Samotność - forum psychologiczne na temat samotności - dla wszystkich samotnych i osamotnionych - samotnosc

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Chat Gry RejestracjaZaloguj

Samotność

Psychologiczne forum dyskusyjne związane z tematem samotność, osamotnienie - na temat samotności dla wszystkich samotnych i osamotnionych.

Poprzedni temat «» Następny temat
Samotność z wyboru czy z przymusu?
Autor Wiadomość
Naznaczony
Nowy

Dołączył: 17 Maj 2017
Posty: 3
Wysłany: 2017-05-17, 13:07   Samotność z wyboru czy z przymusu?

Od dawna nie pisałem to co we mnie siedziało szczerze i głęboko. Od dawna też mam poczucie, że piszę to wszystko, nie zważając na nic. Nie pisze tego kierując się rozumem, jak to miało dotychczas, tylko wszystko to wypływa z mojego wnętrza, a przede wszystkim tym co prawdziwe.
Jakiś czas temu przerwałem studia i byłem w dołku psychicznym. Nie bardzo wiedziałem co ze sobą zrobić. Znalazłem jednak pocieszenie w książkach duchowych. Wywarły we mnie niesamowite wrażenie i zmieniły ogólnie mój światopogląd. Dużo lepiej radzę sobie dzięki temu ze swoimi emocjami i panuje nad sobą. Odkrywanie samego siebie, demaskowanie moich iluzji, oczyszczanie umysłu, praktyki które pomagały być mi Tu i Teraz, wszystko to sprawiło, rutynowe zadania które wykonuje codziennie sprawiło, że do szczęścia nie było mi nic potrzebne. Wszystko robiłem to po to by spełnić kiedyś w dalekiej przyszłości moje marzenie o domku nad jeziorem, pełni przebudzony.Chciałem tylko cieszyć się tym co mam, z optymizmem podchodzić do wszystkiego i starać się obdarowywać innych.

Pomimo tego jak bardzo duchowość mi pomogła i pomaga nie sprawiła, że moje relacje z ludźmi się poprawiły. Nawet bym powiedział, że się pogorszyły. Usunąłem się w cień, zerwałem wszelkie kontakty z prawie wszystkimi ludźmi z którymi miałem styczność i wszedłem w samotność. W sumie to i tak prędzej czy później by to wszystko runęło, bo i tak zbyt duża odległość nas dzieliła odkąd rzuciłem studia ale nie chciałem z nimi utrzymywać żadnego kontaktu. Czułem, że sam sobie przeczyłem zadając się z nimi. Zawsze czułem skrępowanie i nie czułem się wśród nich dobrze, oraz czułem się gorszy przy nich. Zadawałem się z nimi by ukoić pustkę, która we mnie siedziała. W głębi serca cały czas czułem się samotnie. Później tak jak wspomniałem zerwałem z nimi kontakt i znalazłem ukojenie w duchowości…..jednak do czasu gdy przeczytałem niedawno kolejną książkę, Kurację według Schopenhauera. Jest to opowieść o terapeucie który prowadzi grupę terapeutyczną. Pewnego razu zapada na ciężko chorobę i lekarze dają mu tylko rok życia. Przez to wszystko poczuł się niespełniony zawodowo. Chciał się dowiedzieć co się stało z pacjentem któremu kiedyś nie pomógł w pozbyciu się seksoholizmu,. Okazało się, że świetnie sobie poradził. Znalazł ukojenie w Schopenhauerze i biblioterapii. Został dzięki temu filozofem. Od razu wiedziałem, że ta książka musi być ciekawa, bo wyczułem duże podobieństwo między nim, a nim. Nie będę zanudzał co się dalej. Przejdę do zakończenia książki. Skończyło się tak, że pod wpływem terapii Phillip(gość który jest tym filozofem) zrozumiał, że powodem jego problemów w relacji międzyludzkich jest to, że nigdy nie czuł się kochany, ani też nigdy nie kochał nikogo. Poryczałem się jak bóbr gdy to przeczytałem, pierwszy raz od bardzo dawna. Nie spałem całą noc przez to. Zrozumiałem, że jestem dokładnie taki sam jak ten człowiek opisany w książce. Nigdy nie czułem by ktoś mi pomógł z czystego serca, lub ktoś mi pomógł ze zwykłej bezinteresowności. Nie mówię oczywiście, że nikt mi nie pomagał w ten sposób ale zawsze czułem w takiej osobie jakiś skryty cel. Zdarzało się, że widziałem w tym zwykłą głupotę lub to, że ktoś daje się wykorzystywać. Nigdy tego nie lubiłem. U rodziców też nigdy nie widziałem miłości tylko kłótnie i użeranie ze sobą. Są toksyczni i zawsze marzyłem o tym by się od nich uwolnić. Nie raz musiałem byłem zmuszony do ich gierek. Zawsze to ja musiałem okłamywać tatę który siedział za granicą, że mama siedzi w domu, a tak naprawdę była gdzieś indziej. Wszystko po to by tata się „nie czepiał”. Pełniłem też rolę „worka treningowego”. Jeśli ktoś miał zły dzień to było to moją winą(dlatego jak płachta na byka działają na mnie „humory” kobiet)Oczywiście mam 22 lata i powinienem już o tym zapomnieć, przeszłości już nie da rady zmienić i zapomniałem…do tego momentu. Wspominam o tym, bo to oni są winni tego,że tak postrzegam świat. Zwykłe okłamywanie ,życie bez żadnej głębi, i żyć na zasadzie „aby do pierwszego”. Wszystko to w imie egoistycznych pobudek(moja mama jest materialistką i brzydzę się pieniędzmi).
Teraz jestem na drugich studiach,ale te studia to jakaś porażka jest. Od niedawna już praktycznie z nikim nie zadaje się na dłuższą metę. Zadawałem się z jednym kolesiem ale zerwałem z nim kontakt. Wkurzało mnie ta jego arogancja,wywyższanie się,prostactwo i rządzenie innymi. Zwykły bogaty laluś,cwaniaczek który do swej niekompetencji dorabia ideologię zamieniającą gówno w czekoladę.Teraz jedyne co mnie łączy z grupą to wyłącznie sprawy uczelniane. Wczoraj chciałem iść na spotkanie w którym nauczyłbym się czegoś o fotografii. Byłem już przed budynkiem...gdzie zrezygnowałem z pójścia na spotkanie. Czuje się zagubiony i nie wiem co ze sobą zrobić.
 
     
totylkoja 
Nowy

Dołączyła: 28 Paź 2017
Posty: 11
Wysłany: 2017-10-28, 19:42   

Masz święte prawo czuć się pokrzywdzony przez rodziców. Tak nas właśnie wychowano... W domu niepełnych rodzin- bo wyjazd za granicę, bo rozwód. I oczywiście nie ma nic złego w pracy za granicą, ale wtedy ciężko o prawdziwą bliskość, a co za tym idzie miłość. Nie nauczono nas pokazywania emocji- ba! Kazano je ukrywać, dusić w sobie, tłamsić i dławić się łzami w samotności w cichym zakamarku. Masz prawo czuć do nich żal, ale powinieneś wziąć w ręce swoje własne życie, którym żyjesz teraz- bo rodzice zrobili już swoje, a teraz Ty musisz to przepracować i przejść przez to, żeby żyło Ci się wspaniale samemu ze sobą. Bo o to tu tak naprawdę chodzi. Dopóki sam nie zaczniesz kochać sobie, dopóty ten świat i życie będą dla Ciebie niekochane. Długa droga przed Tobą, ale jakże warto... Przypomnij sobie w jakiej sytuacji poczułeś się skrzywdzony przez mamę czy tatę? Pozwól sobie na słuszny gniew lub łzy lub inne oznaki Twoich emocji, wyrzuć je z siebie, bo masz takie prawo- wtedy Ci je odebrano, ale teraz jesteś dorosły i sam możesz o sobie zadecydować. Płacz, krzycz, rób to wszystko przypominając sobie te okropne sytuacje, a z czasem przyjdzie ulga- bo wreszcie ktoś Cię wysłucha- i to będziesz właśnie Ty sam- dorosły mężczyzna. Ja zrobiłam to wszystko. Nadal czasem przypominam sobie pewne wydarzenia i pozwalam je sobie opłakać i przytulam siebie mocno, z całego serca... to małe dziecko, niewysłuchane przez rodzica, ale teraz w dorosłym życiu wysłuchane przez dorosłą mnie.
Życzę Ci powodzenia, pozdrawiam.
 
     
hmmmm
Nowy

Dołączył: 05 Paź 2017
Posty: 4
Wysłany: 2017-10-31, 10:07   

totylkoja napisał/a:
Kazano je ukrywać, dusić w sobie, tłamsić i dławić się łzami w samotności w cichym zakamarku.

Pozwól sobie na słuszny gniew lub łzy lub inne oznaki Twoich emocji, wyrzuć je z siebie, bo masz takie prawo- wtedy Ci je odebrano, ale teraz jesteś dorosły i sam możesz o sobie zadecydować. Płacz, krzycz, rób to wszystko przypominając sobie te okropne sytuacje, a z czasem przyjdzie ulga- bo wreszcie ktoś Cię wysłucha- i to będziesz właśnie Ty sam- dorosły mężczyzna. Ja zrobiłam to wszystko. Nadal czasem przypominam sobie pewne wydarzenia i pozwalam je sobie opłakać i przytulam siebie mocno, z całego serca... to małe dziecko, niewysłuchane przez rodzica, ale teraz w dorosłym życiu wysłuchane przez dorosłą mnie.
Życzę Ci powodzenia, pozdrawiam.


Dokładnie tak! To moze nawet zająć lata(mi zajęło) ale potem jest juz spokój.

Trochę Ci zazdroszczę tej duchowości o której piszesz, ja jestem "obrażona" na swiat, Boga, czy cokolwiek co zarządza tutaj i nie chcę wierzyć ze to co dzieje ma jakis sens, wystarczy rozejrzeć sie dookoła ile jest syfu. My i tak żyjemy w spokojnej części świata.

Co do znajomych; często przyciągamy toksyków jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do toksycznego środowiska (dom). Niczego innego nie znamy, pociągają nas te osoby, które pasują do znanego schematu. My sami się tez tak zachowujemy, ze pasujemy im. Koło się zamyka. Ale to chyba dobrze oczyścić otoczenie i pobyć samemu, żeby wiedzieć potem co nam osobiście jest potrzebne.
Ostatnio zmieniony przez hmmmm 2017-10-31, 10:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
długopis 
Aktywny


Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 404
Wysłany: 2017-12-03, 13:06   Re: Samotność z wyboru czy z przymusu?

Naznaczony napisał/a:
zamieniającą gówno w czekoladę.

Z początku czytając myślałem, że to jakaś nudna duchowość, ale taką to ja rozumiem.

A tak serio to w oswajaniu się ze swoją historią pomaga jej opowiadanie lub jej spisanie. Możesz nawet spisać i nikomu nie pokazywać, ale za to przeczytać ją po jednym razie w każdym z następnych 30 albo 50 dni. Z każdym razem będziesz się coraz bardziej oswajał.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Samotność Forum © 2011 - 2013
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Serwisu Google XML RSS