Kiedyś pewna pani w urzędzie (na oko około pięćdziesiątki, więc nie żadna niedowidząca staruszka) bardzo długo patrzyła na złożony przeze mnie wniosek, na którym były różne daty. W końcu stanowczo powiedziała:
- Nie mogła pani ukończyć studiów w tym roku!
- Jak to? - zdziwiłam się, przekonana, że może jakiś czeski błąd tam zrobiłam czy cuś.
Po czym pani rzuciła okiem na moją datę urodzenia i udzieliła mi takiej oto rady:
-Niech się pani nigdy nie przyznaje, ile ma lat.
Dopiero jak stamtąd wyszłam, uświadomiłam sobie, że weszłyśmy do tego pokoju we trzy, ja i dwie laski mniej więcej dychę ode mnie młodsze. I ona wzięła nas wszystkie za równolatki.
Od tej pory twardo korzystam z udzielonej mi w tak poważnym urzędzie rady i szczegółową datę urodzenia podaję, jak już naprawdę muszę.
Ale coby nie wynikły z tego jakoweś nieporozumienia, przyznam się do wieku nieszczegółowo, czyli orientacyjnie: 40+.
I tego przez następne 20 lat zamierzam się trzymać.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach