę wspaniale no i Bogu niech beda dzięki bo juz wielu tym sposobem pomogłeś. Szanuję.
Rozumiem bardzo ciekawy przyklad o wartosci czlowieka. On tu ladnie pokazuje widzenie nas w oczach swiata i te zmienność z tego wynikającą. I to wszystko prawda te mechanizmy dzialaja tylko jak sam widzisz są niebezpieczne a działają tak właśnie dlatego że my sami na to pozwalamy za pomoca wolnej woli. Również taką optyką żyłam/zyje ale teraz usilnie pragnę ją zmienić bo zwyczajnie nie chcę by to jak postrzegają mnie inni miało na mnie tak wielki wpływ. Tak jest to ogromna praca ale warta wykonania i wierze że jest mozliwa. Ale nie w pojedynkę. Tu trzeba zadac sobie kluczowe pytanie. Jak mnie widzi Jezus? jak On na mnie patrzy?. Szczerze odpowiedz miazdzy i tylko to powinno miec znaczenie. Wlasnie Jego odpowiedz. Bo kim/czym jest czlowiek ktory chce isc sam sobie i czym są te wszystkie opinie ludzi podobnie myslacych (samowystarczalnych-slabych, grzesznych nas wszystkich). Dlatego wierze w wartość niezmienną, na fundamencie Miłości ktora daje kopa do życia. Kto nie pragnie Milości i to takiej doskonałej, wszyscy za nia tesknią. Tez kochamy tylko niedoskonale stad potrzeba ciaglego doskonalenia sie w miłowaniu przez Boga.
Tu jeszcze warto wyjasnic bo to czesto jest mylone z wartoscia siebie mianowicie poczucie pewnosci siebie bo to inna bajka i tu juz w swiecie wlasnie to poczucie pewnosci siebie rosnie na prostym przykladnie np duzo piszesz wiec mozesz smialo powiedziec ze jestes pewny siebie w pisaniu bo masz to wytrenowane, czy jakakolwiek inna czynnosc/osiągniecia/tytuły itd ale to nie ma wplywu na Twoja wartosc ktora jest juz pełna i niezmienna. Bo masz dar życia, jesteś czlowiekiem ktorego Bóg Kocha mimo wszystko. Tak uwazam. Moim odniesiem do wartosci jest Bóg calkowicie. I zeby nie bylo totalnie szanuje Twoje poglady luzno sie dziele swoimi choc mozesz miec czasem mylne wrazenie ze cos narzucam czy sie wymądrzam ale NIE prosze tak nie mysl :)
No pewnie ze z tym wygladem zewnetrznym tak jest w koncu pierwsze wrazenie determinuje nasz look. Ale tu wlasnie tez przychodzi z pomoca doswiadczenie, nie chce umiejszac osobom spolecznie uwazanym za atrakcyjne bo z pewnoscia mozna byc pieknym w srodku jak i na zewnatrz jednoczesnie ale z biegiem czasu dobrze sobie przewartosciowac zycie tak jest zdrowiej. Taki trening samokontroli bardziej chcec czytac serce czlowieka a nie zasoby cielesne ^^ no ale wiadomo to kazdy indywidualnie rozwija takie glebsze patrzenie a ślepym w milosci byc bardzo latwo oj jak wiele sygnalow wtedy umyka..zdrowa milosc chce widziec prawde/fakty a nie iluzje zmyslowa. Trening czyni mistrza rówieśniku.
Poprzednie relacje. No wlasnie mysle ze gdyby nie one to bylabym o wiele bardziej narazona na popelnienie tych samych bledow a tak mam te mozliwosc by byc lepszą dla kogoś. Z pewnoscia nauki nadal wiele i raczej ona nie ma konca ale uwazam ze kazda osoba to blogosławieństwo, bezcenny dar Życia który dostajemy od Boga ale tez musimy umieć ten dar oddać bo de facto nikt ani nic nie jest nasze tylko Jego, On tu rządzi na ile Mu pozwalamy pomaga zwyciężać z szerokopojetym złem. Tak to widzę.
Terapia ta wspolna jak i indywidualna nie doszla do skutku brak podjetych krokow po prostu inne wydatki zaniechanie zaniedbanie..temat samoistnie wyparowal a na pewno cos by to dalo. Najlepiej od razu brac sie do pracy i z takimi tematami nie zwlekac i nie szukac wymowek. Tu obustronnie zawiedlismy nikt nie wzial tego na serio. Choc zarowno ja jak i on o tym wspominalismy. Proponowalam tez kontakt z zaufanym duchownym ale podobnie nic z tym nie zrobiono.
No przyznaje szpetna ma urode kościół i znow ludzie za bardzo sie na tym wygladzie skupiaja, zlo trzeba nazywac po imieniu jak najbardziej nie wybielac czy to kasiadz czy nawet papiez nie wazne jak cos odwala to reagowac. Tylko w tym calym zamecie gubi sie Boga Jego przekaz Miłość, wszelkie dary, depta sie perły doslownie. Ludzi latwo wytracic z rownowagi z wielka latwoscia odwodzi sie czlowieka od tego co faktycznie ma wartosc. Czym sie karmisz tym sie stajesz. Od czego kipi świat?, jakie sensacje są na topie.. seks ..narkotyki przemoc.. wszelkie straszne zniewalajace rzeczy a nawet te dobre wypaczone tak ze obzydzaja. I co ma wybrac czlowiek atakowany syfem z kazdej strony. Czesto ulega bo wiekszosc tak robi a lęk przed wyobcowaniem jest tak wielki ze tym bardziej nawet wbrew sobie wchodza w bagno zla.
Co do książki hm tak mi jako 1 przyszła "Ty jesteś marką" - ks P. Pawlukiewicza
Jeśli masz dla mnie jakiś tytuł szczególnie zapamiętany to też poproszę :)
Co do utworów i opisów to WOW jestem pod wrażeniem i bardzo dziękuję widzę że się mocno napracowałeś.
Z przyjemnością je odsłucham i super wiedzieć o kolejnych częściach filmu którego 2 części widziałam. No to mnie obdarowałeś Bóg zapłać :D
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach