Witam wszystkich. Mam na imię Robert, mam 32 lata i mieszkam w niewiekiej miejscowości pod Warszawą.
Zacznę chyba od samego początku czyli od swojego dziećiństwa. Nie było ono łatwe, w domu królował alkohol zarówno ojciec jak i matka lubili wypić. Oczywiście nie obyło się przy tym bez kłótni, wyzwisk jak i bójek między nimi. Byłem wtedy mały ale pamiętam to jak zakrwawiona matka z wybitymi zębami okładała po głowie ojca patelnią, krzycząc przy tym giń kur... Oczywiście oboje byli wtedy pijani. Ileż to razy płakałem przez nich zakrywając uszy poduszkami żeby nie słyszeć tego jak się kłócą. Teraz jest lepiej pod tym względem, ojciec może z raz w miesiącu się upije a matka z raz na pól roku ma taki tygodniowy maraton. Przynajmniej teraz już się nie tłuką. Mnie osobiście nie ruszali, nie wyzywali nie bili ale psychika na pewno ucierpiała.
Szkoła. Nie byłem jakimś wybitnym uczniem ale również nie uważałem się za głąba. W podstawówce miałem swoją paczkę w klasie, również na wsi miałem kolegów. Zaczęło się od wbicia dwóch kijków w pole i piłce do nogi. Najpierw z jednym kolegą, potem ktoś dołączył i tak zrobiła się z nas spora grupa. Razem chodziliśmy na festyny, spędzaliśmy czas na nic nie robieni czy chodziliśmy na dyskoteki do remizy :)
Po podstawówce poszedłem do zawodówki czego do dziś żałuję bo gorsze głąby ode mnie pokończyły technika czy studia. Postanowiłem iść do technikum wieczorowego, jednak ciężko było to pogodzić z pracą. Musiałem się zwalniać po chyba 3 razy w tygodniu z roboty. Wybrałem kasę, zostawanie po godzinach przynosiło dodatkowy zarobek z czego się cieszyłem. Ogólnie to cieszyłem się z życia. Miałem samochód, kumpli, sporo imprezowałem, alkohol, trawka, różne problemy. Czasem jakąś dziewczynę. Od dziewczyn często słyszałem że jestem zamknięty w sobie, nie okazuję emocji, nie umiem się zaangażować itp.
W wieku 24 lat miałem wypadek. Amputacja nogi na wysokości uda i liczne obrażenia twarzoczaszki. Jednym słowem koszmar. Miesiąc w szpitalu gapiąc się w sufit, nawet na bok nie mogłem się przekręcić ze względu na nogę. Oczywiście zaraz rozmyślania nad tym co się stało i co będzie dalej z moim życiem. Wróciłem do domu, jeszcze przez jakiś rok jeździłem na różne zabiegi do szpitala, rekonstrukcja twarzy, wyjmowanie płytek z kości. W sumie to nie jest tak źle z moim wyglądem, policzek trochę cofnięty i przesunięty w lewo i kilka blizn na twarz. Odwiedzali mnie koledzy ale nie czułem się najlepiej przy nich, nie chciałem żeby mnie oglądali, żeby pocieszali i gadali o tym co teraz który robi. Zacząłem się wymigiwać a to że mnie nie ma w domu a to że jestem chory itp. Teraz już większość uciekła z tej wsi, przeprowadzili się, założyli rodziny i kontakt się urwał. Siedziałem tak przez 4 lata w domu, rzadko gdziekolwiek się ruszając z niego. Znacząco przytyłem siedząc na swoim fotelu, miałem tylko telewizor i komputer, były całym moim światem. Nic mnie nie cieszyło, nie sprawiało przyjemności. Nie znalazłem hobby, nie miałem zainteresowań. Zamówiłem z ciekawości dopalacze i tak się zaczęło. Spalę jedną lufkę wieczorem i nic nikomu nie będzie myślałem (pewnie zaraz hejt będzie za to na mnie). Wiem, to był błąd który sporo mnie kosztował. Okazało się że po znajomości ktoś chce zatrudnić osobę niepełnosprawną. Praca była biurowa, kompletowanie faktur i praca w SAPie. Pomyślałem że teraz wszystko się zmieni. Będę wstawał rano i miał jakiś cel w życiu. Może kogoś poznam, może wszystko się zmieni. Minęły tak dwa lata i nic. Nic się nie wydarzyło a ja dalej regularnie paliłem to świństwo. W międzyczasie wziąłem kredyt na samochód bo do tej pory jeździłem samochodem rodziców. Trochę trudno było operować gazem i hamulcem ale dałem radę.
Pomijając trochę czasu z mojego życiorysu wylądowałem z psychiatryku. Oczywiście przyczyną było owo dziadostwo które paliłem. Miesiąc czasu z alkoholikami, samobójcami, ćpunami i prawdziwymi świrami. Mogę sporo zarzucić temu szpitalowi ale ogólnie nie było źle. Miałem co robić cały dzień, miałem z kim pogadać (jednak byli tam też normalni ludzie). Wyszedłem, chodź proponowali dalsze leczenie gdzieś w Katowicach. Zaczął się kolejny koszmar. Pretensje rodziców, raty za kredyt które były wyższe niż moja renta, pustka i osamotnienie, poczucie bezsilności. Zacząłem wychodzić z domu, głównie do sklepu po piwo. To był kolejny błąd, w moim przypadku topienie smutków w alkoholu przyniosło odwrotne efekty. Koniec końców wróciłem to psychiatryka z własnej woli. Po kolejnym miesiącu pobytu wróciłem do domu. Znowu wyrzuty sumienia, smutek, przygnębienie i myśli samobójcze. Po pół roku spróbowałem, 100 apapów i żegnaj świecie. Ostry dyżur i niewydolność wątroby. Kur.. no nawet tego nie potrafię dobrze zrobić.
Minęły jakieś 2 lata na siedzeniu w domu, komornik zabierał ułamek renty a to co mi zostawało ładowałem w samochód.
Teraz od jakiś 3 miesięcy pracuję (kolejny cud). Dogadałem się z komornikiem, podreperowałem samochód i tak leci dzień za dniem. Ciągle jestem samotny, nie mam z kim gdzieś wyskoczyć czy pogadać. Czyli standard samotnika. Od dłuższego czasu wchodzę na pewien czat. Poznaję różne dziewczyny, czasem wymieniamy się gg, mailami czy nr telefonu. Z dwiema pisze od ponad roku jednak nie mam co liczyć na poznanie ich osobiście.
To chyba tyle o mnie. Może coś pominąłem istotnego. Może macie jakieś pytania do mnie.
Nie chcę słuchać rad typu – weź się w garść, wyjdź do ludzi, idź do kina itp.
PS. dziękuję że ktoś dotrwał do końca i przeczytał moje wypociny.
Wiek: 44 Dołączyła: 15 Mar 2011 Posty: 1207 Skąd: zachodniopomorskie
Wysłany: 2016-08-20, 22:33
Dotrwałam do końca Moje pytanie, czy będzie dalszy ciąg historii? Robota się znalazła to już coś. A co z tymi dopalaczami? Bez odwyku raczej się nie obejdzie...
Barbórka [Usunięty]
Wysłany: 2016-08-21, 00:07
Cytat:
PS. dziękuję że ktoś dotrwał do końca i przeczytał moje wypociny.
Ja też wytrwałam... Cholera, zauważyłam, że czytam tylko takie długie posty.
I każdy ma jakąś historie za sobą. Jeden przeżywa życiowy kryzys, bo nie miał komputera w dzieciństwie i to jest dla niego tragedia, a są tacy jak my tu...
Ale z perspektywy czasu patrzę na tych, którzy mieli beztroskie życie i sobie myślę: kuźwa, oni by w życiu nie dali rady tego przeżyć, co ja. To mi daje takie poczucie, że jestem silniejsza od innych i że mam więcej siły.
Sun – miło mi że wytrwałaś
Nie wiem co mógłbym w takim dalszym ciągu napisać. Chyba streściłem cały swój życiorys od dzieciństwa do czasów obecnych. Jednak teraz widzę że zapomniałem o kilku sprawach i o nich też wspomnę.
Odwyk nie jest mi potrzebny, już ponad 2 lata jak z tym skończyłem. Żadnych leków też nie biorę, mimo że mi przepisywali w szpitalu. Nie uważam żeby mi one w czymkolwiek pomogły.
Barbórka – tobie również dziękuje że dotrwałaś
Wychowałem się w świecie bez komputerów, nawet telefonów nie było. Człowiek się cieszył że jest ładna pogoda i po szkole leciał na pole kopać piłkę
Może dodam jeszcze coś o sobie. Lubię oglądać filmy sci-fi, akcji, horrory, komedie i fantastyczne. Lubię seriale na comedy central. Lubię również programy tematyczne np. o motoryzacji oraz słuchać muzyki ale głównie w samochodzie gdy jadę do pracy lub z niej wracam. Kiedyś pochłonęła mnie akwarystyka. Możliwość stworzenia i dbania o taki mini ekosystem była fascynująca dla mnie. W pierwszym tym mniej udanym miałem brzanki, neonki i otoski. Do drugiego podszedłem bardziej profesjonalnie i zrobiłem krewetkarium.
Zawsze (tzn przed wypadkiem) byłem otwartym człowiekiem, chodź nie lubiłem się komuś żalić czy zbytnio otwierać przed kimś. Bylem towarzyski i z poczuciem humoru. Nie miałem problemów z nawiązywaniem kontaktów czy nowych znajomości. Rozmowy z dziewczynami również mi wychodziły chodź gdy czasami zaczynało robić się poważnie to uciekałem. Nie ze wszystkimi tak było, byłem w związkach, chodź były one krótkie.
Przez jakiś czas po wypadku w ogóle nie myślałem o jakimś związku, pogodziłem się z tym że już będę sam do końca życia. Jednak stało się coś co sprawiło że znów zacząłem o tym myśleć. Zakochałem się, tak mi się wydaje bo nigdy nie byłem zakochany, chyba. Ona chyba też coś poczuła ale nie miałem odwagi na pierwszy krok. Niska samoocena, kompleksy na punkcie swojego ciała sprawiły że wolałem zamknąć się w swoim świecie niż zrobić coś w stosunku do niej.
Wiek: 44 Dołączyła: 15 Mar 2011 Posty: 1207 Skąd: zachodniopomorskie
Wysłany: 2016-08-21, 20:10
Ok, myślałam, że nadal zażywasz dopalacze. Świetnie, że sobie z tym nałogiem poradziłeś i że mimo trudności z jakimi spotkałeś się w życiu, starasz się zachować niezależność. Po tym, jak dziś opisujesz swoje przeżycia, widać też, że uczysz się na błędach i to bardzo dobra cecha, która będzie procentować, czego Ci życzę z całych sił
Dzięki Sum Zawsze miło usłyszeć komplement, chociażby taki wirtualny
Nie jest mi łatwo w życiu. Nie tylko samotność jest moim zmartwieniem. Fakt, praca dużo mi pomogła, nie siedzę cały dzień w domu przed tv i nie myślę o tym wszystkim. Stałem się dodatkowo bardzo oszczędny. Już nie kupuję głupot które chwilowo mnie cieszą tylko staram się odkładać. Przez prawie 4 miesiące jakie pracuję to kupiłem sobie 2 dezodoranty, kebaba i kubełek kfc
Zrozumiałem że dopalacze dawały tylko chwilowe szczęście, pozwalały tylko na trochę wyrwać się z rzeczywistości. Mam nadzieję że już do tego nie wrócę.
Wiek: 44 Dołączyła: 15 Mar 2011 Posty: 1207 Skąd: zachodniopomorskie
Wysłany: 2016-08-22, 19:50
Ja po rzuceniu papierosów sobie odkładałam przez jakiś czas kasę, którą bym na nie wydała. Ten nawyk oszczędzania mi został, bo już 5 lat nie palę tylko system mam odrobinę inny.
Domyślam się, że nie jest Ci łatwo, tym bardziej, że mamy podobne niektóre elementy życiorysów. Pewne doświadczenia uczą człowieka, że warto doceniać to, co jest teraz, bo to jest kruche. Uczą też niestety, że trzeba być silnym, bo czasem jesteśmy zdani tylko na siebie.
Pisz tutaj śmiało, co tam u Ciebie słychać, czasem wygadanie się już pomaga spojrzeć jaśniej na różne sprawy .
To pewnie sporo już sobie odłożyłaś przez te 5 lat Zbierasz na coś konkretnego?
Sam nie wiem na co zbieram ale wiem że lepiej mieć coś odłożonego niż się denerwować gdy wypadnie jakiś nieprzewidziana sytuacja.
Wiek: 44 Dołączyła: 15 Mar 2011 Posty: 1207 Skąd: zachodniopomorskie
Wysłany: 2016-08-22, 20:50
Niestety nie udało mi się skrupulatnie odkładać i nie ruszać przez 5 lat tego, co bym spaliła. Wolę nie liczyć, ile by to wyszło... Tak sobie z czasem wymyśliłam, że będę odkładała małe sumki i dzięki temu, tak z dwa razy w roku będę mogła pozwolić sobie na większe zakupy przez internet.
Oczywiście jest to też fajne zabezpieczenie na wypadek nieprzewidzianych i nagłych wydatków.
Dobrze, że już kasa nie idzie z dymem...
Barbórka [Usunięty]
Wysłany: 2016-08-23, 09:46
robert1984 napisał/a:
Zakochałem się, tak mi się wydaje bo nigdy nie byłem zakochany, chyba. Ona chyba też coś poczuła ale nie miałem odwagi na pierwszy krok. Niska samoocena, kompleksy na punkcie swojego ciała sprawiły że wolałem zamknąć się w swoim świecie niż zrobić coś w stosunku do niej.
Następnym razem nie poddawaj się. To takie nasze ludzkie błądzenie: brakuje nam kogoś i chcemy, żeby ktoś z nami był, ale jak już ktoś taki się znajdzie to my mówimy : nie.
Następnym razem nie poddawaj się. To takie nasze ludzkie błądzenie: brakuje nam kogoś i chcemy, żeby ktoś z nami był, ale jak już ktoś taki się znajdzie to my mówimy : nie.
Trzeba zacząć od tego że nie wiadomo czy będzie następny raz Wiem, mogłem spróbować. Przecież nie miałem nic do stracenia, bo albo spróbuję i się nie uda to nic się nie zmieni i dalej będę sam. A jak się uda to... No właśnie, co dalej? Ile byśmy byli razem? Może bym się zakochał do szaleństwa w niej i zrobiłbym wszystko by być z nią i nie wracać do samotności. Lub rzuciłaby mnie po pewnym czasie i wrócił bym do swojej samotni. Wtedy pewnie nie mógł bym znieść myśli że tak się stało i czułbym się o wiele gorzej niż teraz gdy nie spróbowałem. Więc może dobrze że tak się stało? Tak, tak to sobie tłumaczyłem. Szukałem jakiegoś pozytywu w tym wszystkim.
Tu pojawia się kolejny mój problem, mianowicie negatywne myślenie, to że nie potrafię uwierzyć w siebie i własne możliwości.
Sun - Mi się nie udało wyzbyć tego nałogu. Były okresy że nie paliłem ale zawsze wracałem do tego. Jednak w ramach oszczędności kupuje tytoń, gilzy i sam sobie robię
Kurcze, znów się napisałem a gdy chciałem wysłać to wywaliło mnie do strony logowania i wszystko na nic. Wy też tak macie?
Wiek: 44 Dołączyła: 15 Mar 2011 Posty: 1207 Skąd: zachodniopomorskie
Wysłany: 2016-08-24, 08:40
Fajki to niewątpliwie też zło, ale trzeba dojrzeć do chęci rzucenia, żeby właśnie potem nie wracać. Miałam farta, że któregoś dnia mi one po prostu zbrzydły i do dzisiaj nie cierpię dymu papierosowego. Pozdrawiam w tym miejscu sąsiadów z balkonami
Dłuższe posty warto pisać w notatniku i z niego kopiować na forum. Niestety wszystkich wywala.
Sun - długo paliłaś zanim rzuciłaś? Ja palę już z 17 lat. O kurczę, teraz sobie uświadomiłem że w swoim życiu dłużej paliłem niż nie paliłem. Ja np. nie wyobrażam sobie żeby usiąść z kawą w fotelu i nie zapalić. Wiem, fajki to zło. Marnuje się kasę i niszczy zdrowie ale powiem tak szczerze że lubię palić.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach