Wszystko wymaga czasu. A życie jest tylko jedno. To , co przypadnie teraz nie wróci później już. Pójdzie dalej. Często myślę o tym kategoriami dworca. Ludzie wsiadają do swoich pociągów i odjeżdżają. A ty zostajesz sam. Twój pociąg nie najechał, albo zajął go ktoś inny. Albo go przegapiłeś . Albo nadal nie nadjechał. Lub po prostu nigdy się nie pojawi.
Pociągi. Owszem. Żyletki i inne. Tak. Znam te myśli.
Samotność i odrzucenie to niemal to samo . Bolą niemal tak samo. Z tą różnicą że będąc samemu nie narażony się na złamane serce.
Ciężko się pozbierać kiedy ktoś m kto stanowił nasza codzienność nagle zaczyna się wycofywać. Kiedy pomiędzy jedna rozmowa a druga mijają tygodnie, kiedy nie wiesz co u tej osoby a jak się fiwiadujesz to czujesz się jakby ktoś z całej siły wbił ci pięść w brzuch wyduszając całe powietrze.
Dla tej osoby zmiana nie była końcem świata. Dla ciebie początkiem upadku. Ile razy można się po czymś zbierac ?
Myśl,ze będzie w sąsiednim mieście boli nie mniej. Może nawet bardziej. Bo to dla niej.
Nie dla mnie , nigdy nie dla mnie.
Co można zrobić. ? Schować się w swoją samotnie , walczyć z tym czy mieć nadzieję że to minie , że to tylko taki stan który każdy musi przeżyć? Tylko dlaczego za każdym razem boli coraz bardziej ?
Oswojenie przynosi ryzyko zranienia . Nie wszystkie rany da się wyleczyć. Niektóre zostają na zawsze,
Ostatnio zmieniony przez Abraxas 2016-12-26, 10:43, w całości zmieniany 1 raz
Panoramix [Usunięty]
Wysłany: 2016-12-26, 09:24
Widzisz takie jest życie. Ja byłem praktycznie na samym dnie. Powód, że się tam znalazłem był złożony. Jednak zawsze się przewijał motyw samotności. Nie chodzi o to, że ja nie mam z kim się spotkać czy porozmawiać (choć ludzi trzeba jednak sobie dobierać odpowiednio). Chodzi o to, że resztę życia najpewniej przyjdzie mi spędzić bez nikogo przy sobie. Rok temu miałem operacje. To też stwierdziłem, że jak się nie uda to trudno. Nie będzie mnie i już. Nie będę musiał myśleć, żyć, oddychać. Wszystko się udało i doszedł do zdrowia. Cieszyłem się jednak, bo może tak miało być. Pomimo, że żyje z cierpieniem z samotności to jednak chce wykorzystać ten czas i robić to co lubię. Ja wiem, że jest trudno, bo samemu przytrafiło mi się, że moja miłość mnie odrzuciła. I niby dalej się przyjaźnimy, ale tak na dobrą sprawę to mnie to już cały czas będzie boleć. Ta rana nigdy się nie zagoi.
Boli mnie , bo on myśli że mam ochotę ja poznać, po co ? W jakim celu ? Nie wiem co dalej. Nie umiem się pozbierać,
Siedzę, nie jestem głodna. Czuje tylko wciągająca mnie pustkę. Nie mam nic. Wszystko odeszło.
Tak bardzo chciałabym aby ktoś mnie przytulił. Tylko nie ma kto.
Próbowałam szukać znajomych między fanami tych samych autorów, wsród moli książkowych, wśród chorych na depresję. Nic z tego. Z czasem jest coraz trudniej. Jestem jedynaczką. Przeraża mnie wizja calkowitej samotności.
Wiem, że nie zawsze relacje między rodzeństwem się układają ale czy nie byłoby inaczej. .. i zawsze ta myśl się pojawia. Rodzina naciska abym sobie kogoś znalazła, i co mam powiedzieć? Ze jest ktoś, kto mnie nie chce ? Ze znowu trafiłam z uczuciami jak kula w płot? Ze moje " nie szukam , bo nie chce" to tylko kolejne kłamstwo, gierka ukrywająca ból?
Abraxas, no niestety, ale Twoje bólu nikt nie uniesie, musisz go sama dźwigac, a jezeli bedziesz go sobie dociążac nic Ci to nie pomoże. Jeżeli ktoś się uprze moze go boleć i do konca zycia, i dużo zalezy od Ciebie samej jak sie będziesz czuła. Bo czasem wyjść z bólu to wiekszy wysiłek niż w nim być. Ja dzis mało spalam w nocy, wstałam rano i dla otrzeźwienia poszłam pobiegac do parku. I zagadał mnie jakiś młody facet, w moim wieku, przyjechał tu na swieta do rodziny i tez sobie rano w parku biegał. Rozmowa fajna, zaprosił mnie na kawę po południu. Ale ja oczywiście odmówiłam, bo koles mieszka w miescie obok, to tylko 20 km. To za blisko geograficznie, jest dla mnie za odpowiedni wiekowo, to duże zagrożenie, a na szybkie randki dzis nie mam ochoty. Wróciłam do domu siadłam w kuchni i sie poryczałam z mojego pokręconego popie*dolenia, ze zycie mi daje, a ja jestem taka kaleka, która nie ma rak i nie potrafi tego przyjąc. Wypiłam szklanke mleka i sie uspokoiłam, bo są na świecie ludzie, którzy nie maja prawdziwych rąk, a musza zyc. I ja po prostu sie z tym pogodzilam, mnie jest dobrze z jakims satelitą, który moze byc dalkeo, ale odbieramy na tych samych falach, mamy siebie w głowach, i jest bezpiecznie, bo daleko własnie. Tak jak ludzie, którzy nie mają rąk posiłkują sie nogami lub ustami.
Abraxas, spróbuj sie pozbierac sama ze sobą, a wtedy ludzie sami do ciebie przyjdą. I nawet psycholog Cie nie poukłada, jezeli nie włozysz w to trochę pracy włąsnej.
Abraxas, no niestety, ale Twoje bólu nikt nie uniesie, musisz go sama dźwigac, a jezeli bedziesz go sobie dociążac nic Ci to nie pomoże. Jeżeli ktoś się uprze moze go boleć i do konca zycia, i dużo zalezy od Ciebie samej jak sie będziesz czuła. Bo czasem wyjść z bólu to wiekszy wysiłek niż w nim być. Ja dzis mało spalam w nocy, wstałam rano i dla otrzeźwienia poszłam pobiegac do parku. I zagadał mnie jakiś młody facet, w moim wieku, przyjechał tu na swieta do rodziny i tez sobie rano w parku biegał. Rozmowa fajna, zaprosił mnie na kawę po południu. Ale ja oczywiście odmówiłam, bo koles mieszka w miescie obok, to tylko 20 km. To za blisko geograficznie, jest dla mnie za odpowiedni wiekowo, to duże zagrożenie, a na szybkie randki dzis nie mam ochoty. Wróciłam do domu siadłam w kuchni i sie poryczałam z mojego pokręconego popie*dolenia, ze zycie mi daje, a ja jestem taka kaleka, która nie ma rak i nie potrafi tego przyjąc. Wypiłam szklanke mleka i sie uspokoiłam, bo są na świecie ludzie, którzy nie maja prawdziwych rąk, a musza zyc. I ja po prostu sie z tym pogodzilam, mnie jest dobrze z jakims satelitą, który moze byc dalkeo, ale odbieramy na tych samych falach, mamy siebie w głowach, i jest bezpiecznie, bo daleko własnie. Tak jak ludzie, którzy nie mają rąk posiłkują sie nogami lub ustami.
Abraxas, spróbuj sie pozbierac sama ze sobą, a wtedy ludzie sami do ciebie przyjdą. I nawet psycholog Cie nie poukłada, jezeli nie włozysz w to trochę pracy włąsnej.
Myślę, że o tym wiesz, ale to klasyczna ucieczka i wycofanie.
Ale coś mi się tu nie zgadza. Skoro masz coś takiego - to dlaczego tutaj jesteś? Ja wiem, że to nie to samo, co spotkanie na żywo i zmierzenie się ze swoimi słabościami. Ale mimo wszystko - jakaś tam potrzeba kontaktu się przewija. A co zrobisz, gdy ktoś stąd zaproponuje spotkanie? Też uciekniesz? Chcesz tak do końca życia uciekać?
, że o tym wiesz, ale to klasyczna ucieczka i wycofanie.
Oczywiście Lwie, ze wiem! Cytowany przez Ciebie Platon powiedział kiedys cos w ten deseń, ze zycie bez konttroli jest mało wartościowe, a najlepszą kontrolą jest samoświadomośc myśle. A Ty co o tym sądzisz?
PostrzelonyLew napisał/a:
Ale coś mi się tu nie zgadza. Skoro masz coś takiego - to dlaczego tutaj jesteś?
Jestem po to, aby o sobie opowiedziec, uzewnętrznić sie, podzielić soba, moze komus pomóc. A to, ze nie szukam kogoś na siłe, jestem pokrecona w odmienny sposób niż inni, inaczej przezywam bycie samej i za bardzo nikt nie wiem o co mi chodzi, dyskwalifikuje mnie na tym forum?
Samotnośc, to zawsze ucieczka - przed lekiem, odpowiedzialnością, wyrzeczeniami, kompromisem, zmierzeniem sie ze sobą, odrzuceniem, własna inicjatywa, słabościami i setką innych spraw. I nie rozśmieszaj mnie, ze Ty nie uciekasz :d Coś tam kiedyś przebakiwałes Lwie o kompromisach, wyrzeczeniach, a jednak tez jestes na tym forum ;) A ja mam wysoki poziom leku przed powaznymi relacjami, a odległośc daje mi poczuce bezpieczeństwa. Kontakt fizyczny oczywiście wskazany i pożadany, ale przy sporej odległosci jest kontrolowany i tymczasowy, a to mi daje iluzje spokoju.
A do konca życia, to chciałabym sie dobrze czuć sama ze soba, bo to jest dla mnie podstawą.
Spotkanie netowe? dla mnie no problem! ;) tylko musze go chcieć najpierw. wracam do pracy, miłego, pa ;)
Ostatnio zmieniony przez dzikasowa 2016-12-27, 11:14, w całości zmieniany 1 raz
, że o tym wiesz, ale to klasyczna ucieczka i wycofanie.
Oczywiście Lwie, ze wiem! Cytowany przez Ciebie Platon powiedział kiedys cos w ten deseń, ze zycie bez konttroli jest mało wartościowe, a najlepszą kontrolą jest samoświadomośc myśle. A Ty co o tym sądzisz?
PostrzelonyLew napisał/a:
Ale coś mi się tu nie zgadza. Skoro masz coś takiego - to dlaczego tutaj jesteś?
Jestem po to, aby o sobie opowiedziec, uzewnętrznić sie, podzielić soba, moze komus pomóc. A to, ze nie szukam kogoś na siłe, jestem pokrecona w odmienny sposób niż inni, inaczej przezywam bycie samej i za bardzo nikt nie wiem o co mi chodzi, dyskwalifikuje mnie na tym forum?
Samotnośc, to zawsze ucieczka - przed lekiem, odpowiedzialnością, wyrzeczeniami, kompromisem, zmierzeniem sie ze sobą, odrzuceniem, własna inicjatywa, słabościami i setką innych spraw. I nie rozśmieszaj mnie, ze Ty nie uciekasz :d Coś tam kiedyś przebakiwałes Lwie o kompromisach, wyrzeczeniach, a jednak tez jestes na tym forum ;) A ja mam wysoki poziom leku przed powaznymi relacjami, a odległośc daje mi poczuce bezpieczeństwa. Kontakt fizyczny oczywiście wskazany i pożadany, ale przy sporej odległosci jest kontrolowany i tymczasowy, a to mi daje iluzje spokoju.
A do konca życia, to chciałabym sie dobrze czuć sama ze soba, bo to jest dla mnie podstawą.
Spotkanie netowe? dla mnie no problem! ;) tylko musze go chcieć najpierw. wracam do pracy, miłego, pa ;)
Platon mnie rozwala na każdym kroku. Patrząc na to w jakich czasach żył i co opisywał... Współcześni "myśliciele" mogą mu sandały lizać... Oczywiście, że ma rację. Tylko pełna kontrola nad sobą i swoimi emocjami, inaczej nazwane - pełna świadomość swoich uczuć, emocji, decyzji, pragnień - to jest coś, do czego powinniśmy dążyć.
Z tym największy problem mają kobiety, z założenia dużo bardziej emocjonalne. Ale faceci również. A do tego wszystkiego rękę przykłada niestety współczesne społeczeństwo i religia.
Ja nie wspomniałem o żadnej dyskwalifikacji :) Broń Ci Panie Boże! Moje pytanie nie było w żadnym wypadku atakiem, jestem po prostu ciekawy:) Wiesz, że koty lubią tu i ówdzie poszperać ;)
Każdy z nas jest na swój sposób pokręcony i nie przystaje do reszty społeczeństwa. Ale ja tak wolę i chcę. Nie chcę być statystycznym Kowalskim. Jestem Lwem jedynym w swoim rodzaju i lubię takiego siebie. Do pokochania siebie jeszcze daleka droga ale czynię postępy. Bo mam świadomość tego, co jest najważniejsze i do czego powinienem dążyć w życiu. Pytanie czy Ty też masz?
Czy samotność to ucieczka w negatywnym odbiorze tego słowa? Tak, jeśli jest nieświadoma. Wydaje mi się, że człowiek mający świadomość, dokonuje po prostu wyboru, dokonuje rachunku zysku i strat. I wybiera to, co uważa dla siebie za najlepsze. Ciężko kogokolwiek za to karcić. Bo nie ma za co. To jego życie, jego decyzje.
Ok. To forum jest dla ludzi samotnych ale rodzajów samotności jest sporo.
Jeśli chodzi o moją skromną osobę, to jest to samotność z wyboru. Przynajmniej na razie, od pół roku. Być może moja obecność tutaj podparta jest potrzebną kontaktu, być może podobnie jak u Ciebie. Nie twierdzę, że przed niczym nie uciekam. Ale staram się obserwować siebie i definiować moje lęki. I stawiać im czoła. Robię to coraz bardziej świadomie.
Też wracam do pracy ale wrócimy do tematu ;)
Paaa :)
Ostatnio zmieniony przez PostrzelonyLew 2016-12-27, 12:49, w całości zmieniany 1 raz
Platon mnie rozwala na każdym kroku. Patrząc na to w jakich czasach żył i co opisywał... Współcześni "myśliciele" mogą mu sandały lizać... Oczywiście, że ma rację. Tylko pełna kontrola nad sobą i swoimi emocjami, inaczej nazwane - pełna świadomość swoich uczuć, emocji, decyzji, pragnień - to jest coś, do czego powinniśmy dążyć.
Ja bym tam Platonowi nic nie lizała. Z ta jaskinią to moze mu i wyszło, ale reszta to takie tam totalitarne i niehumanitarne bajdurzenie, człowieka jako jednostki nie uświadczysz, sam motłoch a na górze tyrania. To nie dla mnie. Ja lubię indywidualnośc i umiarkowaną anarchię :D
PostrzelonyLew napisał/a:
Z tym największy problem mają kobiety, z założenia dużo bardziej emocjonalne. Ale faceci również. A do tego wszystkiego rękę przykłada niestety współczesne społeczeństwo i religia.
Emocjonalnośc raczej nie utrudnia smoswiadomości, ale podejrzewam, ze masz tu na myśli neurotyczność. Moze to bardziej kobieca przypadłość, ok, ale faceci za to cierpią na iluzję megasiły, kontroli, sprawczosci nad wszystkim i nie maja kompletnie dostepu do swoich słabości i skrytych, bolesnych uczuc. A przeciez to one sa droga do samoswiadomosci.
Spoleczenstwo i religia to duże blokady, zgadzam sie.
PostrzelonyLew napisał/a:
Bo mam świadomość tego, co jest najważniejsze i do czego powinienem dążyć w życiu. Pytanie czy Ty też masz?
Więc do czego dazysz i co jest dla Ciebie najwazniejsze? (bo ja to tak trochę nihilistycznie obserwuje i czekam co bedzie za horyzontem ;)
PostrzelonyLew napisał/a:
Czy samotność to ucieczka w negatywnym odbiorze tego słowa? Tak, jeśli jest nieświadoma. Wydaje mi się, że człowiek mający świadomość, dokonuje po prostu wyboru, dokonuje rachunku zysku i strat. I wybiera to, co uważa dla siebie za najlepsze. Ciężko kogokolwiek za to karcić. Bo nie ma za co. To jego życie, jego decyzje.
Czinaski w swoim tytułowym tutaj poście bardzo trafnie porównał swoją sytuacje do bycia gejem, któremu jakis homofob na to nie pozwala. Więc czasem tak jest, ze bycie samemu to nie nawet kwestia wyboru, ale stan rzeczy. To jest zasadnicza róznica, której nikt nie łapie.
PostrzelonyLew napisał/a:
Jeśli chodzi o moją skromną osobę, to jest to samotność z wyboru. Przynajmniej na razie, od pół roku. Być może moja obecność tutaj podparta jest potrzebną kontaktu, być może podobnie jak u Ciebie. Nie twierdzę, że przed niczym nie uciekam. Ale staram się obserwować siebie i definiować moje lęki. I stawiać im czoła. Robię to coraz bardziej świadomie.
Bardzo mnie to cieszy. Mało jest ludzi pracujących nad soba, a to fajna przygoda ;)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach