Wiek: 51 Dołączył: 03 Paź 2022 Posty: 19 Skąd: Berlin
Wysłany: 2022-11-26, 20:37
Ewelina napisał/a:
Bart87 napisał/a:
Witam, nie było mnie tu bardzo długo, może ktoś mnie jeszcze pamięta Do mojego życia znowu powróciła samotność. Po nieudanym związku potrzebowałem jej bardzo żeby się "zresetować", a teraz znowu mnie przytłacza. Jednak na dłuższą metę ciężko jest żyć nie mając bliskiej osoby, z którą można dzielić się uczuciami, ciepłem, czułością. pfff, Ameryki nie odkryłem, każdy to wie :) W tygodniu podczas pracy jeszcze jest znośnie, bo myśli zajęte czym innym. Gorzej w weekendy gdy człowiek nie ma co ze sobą zrobić, uczucie samotności wzrasta, potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem. Swoją samotność oceniam w tym momencie na 8/10. Czy coś się zmieni, czas pokaże :)
hej
to akurat prawda w weekendy najgorzej...nie wspomnę o Świętach i Sylwestrze....
Zgadzam się. Ja już jestem na etapie rozmów że zdjęciem. Słowa "wyjdź do ludzi" Traktuje jak osoba chora na depresję, która słyszy że powinna wziąć się w garść.
U mnie samotność 9/10. Czekam na święta, wtedy będzie 12/10. Irytacja rośnie im więcej reklam świątecznych w telewizji. Nie rozmawiam o tym z nikim bo nikt kto nie był samotny nie zrozumie. Z resztą jak to wytłumaczyć i nie być ocenionym?
Zdecydowanie 10/10 na co dzień xD, 15/10 od święta. Najgorsze jest to oglądanie się na wszystkich dookoła. Wiem, że to tylko pozory ale jednak jakoś tak u innych w ogródku trawa jest bardziej zielona. Wrażenie przegranego życia i brak perspektyw na poprawę robi swoje. Obiektywnie jednak nie da się nie odczuć, że każdy kogoś ma, każdy się czymś dzieli, każdy żyje a ja tylko wegetuję.
Zależy o czym mówimy w kwestii samotności, bo nie zawsze samotność to brak kobiety. Mam rodzinę, znajomych a do tego 3 koty, pewnie czasem brakuje kogoś na stałe, ale nie kuszę losu i doceniam to co mam.
Jest lepiej, ale mogłoby być jeszcze lepiej i pewnie z czasem tak będzie. Teraz widzę to wszystko trochę inaczej, niż parę lat temu, jestem w nieco innym miejscu. Zmiana miejsca była trudna, wiele mnie kosztowała, ale nie było innej drogi. Żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej i podchodziłam do życia zbyt serio.
Musiałam zmienić miasto na zupełnie obce i to było trudne. Tym bardziej, że podchodziłam do życia "zbyt serio", jako bardzo wrażliwa osoba, a oceniając z perspektywy czasu, może nawet idealistka. Zbyt surowo siebie oceniałam, łatwo pozwalając wprowadzić się w poczucie winy, czy w poczucie bycia niewystarczającą, oczekując od siebie bycia "idealną" osobą według oczekiwań innych ludzi, podczas gdy oni sami grają przecież bardzo nieczysto i nie przejmują się tym wcale.
Zgubiło mnie też asekuracyjne otaczanie się murem, które wynikało z tego co wyżej.
Z tego co piszesz odbieram iż zmiana miejsca była w 100% wymuszona ale czy na pewno tak było? Może pokładałaś odrobinę nadziei w takim ruchu jeszcze zanim podjęłaś decyzję albo została ona podjęta za Ciebie. Żal "że tak późno" wynika z tego, iż kiedyś już miałaś taki pomysł albo okazję do zmiany otoczenia?
Jeśli chodzi o drugi fragment odpowiedzi to oświeć mnie proszę mistrzu jak dokonać wyjścia z sytuacji którą opisałaś, z miejsca gdzie siebie widzę zawsze jako tą gorszą postać, gdzie moje wady są zawsze większe niż wady innych i to ja muszę zawsze nadganiać podczas gdy inni są "normalni". Jak zmieniłaś podejście? Co było Twoim wyzwalaczem?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach