Cześć. Mam 21 (prawie) lat, mieszkam w małym miasteczku. Od kilku lat męczy mnie samotność, w podstawówce było spoko, miałem kolegów i koleżanki, w gimnazjum coś się zaczęło psuć, zacząłem się interesować pewną marką samochodów, za bardzo. Zamiast modnie się ubierać, wychodzić ze znajomymi coraz częściej zamykałem się w garażu, coś dłubałem. W każde wakacje pomagałem rodzicom w pracy, niby dawali mi kasę za to ale co z tego. W liceum było jeszcze gorzej, nowi ludzie itp. ja jakoś zamknąłem się w sobie, prawie z nikim nie gadałem. Po skończeniu liceum znowu pomagałem rodzicom, ponad rok czasu ne spotykałem się z nikim, z nikim nie pisałem. Codziennie wieczorami się szwendałem po okolicy, piłem browary i gadałem sam do siebie żeby czas szybciej zleciał. W końcu ta samotnosc zaczęła mi tak przeszkadzać, że postanowiłem cos zmienić. Któregoś dnia będąc w pośredniaku do podpisu zaczęli mi proponować staże, znalazła się jedna oferta ktora mi się spodobała. Praca połączona z jeżdżeniem( akurat w tej firmie są auta którymi trochę sie interesowałem) oraz stały kontakt z ludźmi, codziennie innymi. Od razu się zgodziłem i dostałem tą pracę. Rodzicom się nie spodobało, bo kto im bedzie pomagać itp. ale ja sobie pomyślałem, mam to gdzieś, muszę zacząć myśleć o sobie. W domu każdy mowil, że nie dam rady itp. że ciężko. Na początku nie powiem, zakwasy miałem, ramię bolało ( dodam że jestem chudy, 173 wzrostu i 66,5 wagi teraz, wtedy z 60). Ale postanowiłem że nie dam się i wytrzymam i wam pokaże k..wa mać. I tak tydzień dwa trzy i przestałem się męczyć a praca naprawdę zaczęła dobrze na mnie działać. Kontakt ze znajomymi trochę się poprawił, przestałem być nieśmiały, zacząłem zaczepiać dziewczyny, przez miesiac nawet miałem dziewczynę. Ale niestety zmarnowany okres szkolny się odbija, jeden kolega wyjechał za granicę, drugi coś ostatnio kombinuje i odwołuje nasze spotkania, niestety ale to dwie jedyne osoby z którymi miałem/ mam kontakt. Mam trochę znajomych ale oni nie są chętni do kontaktu, zawsze tylko siema siema co tam. Obecnie nie mam juz żadnego, hobby, nie wybaczę sobie nigdy tego co miałem bo to mi zrujnowało okres szkolny i doprowadziło do tego gówna w którym żyje. Poznałbym jakąś dziewczynę, ne boję się zagadać ale mam też problem z trądzikiem, lecze się ale na razie kiepskie efekty, czasami jest dobrze a czasami jakis wysyp się robi i wstyd mi wychodzić gdziekolwiek. Zazdroszczę ludziom co mają ladna cerę. Pomału tyje, ale jak widzę to idze w brzuch i dupę, niestety mam szybką przemianę materii i ciężko mi jest cokolwiek przytyć, chociaż od miesiąca jakies 3 kg przybyło. Ostatnio też poznałem kilka dziewczyn ale kontakt zawsze się urywa po miesiącu czy dwóch, nie wiem, nie mam zbytnio tematów, nie wiem juz o czym gadać więc zaczynam się z nimi droczyć, żartować itp. Ale jakos żadna nie chce niczego wiecej. Dzisiaj mam wolne, nie mam co robic, gdzie wyjść. Miałem dzisiaj spotkać się z kolegą ale on już z kim innym się spotyka więc... Poszedłbym na miasto ale jak widzę te pary, grupki znajomych to smutno mi się robi. Często mam myśli samobójcze, ale trochę nie mam odwagi tego zrobić ale nie potrafię już tak żyć. Przez ostatni rok zmieniłem swoje życie ale widzę że to był taki malutki kroczek do życia w normalności. Poszedłbym gdzieś ale przez trądzik wstyd mi. Codziennie myślę sobie, po kiego ch..a ja się urodziłem i co komu zrobiłem że mam takie beznadziejne życie. Nie chce mi się nic, ostatnio ledwo się wyrabiam do roboty bo nie chce wstawać. Mam sny, snią mi się dziewczyny tzn. jedna moja, ta ktorej nie mam i pewnie miec nie będę. Mysle o psychologa ale co on mi pomoże, obdaruje mnie dobrą gadką, tenatami do rozmów? Nienawidzę siebie i mam ochotę umrzeć, codziennie mysle że mógłby mi się jakis wypadek przytrafić ale jak na złość nic. Mam już zrąbaną psychikę, czasem w pracy siedząc w aucie się zamyślam i wyobrażam sobie że mam dziewczynę, znajomych, wymyslam sobie jakies sceny które nigdy nie miały miejsca. Obserwuje tak ludzi w moim wieku czy młodszych i dochodzę do wniosku że każdy ma jakas grupę kolegów i tylko ja w tym miescie jestem taki samotny. Nie wiem co to będzie ze mną ale bardzo potrzebuje mieć kogoś bliskiego, a jak widze wkoło tyle ludzi którzy nie zasługują na kogoś a maja to się zastanawiam czemu ja mam tak przerąbane. W Boga nie wierzę od dawna, do kościoła nie chodzę. Ehhh, pewnie nikt tych wypocin czytać nie bedzie ale musiałem gdzies to wyrzucić z siebie, bo nie mam komu się wygadać.
Jeśli chodzi o tzw. tematy do rozmów, to myślisz, że jakbyś je miał to by było lepiej ? Prawda jest taka, że ludzie są głupi. Nie mają pojęcia o tym co mówią, też wcale się niekoniecznie czymś interesują żeby się wypowiadać, też niekoniecznie mają tematy, ale nie mają problemów ... bo mają taką umiejętność rozmowy, to jest taki osobny dar, ale ja Ci nie powiem jak się tego nauczyć bo ja go też nie mam. Natomiast uważam, że w wielu tematach mam sporo do powiedzenia. Ale tej swobody rozmowy nie mam..
Brak zainteresowań to jest problem.
Np. ja się interesuję tenisem, to od dwóch tygodni całymi dniami oglądam Wimbledon i jakoś mi ten czas leci, tak ?
Próbuj nowych rzeczy, może Ci się coś spodoba...
Super, że masz pracę.
Ja kiedyś miałem (niedawno jeszcze) takie myślenie jak Ty, o samotności, i tylko dół i nic innego.
Teraz właśnie dojrzałem i najbardziej marzę o jakiejś pracy i usamodzielnieniu się... A samotność... tym się można zająć potem.
Myśl o sobie i ucz się żyć dla siebie, to i samotność będzie mniej odczuwalna..
Ostatnio zmieniony przez Amigo Vulnerable 2016-07-09, 17:35, w całości zmieniany 2 razy
Wlasnie, ten dar rozmowy. Niestety nie mam tego daru, staram się mowic ale to nie to. No mnie sport jakos nigdy nie interesował, kupiłbym sobie psa ale póki sam nie mieszkam to nici z tego
Barbórka [Usunięty]
Wysłany: 2016-07-09, 18:50
35EN napisał/a:
Ehhh, pewnie nikt tych wypocin czytać nie bedzie ale musiałem gdzies to wyrzucić z siebie, bo nie mam komu się wygadać.
Też miałem problemy z odzywaniem sie do kogokolwiek i też pomogła mi obecna praca, rozwożenie butli z gazem :D i nie mam jako takich problemów z mówieniem ale jednak te mowienie nie jest na tyle dobre żeby bardziej zainteresować i zbliżyć do siebie jakąś dziewczynę.
Zgadzam się - praca bardzo pomaga. Ja akurat mam taką pracę, że powinnam być osobą wygadaną, pewną siebie i mieć odpowiedź na każde pytanie. Nie jest tak do końca, ale widzę, że w przeciągu lat bardzo się zmieniłam i zmieniam nadal. Pomogło mi też udzielanie korepetycji dzieciakom.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach