Samotność - forum psychologiczne na temat samotności - dla wszystkich samotnych i osamotnionych - samotnosc

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Chat Gry RejestracjaZaloguj

Samotność

Psychologiczne forum dyskusyjne związane z tematem samotność, osamotnienie - na temat samotności dla wszystkich samotnych i osamotnionych.

Poprzedni temat «» Następny temat
wylot z gniazda
Autor Wiadomość
kochamma
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-21, 00:35   wylot z gniazda

siemaneczko
jestem bardzo bliski dostania się do lepszej pracy , umowa o pracę, stała praca, pewna. po roku będę zarabiał 2400 - kurde nie powinienem dzielić skóry na niedźwiedziu, ale zostały mi tylko badania lekarskie i podpisuje umowę :)
u mnie rodizna zawsze była tak dośc specyficzna. tata majacy wszystko w dupie, mama próbująca trzymać nas w całosci, ale średnio to wychodizło. nie miałem z nią nigdy jakoś super kontaktu - ok jesteśmy blisko, ale się nie dogadujemy. od zawsze tak było.
teraz zdałem sobie sprawę, ze to jest bardzo chora sytuacja. mam się np z kimś być, a pierwsza myśl kurde będe miał pizde pod okiem to nzów bedzie jazda w domu i płacz mamy, wiele rzeczy poniekąd niewinnych nie robie, albo robie z myślą co mama. nie chodzi o kłótnie czy coś. tlyko ona płaczę o każdą pierodłę i mam przez to doła.
mam tylko dalekich znajomych, nie mam przyjaciół, dziewczyny, mieszkam na zadupiu więksozśc wolnego spedzam w domu.
coraz poważniej myslę nad wyprowadzką. tata bardzo długo mieszkał z mamą)do 40 prawie) i jest maminsynkiem tak naprawdę i nie widzę żeby był dorosły, odpowiedzialny. nie cche być taki
ale do rzeczy. szukając po necie opni plusach, wadach mieszkaniu samemu znalazłem mocno watpliwe argumenty.
+
można imprezować, wychodzić i wracać kiedy sie chce
samodzielność
-
mniej kasy
brak obiadków domowych

i w zasadzie tyle. macie moze jakieś rady, opinie ?
Te netowe opinie mam wrażenie ze piszą je osoby które nie miały okazji mieszkać samemu.
 
     
Tirnael 
Nowy

Wiek: 31
Dołączył: 03 Lut 2015
Posty: 49
Wysłany: 2015-02-21, 11:55   

Ja sobie nie wyobrażam mieszkania z rodzicami w moim wieku. W ogóle bardzo lubię mieszkanie samemu, nawet jak miałem wspólokatorów jakiś czas to cierpiałem jako osoba nieśmiała i zamknięta w sobie.

Wszystkie plusy i minusy, które wymieniłeś są prawdziwe, ale czy brak obiadów domowych to taki problem? Tym lepsze później będą jak kogoś odwiedzisz albo sam się nauczysz.

Do plusów dodałbym, że relacje z rodziną prawdopodobnie Ci się poprawią jak będziesz ich rzadko widywał. Tak co najmniej jest w moim wypadku ale słyszałem, że to normalne

Do minusów z kolei brak wsparcia od kogokolwiek skoro tak jak gdzieś wyczytałem, nie masz dobrych przyjaciół (skądś to znam) ani kobiety w swoim życiu.

Musisz sobie przekalkulować jak bardzo zależy Ci na tych plusach i czy dasz sobie radę z minusami. Nie chciałbym Ci źle doradzić bo każdy jest inną osobą i to co u mnie zadziałało dobrze u Ciebie może nie wypalić z jakiegoś powodu.
 
     
liliana 
Aktywny



Dołączyła: 02 Wrz 2014
Posty: 214
Wysłany: 2015-02-21, 14:01   

Ja też sobie nie wyobrażam już mieszkania z rodzicami, ale jestem przed 40. W końcu musi nadejść ta pora, kiedy pisklę się usamodzielnia. Ja bym brała tę robotę bez zastanowienia, w końcu w dzisiejszych czasach trudno o pracę za rozsądne pieniądze. Brak domowych obiadów to dla mnie najmniejsza przeszkoda, po jakimś czasie można nauczyć się kupować i przygotowywać jedzenie dla jednej osoby, zwłaszcza, że można z góry (np. w weekend) ugotować więcej i pomrozić sobie porcje.
 
     
Bari 
Częsty bywalec



Wiek: 22
Dołączył: 08 Cze 2013
Posty: 515
Wysłany: 2015-02-22, 00:56   

Minusem jest ogólnie więcej spraw na głowie. Oprócz gotowania dochodzi jeszcze zmywanie, pranie i sprzątanie. Mniej kasy - fakt, ale w pewnym wieku i tak trzeba się wyprowadzić, bo staje się to po prostu niewygodne (ja to jeszcze mam przed sobą, więc korzystam póki mogę). I nie chodzi o sam fakt możliwości imprezowania, swobody. Trzeba nauczyć się żyć samodzielnie, nikt nie będzie żył wiecznie i kiedyś nie będzie można liczyć na pomoc rodziców, dlatego trzeba wziąć odpowiedzialność za siebie, zbierać doświadczenie życiowe, by w przyszłości mogło zaprocentować.
 
     
kochamma
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-22, 01:24   

nie chodzi mi głównie o takie ogólniki typu nie ma obiadu, tylko bardziej tak wewnętrznie jak wy sie zmieniliście po przeprowadzce. teraz dużo czasu soedzam z rodzicami, zwykle jak jestem wieczorem to ogląda sie zawsze jakiś film czy coś na discovery razem. mieszkając samemu jest szansa ze zamiast siedzieć samemu w domu i mieć kase będe siedział samemu w mieszkaniu bez kasy. niby zawsze można wrócić, ale z tego co mi znajomy mówił to nie ma powrotu, bo będzie cały czas gadanie w stylu no pokazałeś swoją dorosłosć ze wracasz teraz, a nie mówiłam itp.
trinael czemu ty się wyprowadziłeś z domu ? miałeś kłopoty z rodzicami ? jak się zmieniłeś po wyprowadzce ?
 
     
kochamma
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-22, 01:47   

jak zaczołem wiecej zarabiać to miałem aspiracje żeby pomóc rodzicom finansowo, żeby lepiej im się żyło. ale oni nie chcą takiej pomocy. chciałem dołożyć do wymiany dachu to usłyszałem że to za dużo zachodu, załatwiania, chciałem kupić im nowe meble to usłyszałem ze te nowe są chujowe bo płytkie i z tektury a te stare są super i z drewna.
też troche mi bedzie szkoda zostawiać mamę, bo będzie sama tak naprawdę. tata jest w domu od poniedziałku do czwartku, przyjeżdża koło 17 zje obiad i idzie spać.
 
     
Tirnael 
Nowy

Wiek: 31
Dołączył: 03 Lut 2015
Posty: 49
Wysłany: 2015-02-22, 11:20   

U mnie w rodzinie jest bardzo dziwne nastawienie, nawet po wielkich kłótniach na drugi dzień (albo w ekstremalnych przypadkach kilka dni później) wszystko jest zapomniane.
Rodzice do 23 roku życia ciągle próbowali mieć na mnie wpływ nie rozumiejąc, że to wiek w którym jednak powinno się decydować za siebie. Wtedy już się trochę poddawali ale ciągle próbowali narzucać mi religię, odciągnąć od komputera (dzięki któremu teraz zarabiam na życie). Matka potrafiła mi godzinami biadolić co ze mną będzie, żebym zabrał się za siebie, do tego stopnia, że żaden normalny człowiek raczej by nie wytrzymał. I tak dzień w dzień.

Jak się zmieniłem ? W stosunku do siebie nijak - mam po prostu ciszę i spokój i wolność, które uwielbiam, w stosunku do rodziców potrafię być bardziej miły, kiedyś tego nie potrafiłem, tak jak mówię, na odległość relacje bardzo się poprawiły. O religii ani siedzeniu przy komputerze prawie nie słyszę, zdali sobie sprawę, że mają już 0 kontroli i się z tym pogodzili. Tym bardziej jak widzą, że radzę sobie doskonale (nie licząc tego że jestem samotny co oczywiście przez telefon za każdym razem muszą wspomnieć)

Na tym etapie nie mam już rad, dlatego podzieliłem się tylko jak to było u mnie
 
     
liliana 
Aktywny



Dołączyła: 02 Wrz 2014
Posty: 214
Wysłany: 2015-02-22, 12:10   

kochamma napisał/a:
nie chodzi mi głównie o takie ogólniki typu nie ma obiadu, tylko bardziej tak wewnętrznie jak wy sie zmieniliście po przeprowadzce. teraz dużo czasu soedzam z rodzicami, zwykle jak jestem wieczorem to ogląda sie zawsze jakiś film czy coś na discovery razem. mieszkając samemu jest szansa ze zamiast siedzieć samemu w domu i mieć kase będe siedział samemu w mieszkaniu bez kasy. niby zawsze można wrócić, ale z tego co mi znajomy mówił to nie ma powrotu, bo będzie cały czas gadanie w stylu no pokazałeś swoją dorosłosć ze wracasz teraz, a nie mówiłam itp.
trinael czemu ty się wyprowadziłeś z domu ? miałeś kłopoty z rodzicami ? jak się zmieniłeś po wyprowadzce ?


Wiesz, wyprowadzka z rodzinnego domu na własne włości x lat temu była jak przygoda. Żyło mi się bardzo dobrze, to było jak 10 lat euforii. Wszystko się układało, do czasu. Niezły szok przeżyłam dopiero przy zakończeniu związku i jednoczesnej utracie pracy, właściwie to było dla mnie wkroczenie w prawdziwą dorosłość. Choć się broniłam przed tym i nie chciałam tego, musiałam od nowa nauczyć się żyć, na własną rękę, z wyłączną moją odpowiedzialnością za siebie, dwójkę dzieci i dom. Nauczyłam się od nowa planować wydatki, gospodarować budżetem (zaczęłam prowadzić mini księgowość dla domu tzn. zapisywać przychody i wydatki z podziałem na jedzenie, media, paliwo, ubrania i buty, inne) Dzięki temu wiem, ile mi zostaje w miesiącu, ile mogę odłożyć, ile wydałam na przyjemności. Sprzątanie, gotowanie, koszenie trawnika, zajmowanie się ogrodem nie jest dla mnie dużym problemem, robiłam to w domu rodzinnym, robię i teraz. Dzieci są coraz starsze, więc powoli w obowiązki domowe wciągam synów. Były partner płaci alimenty na dzieci i odwiedza je dwa razy w miesiącu, ale jest to jedyny jego wkład w ich wychowanie. Na codzień z wszystkimi obowiązkami typu zawiezienie do szkoły, odbiór, odrabianie lekcji, wożenie na dodatkowe zajęcia jestem zdana na siebie.
Stres na początku związany z zdradą, nagłą utratą pracy i partnera był tak duży, że nie wytrzymałam tego i na trzy miesiące wylądowałam w szpitalu. Długo szukałam swojego miejsca w nowej rzeczywistości, chyba ze 3 lata, aż wreszcie gdzieś od roku czuję się pogodzona z losem i uspokojona. Jedyna moja zmora, którą pewnie kiedyś przyjdzie mi przerobić, to znowu utrata pracy, ale na razie odsuwam od siebie tę myśl. Stałam się twardsza, bardziej niezależna, odporniejsza na opinie innych o mnie (zwłaszcza te negatywne), zdałam sobie sprawę z tego, że życiu niestety można ufać i polegać tylko na sobie.
Dlatego myślę, że nie ma co się za bardzo martwić z góry. Dasz radę. A mama - cóż, tak jak Ty, będzie musiała dojrzeć do Twojej decyzji o wyfrunięciu z gniazda.
Ostatnio zmieniony przez liliana 2015-02-22, 12:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
kochamma
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-22, 21:09   

czym dłużej się nad tym zastanawiam upewniam się ze decyzja o przeprowadzce jest słuszna. nie mam teraz znajomych ok - ale gdy zapraszam kogoś to siebie to nie czuję się komfortowo. bo wszystko słychać, rodzice się kręcą cały czas za drzwiami. wujek gada z psami i co chwila wpuszcza je do nas. browary czy wódka absolutnie - nie będzie z domu meliny.
sytuacja jest tak dalko posunięta ze nawet przez tel nie moge spokojnie pogadać. zaraz jest kto dzownił albo nawiazywanie do tego co gadałem. dziś np umawiałem się z gosciem ze mu oddam 50 zł(jego pół dniówki było na moje konto przelane) a to już awantura że sie pożyczam itp.
subwoofer mi sie zepsuł - rzecz martwa, psują się zdarza sie. tylko boje sie o tmy powiedzieć rodzicom bo będzie nadawanie od taty że on miał fajny sprzęt to sprzedałem i kupiłem gówno, mamy od zawsze mówiłam ze niepotrzebnie kupowałeś, lepiej pójsć na kurs tanca. np chciałbym zamienić zestaw stereo na kino domowe ale też będzie dgeranie cały czas że źle kupiłem ze marnuje kase itp.
jedynym czynnikiem przeciwno przeprowadzce była moja obawa samotnosći, ale spojrzałem na to z innej strony. gdybym sie rpzeniósł tam gdzie cche to w odległosci 10 min pieszo mam dwa kluby sportów walki, basen, fitness, dwie siłownie, wielki park gdzie można pobiegać czy pójsć na spacer. dodatkowo galeria jest blisko czy tesco czynne do 24 to z zakupami nie ma problemu, a i kino jest, czy fajna knajpa. osiedl tam dużo to napewno sie znajdzie coś, a do centrum 20 min busem. super byłoby tam mieszkać. nie bee samotny. teningi są codziennie wieć nie będzie sytuacji ze siedze sam wieczorem w mieszkaniu tylko pójdę na trening, albo ewentualnie sam na siłkę czy basen. będe miał darmowego multisporta wieć jak chce to moge mieć 50 treningów w tygodniu. po treningach mogę się zgadać z kimś. napewno mam więkze szanse poznać kogoś w miescie niż tam. poznam kogoś w pracy, mam znajomych z tej obecnej pracy, ze studiów, wieć gorzej raczej nie będzie.
rodzice też zyskają. często sie kłócą i muszą siedzieć potem w jednym pokoju. po mojej wyprowadzce będzie jeden pokój wolny wiec jak tata się uchla czy po kłótni będzie mógł ktoś przekimać u mnie.
byłem dzisiaj na spacerze w lecie i zastanawiałem się długo nad powodem mojego niezrozumienia z mamą. wydarzyło się wiele złych rzeczy miedzy nami, ale wiele zostało wyolbrzymionych przez mamę. nie byłem idealnym synem, ale doszedłem do wniosku ze to nie ejst nikogo wina te relacje. po prostu uważam ze mama i ja mamy zupełnie inne charaktery i nie pasujemy do siebie. mama jest grzeczna i była a ja nie jestem. wydaje mi się że gdyby nie było tych wszysckih złych rzeczy to i tak nie mielibyśmy dobrych relacji.
jak się wyprowadze to też chyba polepszy nasze relacje .
jak wygląda sprawa z pieskiem w mieszkaniu ? nie ma problemu z tym ?
 
     
En-ka 
Nowy

Dołączyła: 17 Lut 2015
Posty: 4
Wysłany: 2015-02-23, 20:55   

Wyprowadzka, to fajna rzecz. Ja przestałam się kłócić z mamą, polepszyły się nasze relacje, na swoim jakoś tak fajniej jest dbać o "swoje". Wszystko jest po mojemu. Teraz, gdy wracam do domu, to dziwnie się czuję, jak ktoś KAŻE mi posprzątać, albo że to ma leżeć tu, a to tam. Swoboda działania w codziennych sytuacjach, typu wyjście na spontaniczną imprezę w środku nocy, też jest fajna. Z drugiej jednak strony brakuje mi często dawnego życia. Dużo bardziej teraz doceniam dźwięki mamy krzątającej się po kuchni, gdy się budzę, zapach gotującego się obiadu i chwile, kiedy znowu jestem jak małe dziecko, które mamusia przytuli, gdy płaczę.
Niestety "dorosłość" na tym polega i trzeba się pogodzić, że taka jest kolej rzeczy i już :) gdybym została w domu wiele by mnie ominęło, nie mogłabym się tyle o sobie nauczyć.
 
     
Johnston 
Milczący


Wiek: 22
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 59
Wysłany: 2015-02-24, 12:05   

Ja bym chciał zamieszkać sam. To by było cudne, co prawda brak obiadów,nic się samo nie wypierze, ale co z tego. Dałbym radę.

Mimo, że często narzekam na samotność paradoksalnie ją sobie cenię. Mieć jakąś pracę, która przynajmniej by mnie nie wkurzała, jakiś własny kąt, który mógłbym sobie jakoś urządzić i trochę wolnego czasu, bym mógł go wykorzystać na realizowanie pasji i przeksztalcac ją w formę zarobkową.
_________________
Pogadam z kimś z chęcią. PW.
 
     
kochamma
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-03, 01:02   

temat przeprowadzki trochę się opóźnił bo nie dostałem się do straży. za pare miesięcy spróbuje znów. szkoda bo nastawiłem się już na tą pracę tam i przeprowadzkę za rok
 
     
Vyar 
Częsty bywalec



Wiek: 29
Dołączyła: 22 Cze 2013
Posty: 919
Skąd: Mar Vanwa Tyalieva
Wysłany: 2017-04-05, 19:46   

Samodzielność jest świetna - masz własną przestrzeń, w którą nikt nie ingeruje, swoją "kryjówkę", sam ustalasz sobie plan dnia i nikt, kto ma na to lepszy pomysł nie może tego zmienić - to odczułam najbardziej jako córka kobiety, która uwielbia kontrolować wszystko, łącznie z godzinami wstawania z łóżka i kładzenia się, oczywiście wedle własnych chęci.
Obiady - wiele trzeba się nauczyć, ale wtedy już jesz co chcesz, a nie to, co ci dadzą. To o wiele lepiej. I tak, gotowanie tylko dla siebie ma sens.
Pieniądze - tak, mniej. Ale warto.

Minusy? Jeszcze większa samotność.
Jestem skrajną introwertyczką, a jednak kilka miesięcy powrotów po ciężkiej pracy w puste, zimnie i ciemne cztery ściany były dla mnie wykańczające psychicznie. Zadecydował mały wypadek, poślizgnięcie się na mokrych kafelkach i uderzenie głową o kant drzwi. Nikt by mnie nie usłyszał, sąsiedzi za grubą ścianą, nikt nie sprawdzi, czy wszystko w porządku.
Czy też wtedy, gdy w środku nocy wyobraźnia podsuwała jakieś straszne obrazy... podobno tylko dzieci tak mają, ale to nie prawda. Boisz się i koniec, nic tego lęku nie rozprasza.
Największy epizod depresji miałam właśnie wtedy, gdy już od jakiegoś czasu mieszkałam sama. Teraz dbam o to, żeby być bliżej ludzi, nawet jeśli miałabym być tylko "obok" nich, nie z nimi.
_________________
Hai-ho, hai-ho, and off to hell you go...
Ostatnio zmieniony przez Vyar 2017-04-05, 19:48, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Satan'sLittleHelper 
Aktywny


Wiek: 25
Dołączyła: 16 Mar 2014
Posty: 475
Wysłany: 2017-04-16, 15:32   

Nie wiem czemu wśród minusów pojawił się brak kasy :lol: Jak mieszkałam sama to właśnie wtedy miałam najwięcej kasy na koncie, po przeprowadzce do mamy, kiedy ojciec zmarł, nagle okazało się, że trzeba się do wszystkiego dokładać.
Samej byłam bogatsza :lol:
 
     
Liam
Milczący


Dołączył: 03 Kwi 2017
Posty: 62
Wysłany: 2017-04-17, 20:02   

Po kilku latach poza domem rodzinnym nie wyobrażam sobie mieszkania tam. Wróciłem wczoraj i z rana od razu pojawiło się "NIEEE".

Pracuję 14-22 i zazwyczaj kładę się spać 1-4 nad ranem. Posiedziałem dłużej, od rana rozmowy, ktoś otwiera szafki, zamyka, jest głośno, potem wbija do pokoju, gdzie śpię itd itd. Następnie klasyczna prośba "zawieź mnie do...". I tak po 6 godzinach snu z przerwami, bo ktoś zostawił w pokoju telefon z włączonym budzikiem na 5:30, wstałem z łóżka w potwornym humorze. Ledwo rozpoznałem swoją twarz w lustrze. :D

Wylot z gniazda jak najbardziej na plus! :-D
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Samotność Forum © 2011 - 2013
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Serwisu Google XML RSS