Samotność - forum psychologiczne na temat samotności - dla wszystkich samotnych i osamotnionych - samotnosc

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Chat Gry RejestracjaZaloguj

Samotność

Psychologiczne forum dyskusyjne związane z tematem samotność, osamotnienie - na temat samotności dla wszystkich samotnych i osamotnionych.

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Sunrise
2016-12-23, 22:37
moje spojrzenie na samotność
Autor Wiadomość
Czinaski 
Nowy

Dołączył: 16 Paź 2016
Posty: 15
  Wysłany: 2016-10-16, 20:28   moje spojrzenie na samotność

nie jest to z założenia tylko post na forum ale coś w rodzaju artykułu lub apelu ale, że nie prowadzę żadnego bloga i innych takich postanowiłem się tutaj uzewnętrznić, chyba w ramach samooczyszczenia


Nie lubię określenia singiel. Wolę osoba samotna. Nie ma ono dla mnie negatywnego wydźwięku. To po prostu określenie pewnego stanu. Stanu, w którym się znajduję, natomiast w samym słowie jest coś urokliwego i romantycznego, a i stan ten nie jest tak dotkliwie doskwierający, jak to się ogółowi społeczeństwa wydaje. Bardziej dotkliwe jest to, że gdy komuś mówię, że zawsze będę trwał w tym stanie, słyszę dezaprobatę. "A tam, pie*dolisz. Nie jeden tak mówił, a teraz wózek prowadza". A co mnie inni obchodzą? Nie znam ich ale za to znam siebie i wiem co mówię. W zasadzie to trochę znam ludzi i stwierdzam, że kiedy mówią, że nie stworzą nigdy związku, jest to kokietowanie z ich strony. Że niby chcą być wolni, wyszaleć się, żona i dziecko to nie dla nich bo chcą skakać z kwiatka na kwiatek. Ale w końcu się trafia taka dziewczyna, która okaże im tyle zainteresowania, że chowają swoje zasady i zatracają się w feromonowym ogłupieniu. Taka jest droga większości facetów, którzy deklarują, że będą sami, co rzutuje na postrzeganie mojej sytuacji przez ogół innych osób. I to jest dla mnie bardziej bolesne - wmawianie mi, że jak się kiedyś naprawdę zakocham to mi się odwidzi. Nie. Nie zakocham się. Ja nie skaczę z kwiatka na kwiatek, nie "wyszumiam się", nie o taką wolność mi chodzi. Oczywiście, wolność od innych ludzi jest dla mnie bardzo ważna i to, że mam pewność, że nie będę w związku jest dla mnie gwarantem, że jakaś postronna osoba nie zagarnie mi tej części wolności. Nigdy nie będę w związku bo to jest stan, którego nie mogę osiągnąć i nie mogę znieść wmawiania mi, że "kiedyś, jak się zakocham to...".

Nigdy nie byłem zakochany. Nie doświadczałem tego, czego doświadczali prawie wszyscy ludzie w okresie dojrzewania czy późniejszym wieku, trochę dojrzalszym ale jednocześnie głupim, kiedy to miłość jest szalona. Nie doświadczyłem pierwszego, nieśmiałego trzymania za rękę, pocałunku, nie mówiąc już o poważniejszych interakcjach. Nie doświadczyłem zatracania się w myślach o tej jedynej osobie i przyjemności spędzania z nią czasu. Dzielenia się radością i smutkami. Bycia z kimś komu można zaufać. Właściwie nie do końca wiem, jak miałbym to wszystko opisać, bo przecież nic takiego nie doświadczyłem, więc opieram się tylko na ogólnie znanych stereotypach. Wy, będący większością, pewnie lepiej potraficie opisać czego nie doświadczyłem. Minęło prawie trzydzieści lat i nic, więc z jakiej racji przez kolejne trzydzieści (i więcej lat) miałoby się coś zmienić? Nic przecież na to nie wskazuje. Dlatego mówiąc "zawsze będę sam", zawsze będę sam i nie chcę się z tego przed nikim tłumaczyć. Czy to tak trudno pojąć, że są też i tacy ludzie? Może wynika to z tego, że tacy ludzie nie są w ogóle ciekawi dla społeczeństwa, które żyje popkulturą pełną powierzchownej miłości i erotyzmu, więc się o nich nie mówi. Albo to wszystko jest naturalne dla ludzi tak jak oddychanie i ciężko pojąć, że ktoś żyje... bez powietrza.

Ale tak właśnie jest - ja tak żyję i nie widzę sposobu, żeby się to zmieniło bo: po pierwsze sam nie potrafię zainicjować i dążyć do stworzenia bliskiego kontaktu z inną osobą. Jakoś nigdy, przez te lat nie spotkałem nikogo takiego dla kogo straciłbym głowę do tego stopnia, że usilnie dążyłbym do czegoś więcej niż zdawkowy kontakt. Powiedziałbym, brutalnie, że spora część ludzi jest dla mnie za głupia i pusta. Mam się za lepszego od innych? W swoim małym mieście, w jakimś stopniu tak, ale korzystając z internetu, widzę, że osób z podobnym światopoglądem i zainteresowaniami jest masa, które także czują się źle w swoim otoczeniu i szukają kogoś przez sieć. Ja tego nie robię. Zdarzało mi się utrzymywać stałe kontakty (i to długie) z osobami poznanymi w wirtualnej rzeczywistości ale nie wyszły one poza nią. Z mojej winy.

Po drugie, nigdy nikt bezpośrednio nie okazywał mi zainteresowania. Tak po prostu. Nie jest to raczej kwestia fizyczności bo widzę, że związki tworzą ludzie naprawdę różni - tacy, którzy są jeżdżącą na wózku inwalidzkim głową także. Oglądałem na youtubie program Howarda Sterna, gdzie, chyba, jakaś aktorka porno mówiła dwudziestoparoletniemu prawiczkowi, że jest całkiem uroczy, na co Stern skwitował mniej więcej tak: "widocznie nie chodzi o twój wygląd. Musisz mieć po prostu paskudną osobowość". O sobie nie powiedziałbym, że mam paskudną osobowość, raczej mało interesującą. No i w porządku, niech tak będzie. Tylko niech te osoby mówiące "kiedyś w przyszłości zakochasz się i..." zastanowią się czy same by się mną zainteresowały. No raczej nie. Więc sami przestańcie pie*dolić.

Nie chce mi się ludziom tego wszystkiego tłumaczyć bo po prostu nie jest łatwo powiedzieć, że nie doświadczyło się nigdy tego wszystkiego czego inni doświadczali. Będzie się postrzeganym przez pryzmat prawiczka - przegrywa. Będąc mało asertywną osobą, zdarza mi się przed kimś mętnie tłumaczyć, że w ten sposób pozbywam się odpowiedzialności, nie muszę się martwić, że mam kogoś na utrzymaniu itd. I w ten sposób rozmówca wnioskuje, że jestem skąpym egoistą. Egoistą może trochę jestem bo jednak nie chciałbym aby ktoś zawłaszczał mój czas, który mogę poświęcić na swój własny rozwój. Skąpy raczej nie jestem. Lubię rzeczy, których mogę użyć właśnie do samorozwoju, a nie rzeczy dla samych rzeczy. Wydaje masę pieniędzy na książki. Lubię literaturę współczesną (Bukowskiego, Dicka, Steinbecka ale i Harrego Pottera), interesuję się historią współczesną, zwłaszcza życiem Ernesto Che Guevary, no bo jestem lewakiem czytającym Marksa, Engelsa i Lenina. W lewactwo się angażuję. Mam własną siłownię, lubię jeździć rowerem, grać w cRPGi, chodzić po łąkach i lasach z wykrywaczem metali albo strzelać z wiatrówek. Próbowałem nauczyć się sam grać na gitarze. Film „40sto letni prawiczek” wydał mi się zabawny również z tego względu, że okazało się, że jestem chyba właśnie takim stereotypowym prawiczkiem z różnorodnymi zainteresowaniami, którymi się dosłownie otacza, tak jak Andy figurkami. Staram się próbować wielu rzeczy, które mogą poszerzyć moje umiejętności, moją wiedzę. I co istotne - są to rzeczy, które mogę robić sam. No może poza aktywnością polityczno-społeczną ale to też jest forma utrzymywania jednak jakiegoś kontaktu z ludźmi. Takiego kontrolowanego, również bez szansy na bliższe relacje. Czy ich nie chcę tak w ogóle?

Czasami sobie myślę, że chyba fajnie byłoby mieć kogoś bliskiego. I jak sobie wyobrażam jakby to było, zaczynam widzieć jak by mi to zaburzało funkcjonowanie i jak musiałbym zmienić swój tryb życia i się do kogoś dostosować. I przestaję widzieć siebie w tym wszystkim. Brak bliskości najbardziej doskwierał mi chyba w wieku studenckim. Wcześniej nie odczuwałem tego. Obecnie też nie jest to dla mnie coś co wpędzałoby mnie w depresję. Mam pracę, której nienawidzę i ona skutecznie wystarczająco to robi.

Pogardzam trochę ludźmi, którzy nie potrafią być sami. Uważam, że są słabi. Widzę, że wielu ludzie nie ma dystansu do związków lecz wywiera na siebie presję, żeby w nim być. Bo co? Bo inni też kogoś mają? Pozwalam sobie użyć stwierdzenia, że pogardzam ludźmi bo wiem, że wielu pogardzałoby mną jako przegrywem z piwnicy. Trudno. Tak jak na początku wspomniałem bycie samemu nie jest dla mnie czymś złym. Wręcz przeciwnie - dobrze się czuję sam pośrodku przyrody. W takim stanie mógłbym trwać wciąż. Ale źle zaczynam się czuć sam wśród ludzi, którzy epatują swoim stylem życia. Przez to, chcąc nie chcąc, porównuje się do nich i albo przeradza się to w jakiś rodzaj frustracji albo pogardy.

Czy komuś się to podoba czy nie, społeczeństwo musi być różnorodne i prosiłbym aby nie wmawiać każdemu, że ma się zakochać, bo może to odbierać tak samo jak gej, któremu homofob nie pozwala na bycie gejem. W tej kwestii chyba ludzie zaczynają być bardziej tolerancyjni, niż w stosunku do kogoś kto deklaruje, że będzie samotny. Niekoniecznie z wyboru. To by była niezła umiejętność umieć latać ale, że nie mam skrzydeł to wiem, że nigdy tego nie osiągnę. Nie mam też tego czegoś co umożliwia zakochanie się.

Po prostu tak jest i tyle.
 
     
Revenn 
Milczący


Dołączył: 10 Paź 2016
Posty: 82
Wysłany: 2016-10-26, 21:53   

Autorze tematu, mam pytanie dotyczące tego tłumaczenia się komuś ze swojej przeszłości. Dlaczego to robisz? Nikomu do tego z kim chodzisz, sypiasz itp Dlaczego się tłumaczysz z tego jak byś robił coś nie tak. Różni są ludzie i inaczej podchodzą do świata. Ty nie jesteś egoistą tylko jednostką która idzie pod prąd, niejakim outsaiderem. A wielu było takich w historii, wiesz że Newton, Kant czy Tesla byli prawiczkami do końca? A jak zmienili świat? Pamiętaj tylko martwe ryby płyną z prądem rzeki, jeśli na prawdę nie chcesz nikogo poznać i wolisz być sam to nie widzę w tym nic dziwnego, taką masz osobowość. Gorzej jak tak na prawdę chcesz kogoś poznać i nie dajesz sobie szans, przekreślasz to z góry dorabiając jakąś ideologie. Wtedy to może być dla ciebie bardzo raniące.
 
     
Czinaski 
Nowy

Dołączył: 16 Paź 2016
Posty: 15
Wysłany: 2016-10-27, 18:38   

tak jak wcześniej napisałem próbuję siebie tłumaczyć przed innymi głównie z braku asertywności ale ostatnio staram się tego nie robić i jak ktoś zaczyna temat związków to nie wchodzę w rozmowę tylko puszczam mimo uszu
 
     
Revenn 
Milczący


Dołączył: 10 Paź 2016
Posty: 82
Wysłany: 2016-10-28, 01:07   

No i prawidłowo, a jak ktoś zapyta w prost to zmyśl coś. Przecież nie jest to ksiądz żebyś miał się spowiadać.

Ale jeżeli gdzieś w głębi serca chciałbyś kogoś poznać to nie radziłbym ci tłumić to. W każdej chwili masz szanse kogoś poznać, nie ważne ile masz lat. A brak doświadczenia szybko można nadrobić, akurat seks jest czymś takim co jest w naszym instynkcie. Za pierwszym razem może nie wyjść, za drugim też nie ale po trzecim będzie już tylko lepiej.
Ostatnio zmieniony przez Revenn 2016-10-28, 01:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Czinaski 
Nowy

Dołączył: 16 Paź 2016
Posty: 15
Wysłany: 2016-10-28, 18:25   

jak rozważam jak by to było być w związku to widzę, że to nie jest dla mnie
 
     
dzikasowa 
Nowy

Wiek: 44
Dołączyła: 20 Gru 2016
Posty: 37
Wysłany: 2016-12-20, 16:18   

A ja nawet nie lubię okreslenia 'osoba samotna', bo brzmi to dosyć pejoratywnie, a ja tak sie w ogóle nie czuję, dlatego często mówie o sobie, że jestem 'solo', bo to bardziej odzwierciedla mój sposób na życie. Jest to stan całkowicie dla mnie naturalny i swiadomie obrany. Kiedys doświadczyłam czegoś na kształt małżeństwa i było to 7 lat długiej katorgii z której ledwo uszłam z życiem. Teraz już znam siebie na tyle, że wiem, iż nie potrafię być z kimś w tak bliskiej i długoletniej relacji. Po prostu sie duszę, poza tym, brak mi narzędzi emocjonalnych do uniesienia ciężaru tak mocnej więzi. Czuję się, jakby ktoś kazał mi wchodzić na Mount Everest, a ja bym nie miała jednej nogi i musiała się z mozołem czołgać - to ponad moje siły psychiczne.

Zapewne jesteś świadom tego, że stwarzanie dużego dystansu i nadmierne kontrolowanie swoich granic to objaw lęku (w dużej mierze podświadomego ;) ) Ja jestem tego bardzo swiadoma, ale jakoś nie mam potrzeby zmiany tego stanu. Po prostu nie czuje deficytu (czy przyjemność obcowania ze sobą, ta rozkoszna emigracja wewnętrzna i nadawanie z włąsnej centrali mi to rekompensują? chyba tak )
I też to, o czym pisałeś - ja juz dawno pogodziłam się ze swoim stanem. Jedni nie mają talentu do śpiewu, inni do sportu, a ja do poważnych związków. Na tym myśle polega tez dojrzałość - bycie świadomym swoich ograniczeń.
A swoje życie uważam za pełne juz w tej chwili - bo mam siebie, wolnośc i otwartą perspektywę. Relacje z ludźmi są bardzo ciekawe i budujące dla mnie. Z każdej znajomosci, przyjaźni, miłosci wniosłam cos nowego do swojego życia, nauczyłam sie czegoś, cos zbudowałam, poznałąm nowe rejony siebie, doznałam wielu przyjemności. Jednak ja potrafię przejśc z jakimś człowiekiem tylko pewien etap mojego życia. Tak, jakby wejście w bliską relację z kimś, było zboczeniem z mojej głównej drogi, a po jakims czasie ponownie muszę na ten główny trakt powrócić.

Co do opinii otoczenia, jakichs tam norm społecznych etc - tu pozwole sobie na kolokwializm - mam to głęboko w dupie :) To moje własne zycie i nikomu nie będę się z niego tłumaczyć. Zresztą, ludzie są dosyć leniwi i łatwo oceniają, ale trudniej jest im się zdobyć na wysiłek poznania. Mnie oczywiście wiecznie rozkminiają, dlaczego tak jest, że ona taka fajna, wesoła, imprezę rozkręca lepiej niż alkohol, ale tak czesto lubi wieczorami siedzieć sama w domu itp. Czasem się zastanawiam, na ile jestem wśród ludzi prawdziwa, a na ile jestem tylko ich interpretacją i projekcją. Dlatego czasem wole być sama, wtedy mocnej czuje siebie no i mniej sie nudzę... (choć ludzi bardzo szanuję). Bo w związku z tym, że emocjonalnie jestem samowystarczalna, nie szukam u innych pocieszenia i ciepłych ramionek, lecz hm... no musi mnie do nich skierować ciekawość ;) i przyjemnośc obcowania! ;) a nie jest tak prosto o synchronizację wśród tych 7 milardów istnień ;)

ale dobrze, że tu weszłam, widze, że można mieć też mentalnego sobowtóra ;)
pozdrawiam Cię ciepło Czinaski :)
 
     
Czinaski 
Nowy

Dołączył: 16 Paź 2016
Posty: 15
Wysłany: 2016-12-21, 00:05   

nabrałem już tyle dystansu do samego siebie, że mogę przyznać, że to wszystko faktycznie wynika także z lęku przed ludźmi ale jednocześnie posiadając jakiś obniżony poziom empatii co do czyjejś uczuciowości (wzrusza mnie jedynie niesprawiedliwość społeczna) ten lęk nie jest aż tak dokuczliwy. Czuję ulgę kiedy nie muszę obcować z ludźmi.

Napisałaś, że do ludzi musi cię przyciągnąć ciekawość i przyjemność obcowania i tak sobie przypomniałem, że gdzieś czytałem (nie wiem, może to u Fromma było?), że w prawdziwym związku i miłości nie powinno być uzależnienia od siebie dwóch osób - powinny umieć funkcjonować bez siebie. I w tym może byłby sens.
Tylko, że to się rzadko zdarza zaobserwować u ludzi. Ich związki to pożeranie nawzajem swojego czasu bo boją się obcować sami ze sobą. To tak jak z włączaniem telewizora w pustym domu tylko po to, żeby zagłuszał ciszę.
 
     
Revenn 
Milczący


Dołączył: 10 Paź 2016
Posty: 82
Wysłany: 2016-12-21, 00:32   

dzikasowa napisał/a:
A ja nawet nie lubię okreslenia 'osoba samotna', bo brzmi to dosyć pejoratywnie, a ja tak sie w ogóle nie czuję, dlatego często mówie o sobie, że jestem 'solo', bo to bardziej odzwierciedla mój sposób na życie. Jest to stan całkowicie dla mnie naturalny i swiadomie obrany. Kiedys doświadczyłam czegoś na kształt małżeństwa i było to 7 lat długiej katorgii z której ledwo uszłam z życiem. Teraz już znam siebie na tyle, że wiem, iż nie potrafię być z kimś w tak bliskiej i długoletniej relacji. Po prostu sie duszę, poza tym, brak mi narzędzi emocjonalnych do uniesienia ciężaru tak mocnej więzi. Czuję się, jakby ktoś kazał mi wchodzić na Mount Everest, a ja bym nie miała jednej nogi i musiała się z mozołem czołgać - to ponad moje siły psychiczne.

Zapewne jesteś świadom tego, że stwarzanie dużego dystansu i nadmierne kontrolowanie swoich granic to objaw lęku (w dużej mierze podświadomego ;) ) Ja jestem tego bardzo swiadoma, ale jakoś nie mam potrzeby zmiany tego stanu. Po prostu nie czuje deficytu (czy przyjemność obcowania ze sobą, ta rozkoszna emigracja wewnętrzna i nadawanie z włąsnej centrali mi to rekompensują? chyba tak )
I też to, o czym pisałeś - ja juz dawno pogodziłam się ze swoim stanem. Jedni nie mają talentu do śpiewu, inni do sportu, a ja do poważnych związków. Na tym myśle polega tez dojrzałość - bycie świadomym swoich ograniczeń.
A swoje życie uważam za pełne juz w tej chwili - bo mam siebie, wolnośc i otwartą perspektywę. Relacje z ludźmi są bardzo ciekawe i budujące dla mnie. Z każdej znajomosci, przyjaźni, miłosci wniosłam cos nowego do swojego życia, nauczyłam sie czegoś, cos zbudowałam, poznałąm nowe rejony siebie, doznałam wielu przyjemności. Jednak ja potrafię przejśc z jakimś człowiekiem tylko pewien etap mojego życia. Tak, jakby wejście w bliską relację z kimś, było zboczeniem z mojej głównej drogi, a po jakims czasie ponownie muszę na ten główny trakt powrócić.

Co do opinii otoczenia, jakichs tam norm społecznych etc - tu pozwole sobie na kolokwializm - mam to głęboko w dupie :) To moje własne zycie i nikomu nie będę się z niego tłumaczyć. Zresztą, ludzie są dosyć leniwi i łatwo oceniają, ale trudniej jest im się zdobyć na wysiłek poznania. Mnie oczywiście wiecznie rozkminiają, dlaczego tak jest, że ona taka fajna, wesoła, imprezę rozkręca lepiej niż alkohol, ale tak czesto lubi wieczorami siedzieć sama w domu itp. Czasem się zastanawiam, na ile jestem wśród ludzi prawdziwa, a na ile jestem tylko ich interpretacją i projekcją. Dlatego czasem wole być sama, wtedy mocnej czuje siebie no i mniej sie nudzę... (choć ludzi bardzo szanuję). Bo w związku z tym, że emocjonalnie jestem samowystarczalna, nie szukam u innych pocieszenia i ciepłych ramionek, lecz hm... no musi mnie do nich skierować ciekawość ;) i przyjemnośc obcowania! ;) a nie jest tak prosto o synchronizację wśród tych 7 milardów istnień ;)

ale dobrze, że tu weszłam, widze, że można mieć też mentalnego sobowtóra ;)
pozdrawiam Cię ciepło Czinaski :)


Nie trzeba wchodzić w długie związki, ty jak mniemam nie jesteś cały czas sama tylko żyjesz, prowadzisz jakieś życie seksualne. Więc trudno nazwać to czymś oderwanym od reguły, bo tak właśnie wiele osób dzisiaj żyje, co według mnie jest negatywne. Przelotne romanse nastawione na sam hedonizm, brak głębszej więzi. Oczywiście każdy ma prawo robić to na co mu sumienie i jego poglądy pozwalają, więc to jest tylko moje zdanie.
Ostatnio zmieniony przez Revenn 2016-12-21, 00:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
dzikasowa 
Nowy

Wiek: 44
Dołączyła: 20 Gru 2016
Posty: 37
Wysłany: 2016-12-21, 10:50   

Revenn napisał/a:
Nie trzeba wchodzić w długie związki, ty jak mniemam nie jesteś cały czas sama tylko żyjesz, prowadzisz jakieś życie seksualne. Więc trudno nazwać to czymś oderwanym od reguły, bo tak właśnie wiele osób dzisiaj żyje, co według mnie jest negatywne. Przelotne romanse nastawione na sam hedonizm, brak głębszej więzi. Oczywiście każdy ma prawo robić to na co mu sumienie i jego poglądy pozwalają, więc to jest tylko moje zdanie.


Drogi Revenn. Mój sposób na zycie nie jest uwarunkowany poglądami czy sumieniem, lecz moimi mozliwościami emocjonalnymi. Miałam paskudne dzieciństwo, trudną młodośc i tak zostałam niestety ukształtowana - nie potrafie funkcjonować w powaznym związku. Całe zycie byłam sama, musiałam sobie radzić w przeróżnych sytuacjach zyciowych (bezdomnośc, choroby, samotne rodzicielstwo i tysiącem innych ). W naturalny sposób musiałam się przystosowac do bycia samej i samowystarczalnej. Od kilku lat spedzam sama wigilię i święta i nie jest to dla mnie zadnym problemem. Nie wiem, czy to moja siła, czy kalectwo emocjonalne. W pewien sposób uciekam się do mojej samotni jak do azylu i chyba nie jest to najgorsze rozwiązanie, bo wielu tak ma, tylko inni uciekają sie do alkoholu, używek, nałogowej pracy etc. W każdym razie fakt, ze moja samotnośc ma inny wymiar niż Twoja chyba nie odbiera mi prawa tutaj być ? ;)
 
     
PostrzelonyLew 
Nowy


Wiek: 41
Dołączył: 16 Gru 2016
Posty: 28
Skąd: Górny Śląsk
Wysłany: 2016-12-21, 12:12   

dzikasowa napisał/a:


Drogi Revenn. Mój sposób na zycie nie jest uwarunkowany poglądami czy sumieniem, lecz moimi mozliwościami emocjonalnymi. Miałam paskudne dzieciństwo, trudną młodośc i tak zostałam niestety ukształtowana - nie potrafie funkcjonować w powaznym związku. Całe zycie byłam sama, musiałam sobie radzić w przeróżnych sytuacjach zyciowych (bezdomnośc, choroby, samotne rodzicielstwo i tysiącem innych ). W naturalny sposób musiałam się przystosowac do bycia samej i samowystarczalnej. Od kilku lat spedzam sama wigilię i święta i nie jest to dla mnie zadnym problemem. Nie wiem, czy to moja siła, czy kalectwo emocjonalne. W pewien sposób uciekam się do mojej samotni jak do azylu i chyba nie jest to najgorsze rozwiązanie, bo wielu tak ma, tylko inni uciekają sie do alkoholu, używek, nałogowej pracy etc. W każdym razie fakt, ze moja samotnośc ma inny wymiar niż Twoja chyba nie odbiera mi prawa tutaj być ? ;)


Nikt nie ma prawa nikomu odbierać prawa do bycia tutaj czy gdzie indziej. Można się nie zgadzać ze sobą, różnić poglądami i ocenami. Ale każdy jest wolny (przynajmniej w teorii) i sam stanowi o sobie. Nikomu nic do tego, gdzie bywasz.

Zrobiło mi się smutno, gdy przeczytałem tych kilka wyrywków Twojej historii i to, co przekazujesz między wierszami. Podziwiam i współczuję (ale nie myl proszę tego z litością).
Jestem za tym, że jak ktoś wewnętrznie czuje, że lubi i chce być samotnym - to nie musi podążać za tłumem lemingów i na siłę żenić się, robić dzieci, etc. Każdy ma prawo decydować o swoim życiu. I każdy ponosi konsekwencje swoich decyzji i wyborów.

Ja np. owszem - teraz jestem samotny. Ale wewnętrznie odczuwam potrzebę opieki nad kimś. Czy to przedstawicielką płci przeciwnej czy zwierzęciem. Wiąże się to z określonymi konsekwencjami dla mojego życia - trzeba się przestawić na inny tryb życia, brać pod uwagę kompromisy, wyrzeczenia, etc. A że w tym momencie chcę tego uniknąć - pozostaję sam. To mój świadomy wybór.
 
 
     
dzikasowa 
Nowy

Wiek: 44
Dołączyła: 20 Gru 2016
Posty: 37
Wysłany: 2016-12-21, 14:05   

Czinaski napisał/a:
nabrałem już tyle dystansu do samego siebie, że mogę przyznać, że to wszystko faktycznie wynika także z lęku przed ludźmi ale jednocześnie posiadając jakiś obniżony poziom empatii co do czyjejś uczuciowości (wzrusza mnie jedynie niesprawiedliwość społeczna) ten lęk nie jest aż tak dokuczliwy. Czuję ulgę kiedy nie muszę obcować z ludźmi.

Napisałaś, że do ludzi musi cię przyciągnąć ciekawość i przyjemność obcowania i tak sobie przypomniałem, że gdzieś czytałem (nie wiem, może to u Fromma było?), że w prawdziwym związku i miłości nie powinno być uzależnienia od siebie dwóch osób - powinny umieć funkcjonować bez siebie. I w tym może byłby sens.
Tylko, że to się rzadko zdarza zaobserwować u ludzi. Ich związki to pożeranie nawzajem swojego czasu bo boją się obcować sami ze sobą. To tak jak z włączaniem telewizora w pustym domu tylko po to, żeby zagłuszał ciszę.


Ludzie wchodzą w związki po to, aby ta druga osoba zaspokoiła ich potrzeby, dopełniła ich, bo sami nie czują sie całością. To nie jest uzupełnianie się, inspirowanie ani wspólny rozwój, lecz tak, jak napisałes, wzajemne pozeranie i wysysanie z siebie soków. I mimo 30 letniej wspólnej codzienności czują się w środku puści i samotni, bo nie czują siebie.
Można się łaczyć, ale nie zawłaszczać.
Fromm warunkował dojrzałą miłośc niezależnością od wewnętrznych potrzeb "nie potrzebuję cię, mogę bez ciebie istniec, ale cię kocham i chce byc z tobą' - to taka wolna wola, bez dyktatu podświadomych potrzeb i zaspokajania się drugim. No ale cholernie trudna.

A co do empatii... Sama jako człowiek tyle przeszłam, że najwiecej przejmuję się zwierzętami i nie stawiam ich życia ponizej ludzkiego (uważasz, że to normalne? )

Ulga? Ale na tym forum jestes dobrowolnie, hm? :)

[ Dodano: 2016-12-21, 14:15 ]
PostrzelonyLew napisał/a:
Nikt nie ma prawa nikomu odbierać prawa do bycia tutaj czy gdzie indziej. Można się nie zgadzać ze sobą, różnić poglądami i ocenami. Ale każdy jest wolny (przynajmniej w teorii) i sam stanowi o sobie. Nikomu nic do tego, gdzie bywasz.

Zrobiło mi się smutno, gdy przeczytałem tych kilka wyrywków Twojej historii i to, co przekazujesz między wierszami. Podziwiam i współczuję (ale nie myl proszę tego z litością).
Jestem za tym, że jak ktoś wewnętrznie czuje, że lubi i chce być samotnym - to nie musi podążać za tłumem lemingów i na siłę żenić się, robić dzieci, etc. Każdy ma prawo decydować o swoim życiu. I każdy ponosi konsekwencje swoich decyzji i wyborów.

Ja np. owszem - teraz jestem samotny. Ale wewnętrznie odczuwam potrzebę opieki nad kimś. Czy to przedstawicielką płci przeciwnej czy zwierzęciem. Wiąże się to z określonymi konsekwencjami dla mojego życia - trzeba się przestawić na inny tryb życia, brać pod uwagę kompromisy, wyrzeczenia, etc. A że w tym momencie chcę tego uniknąć - pozostaję sam. To mój świadomy wybór.


Dziękuje, ale nie ma czego współczuć PostrzelonyLwie, jestem juz dorosła i najgorsze za mną :) Zresztą, kazdy ma chyba w swoim zyciu coś wartego współczucia, każdy ma jakieś deficyty i swoje 'krzyże' do uniesienia, wystarczy go bliżej poznać. A przykre przeżycia, mimo, ze okaleczają dają tez kapitał do zyskania doswiadczenia i pewnej mądrosci.

Wiesz, bardzo poodba mi się Twoja decyzja i taka dojrzała kalkulacja. I też to, że potrafisz unieść siebie w tym wszystkim. To też myśle pewien wyraz szacunku do drugiego człowieka - takie okreslenie siebie. Ja np nigdy nie chcę nikogo zranić i zawsze jasno daję do zrozumienia gdzie są moje granice. Jednak, ze uczucia w dużym stopniu są poza kontrolą (dlatego tyle z nimi zachodu, jak i przyjemności ) bywa różnie... Czasem płaczemy bardzo oboje...
 
     
Czinaski 
Nowy

Dołączył: 16 Paź 2016
Posty: 15
Wysłany: 2016-12-21, 17:16   

dzikasowa napisał/a:


Fromm warunkował dojrzałą miłośc niezależnością od wewnętrznych potrzeb "nie potrzebuję cię, mogę bez ciebie istniec, ale cię kocham i chce byc z tobą' - to taka wolna wola, bez dyktatu podświadomych potrzeb i zaspokajania się drugim. No ale cholernie trudna.

Właśnie to miałem na myśli.

dzikasowa napisał/a:

A co do empatii... Sama jako człowiek tyle przeszłam, że najwiecej przejmuję się zwierzętami i nie stawiam ich życia ponizej ludzkiego (uważasz, że to normalne? )

Widzę, że to coraz powszechniejsza postawa. Może to wynika z tego, że ludzie mają dosyć innych ludzi? Z drugiej strony to mam czasem wrażenie, że niektórzy popadają w zbytnią histerię z powodu zdjęcia psa na fb.

dzikasowa napisał/a:

Ulga? Ale na tym forum jestes dobrowolnie, hm? :)


akurat fora są najmniej inwazyjną formą międzyludzkiej interakcji :-D
Byłem ciekawy czy ktoś jeszcze ma podobne podejście do samotności co ja. Może jednak słowo samotność nie jest odpowiednie i lepsze byłoby samotnik?
 
     
dzikasowa 
Nowy

Wiek: 44
Dołączyła: 20 Gru 2016
Posty: 37
Wysłany: 2016-12-21, 18:55   

Czinaski napisał/a:
Widzę, że to coraz powszechniejsza postawa. Może to wynika z tego, że ludzie mają dosyć innych ludzi? Z drugiej strony to mam czasem wrażenie, że niektórzy popadają w zbytnią histerię z powodu zdjęcia psa na fb.


Ja myśle, ze zwierzę to dla ludzi taka lepsza wersja człowieka, bez ludzkich wad. Ze zwierzęciem jest też latwiejsza relacja, mniej wymagająca. I masz rację, jest też taka naiwna postawa i brak dystansu. Jednak ja tez pod to podpadam. Jest mi bardzo trudno wartościowac czyjeś istnienie - w Aleppo jest mi po równo zal ludzi, jak i zwierzat. Ale to nie miejsce na rozkminy na taki temat...

Czinaski napisał/a:
akurat fora są najmniej inwazyjną formą międzyludzkiej interakcji
Byłem ciekawy czy ktoś jeszcze ma podobne podejście do samotności co ja. Może jednak słowo samotność nie jest odpowiednie i lepsze byłoby samotnik?


haha, tak, fora sa bardzo bezpieczne ;)
A posiadasz fejsa? Bo ja tak, ale oczywiście nie pod swoim nazwiskiem. Bardzo cenie swoja prywatnośc, mam silny bezpiecznik intymności i nie wyobrażam sobie, aby kazdy mógł mnie sobie wpisac w google a potem poogladać z każdej strony.

Samotnik bardzo dobre określenie. Jak ten bajkowy Włóczykij.
 
     
Czinaski 
Nowy

Dołączył: 16 Paź 2016
Posty: 15
Wysłany: 2016-12-21, 19:36   

też lubię zwierzęta. Bo nic nie mówią :-D dlatego lubię z nimi spędzać czas.
No ale z drugiej strony przez to, że prawie pół życia na wsi spędziłem zabijanie zwierząt jakoś mnie nie rusza.

Mam profil ale tak ustawiony, żeby ktoś spoza znajomych nie widział co umieszczam. Właściwie fejsbuk to teraz takie zło konieczne (jak telefon), jeżeli chce się na bieżąco pozostawać z wydarzeniami. Nie chodzi mi o to co się u znajomych dzieje tylko o rzeczy, które są umieszczane np na fanpejdżach albo profilach tematycznych i grupach.
 
     
dzikasowa 
Nowy

Wiek: 44
Dołączyła: 20 Gru 2016
Posty: 37
Wysłany: 2016-12-22, 11:49   

Czinaski napisał/a:
też lubię zwierzęta. Bo nic nie mówią dlatego lubię z nimi spędzać czas.


haha :D a zauważyłeś, że ludzie nie potrafia ze soba milczeć? cisza jest niewygodna, krępująca no i jest zagrozeniem - czują się wtedy odrzuceni.

Czinaski napisał/a:
No ale z drugiej strony przez to, że prawie pół życia na wsi spędziłem zabijanie zwierząt jakoś mnie nie rusza.


mnie rusza, ale weganką nie jestem. Moje koty też karmię łiskaczem. Musiałam sie pogodzić z brutalnością natury.. ;)

Wiesz, zaobserwowałam tez, że u ludzi samotnośc jest sprawą wstydliwą. Często dązą do zmiany swojego stanu, bo wstyd (społeczny, osobisty) cenzuruje ich bycie samemu. I bardzo lubie ludzi, którzy umieją zyc po swojemu i sa odporni na oceny innych. Tacy ludzie mają silne poczucie własnej wartosci, a to bardzo pociągające ;) Ja, pomimo silnej potrezby samotności, własnej przestrzeni i introwertyzmu jednak lubię ludzi. Sa rejony, które mozna poznac tylko we dwoje.Np czasami nie weim do końca co sądze na dany temat, dopóki sie z kims o tym nie pokłócę. Czasem w samotnosci nie jesteśmy swiadomi swoich sprzecznosci... No i seks. Lubie swoje ciało. Jesteśmy materią i trudno pominąc całkowicie ten zmysłowy rejon naszego zycia (Ty nie czujesz tu deficytu? )
Ja rzadko sie zakochuję (moja fascynacja ma wysokie kryteria.. ;) ale jak juz mnie trafi, to sobie niczego nie odmawiam.

A co do fejsa, opowiem Ci o czymś. Naleze do grupy urban exploration. Niedawno calkiem, wraz z paroma ludźmi z neta zwiedzaliśmy w sąsiednim miasteczku stary dworek poszlachecki. Łazimy, foty robimy, a tu nagle na poddaszu jakies kroki, szmery. Ja w strachu (wyobraźnia - DUCHY :D ), włazimy na górę i naszym oczom ukazuje się super zagospodarowny starymi gratami, przytulny pokoik na poddaszu, w którym zył bezdomny facet. Wygladał jak Mojzesz, tylko miał dżinsy, palił fajke i połowe tego pokoiku zajmowły ksiązki. Porozmawialiśmy z nim jakis czas, był bardzo przyjazny, zyczliwy, prosił tylko, aby nikimu nie zdradzać jego kryjówki. Chcieliśmy mu pomóc, dac tel do jakiejs noclegowni etc, ale on stanowczo odmawiał. Zasugerowałam mu, ze jezeli cos by mu sie stało nikt go nie odnajdzie w tej głuszy lesnej w zrujnowanym budynku. W zamyśle miałam smierc, bo to był człowiek w wieku podeszłym i on to bardzo inteligentnie odczytał i mi spokojnie, łagodnie odpowiedział : jestem bardzo zaspokojony, mam wszystko i nie boję sie umierac. Straszne mnie to rozczuliło i poruszyło. Czesto, gdy umierają moi podopieczni strasznie kurczowo trzymają sie tego zycia nie dlatego, że im go żal, lecz dlatego, ze czują sie puści i chca sie jeszcze pozapełniać, jakieś ostatnie nadzieje spełnić. Człowiek kompletny myśle, umiera spokojnie. I nie ma to znaczenia czy zyje jako pustelnik w lesie, czy jako małzonek w dlugoletnim małzenstwie, tu chodzi o to, co ma wewnatrz. Bo masę jest ludzi jak te figurki czekoladowe - słodkie na zewnatrz, a puste w środku.
ale pofilozofowałam :D chora jestem i mam sporo czasu na myslenie
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Samotność Forum © 2011 - 2024
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Serwisu Google XML RSS