Samotność - forum psychologiczne na temat samotności - dla wszystkich samotnych i osamotnionych - samotnosc

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Chat Gry RejestracjaZaloguj

Samotność

Psychologiczne forum dyskusyjne związane z tematem samotność, osamotnienie - na temat samotności dla wszystkich samotnych i osamotnionych.

Poprzedni temat «» Następny temat
Wasza historia samotności...
Autor Wiadomość
Furia 
Początkujący


Wiek: 34
Dołączyła: 26 Wrz 2012
Posty: 120
Skąd: Kraków
Wysłany: 2012-10-01, 18:23   

Anulek mam podobnie.
Tylko moi znajomi dodatkowo zaczlei sie rozmnazac wiec wogole katastrofa.
Gdzies na jakims kwejku widzialam obrazek z hasle:
"Dlaczego nikt mi nie powiedzial, ze po 25 roku zycia prawie nie mozliwe jest poznanie kogos nowego?"
_________________
Poza tym jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada cicho na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.
 
     
anulek 
Nowy

Wiek: 30
Dołączyła: 29 Wrz 2012
Posty: 36
Wysłany: 2012-10-01, 18:53   

Furia napisał/a:
Anulek mam podobnie.
Tylko moi znajomi dodatkowo zaczlei sie rozmnazac wiec wogole katastrofa.
Gdzies na jakims kwejku widzialam obrazek z hasle:
"Dlaczego nikt mi nie powiedzial, ze po 25 roku zycia prawie nie mozliwe jest poznanie kogos nowego?"


Proszę, nie mów mi o rozmnażaniu... Odkąd moja siostra jest w ciąży, już totalnie nie ma dla mnie czasu...
_________________
So please believe your eyes, a sacrifice,
is not what we had in our minds,
I'm coming home tonight, home tonight
 
     
Karolina
[Usunięty]

Wysłany: 2012-10-01, 19:12   

anulek napisał/a:
Ja od zawsze byłam trochę na uboczu, po prostu nie przepadałam za ludźmi ze swojej szkoły. Wyjątek stanowiły (jak sama określam) złote lata liceum, kiedy naprawdę miałam przyjaciół. Teraz wszyscy zaczynają żyć własnym życiem. Niby dalej się spotykamy, ale już rzadko. Tak samo jest w moim domu, niby zawsze dom pełen ludzi, ale każdy jest zajęty swoimi sprawami. Najgorsze są różne imprezy. Wszyscy są tam "sparowani" a ja jak ostatnia ofiara siedzę sama. Tak mnie to dołowało, że przestałam chodzić na tego rodzaju spotkania. Przepraszam, że tak narzekam, ale ostatnio zły humor i samotność coraz bardziej mi doskwiera, a nie mam się komu na ten temat wygadać...


O kurcze...jakbym czytała o sobie :ysz:
W moim wieku 3/4 znajomych ma już pozakładane rodziny, a reszta przeważnie jest w szczęśliwych związkach, które ku temu zmierzają. Na imprezach zawsze jestem jedyną "niesparowaną", ale gdybym zrezygnowała z wyjść ze znajomymi to prawdopodobnie zwariowałabym sama ze sobą. Myślę, że też dużo zależy od ludzi z którymi spędzamy czas. Moi znajomi podczas wspólnych wyjść nie są zajęci tylko swoimi partnerami i nie dają mi odczuć tej "nieparzystości". Może postaraj się przełamać? Musisz też pogodzić się z tym, że czym będziesz starsza, tym więcej ludzi w Twoim otoczeniu będzie mieć własne rodziny i mniej czasu dla Ciebie. Taka jest (niestety) kolej rzeczy. Nie ma wyjścia - trzeba się z tym pogodzić i w najlepszy z możliwych sposobów odnaleźć :usmiech:

P.S. Tutaj zawsze możesz się "wygadać", pamiętaj :przytul:
 
     
Furia 
Początkujący


Wiek: 34
Dołączyła: 26 Wrz 2012
Posty: 120
Skąd: Kraków
Wysłany: 2012-10-01, 19:15   

Nie ma to jak byc odpadem 3ciego sortu:D
_________________
Poza tym jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada cicho na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.
 
     
anulek 
Nowy

Wiek: 30
Dołączyła: 29 Wrz 2012
Posty: 36
Wysłany: 2012-10-01, 19:17   

Właśnie tak coraz częściej się czuje...
_________________
So please believe your eyes, a sacrifice,
is not what we had in our minds,
I'm coming home tonight, home tonight
 
     
iskierka503 
Częsty bywalec


Wiek: 28
Dołączyła: 02 Paź 2012
Posty: 507
Wysłany: 2012-10-02, 20:37   

jestem nowa i tak przegladam pokolei tematy,czytam i czytam, zycie rozne scenariusze pisze....myslalam ze ja mam zle ale widac niezupelnie.

u mnie to wszystko jest skomplikowane, sama sie dziwie jak moge w tym uczestniczyc.
mam 21 lat i jestem w zwiazku od 10lat, tak, sama sie dziwie jak to jest mozliwe... i jak to wiadomo bywalo roznie lepiej, gorzej, jednak chyba wiele mnie ominelo przez te lata.....pierwsze 4,5lat to byla zwykla szczeniacka dziecinada, tak mi sie wydaje... pozniej kiedy juz nie bylam taka typowa malolatka zwiazek byl nadal.... i tak sie potoczylo do dnia dziesiejszego.... tyle ze od dluzszego czasu(ok 3miesiecy) to juz nie jest to co bylo.... nie wiem z czego to wynika,ale w nim sie chyba juz wszystko wypalilo....przestal okazywac uczucia, checi do wyjscia do kina,na spacer, czy cokolwiek w tym stylu. wczesniej widywalismy sie codziennie nawet po 8 godzin,a teraz..... dwa razy w tyg po 3 godziny i to spotkanie jest raczej na poziomie znajomych....i tu zaczela sie moja samotnosc.... nie jestem z tych ktore prosza sie o milosc, jakos to akceptuje ale jestem swiadoma ze chyba to juz jest poprostu kwestia krotkiego czasu i sie pozegnamy,wiec czeka mnie duzo smutku,lez,tesknoty i wszystkiego zwiazanego z rozstaniami. ja po takich zmianach nie mam co ze soba robic w puste popoludnia i wieczory,wiec je przesypiam. imprez nie lubie,nie mam gdzie poznawac nowych ludzi. znajomych mam, malo, ale mam tyle ze oni nie maja czasu, wiadomo maja swoich partnerow wiec po co im "singielka" obok, skoro lepsze sa wieczory z ukochanym. w sumie chyba ich rozumiem, sama przez ten zwiazek wiele znajomosci zaprzepaściłam.
nie ma co sie wiecej rozpisywac bo moglabym pisac cala noc i i tak wszystkiego bym nie napisala... nudna sprawa....
 
     
Sen
[Usunięty]

Wysłany: 2012-10-02, 21:07   

iskierka503 napisał/a:
nudna sprawa....


tutaj nie ma nudnych spraw D: każda jest ważna i warta podzielenia się i przemyślenia. Jak sama stwierdziłaś, straciłaś wiele lat. Nie oceniam oczywiście, ale sama doszłaś do tego wniosku. W sumie odpowiedziałaś sobie na wszystkie "niby" pytania. To jest raczej przyzwyczajenie, a nie związek.

Chyba czas na pozytywną zmianę : )
Ostatnio zmieniony przez Sen 2012-10-02, 21:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
iskierka503 
Częsty bywalec


Wiek: 28
Dołączyła: 02 Paź 2012
Posty: 507
Wysłany: 2012-10-02, 21:14   

Sen napisał/a:
iskierka503 napisał/a:
nudna sprawa....


tutaj nie ma nudnych spraw D: każda jest ważna i warta podzielenia się i przemyślenia. Jak sama stwierdziłaś, straciłaś wiele lat. Nie oceniam oczywiście, ale sama doszłaś do tego wniosku. W sumie odpowiedziałaś sobie na wszystkie "niby" pytania. To jest raczej przyzwyczajenie, a nie związek.

Chyba czas na pozytywną zmianę : )


kurcze chyba masz racje.... tylko strasznie ciezko jest mi stanac przed nim spojrzec w oczy i oficjalnie to zakonczyc... w sumie nawet nie wiem czy ja tego chce,boje sie tez ze bede tego zalowala,ze moze to tylko przejsciowe, napewno jest w tym przyzwyczajenie,ale z mojej strony milosc tez jest.....nie zaluje tych lat z nim, zaluje tylko ze wiele rzeczy mnie ominelo podczas tego zwiazku i to z mojego wyboru bo on mi niczego nie zabranial.
 
     
Sen
[Usunięty]

Wysłany: 2012-10-02, 21:23   

iskierka503 napisał/a:
Sen napisał/a:
iskierka503 napisał/a:
nudna sprawa....


tutaj nie ma nudnych spraw D: każda jest ważna i warta podzielenia się i przemyślenia. Jak sama stwierdziłaś, straciłaś wiele lat. Nie oceniam oczywiście, ale sama doszłaś do tego wniosku. W sumie odpowiedziałaś sobie na wszystkie "niby" pytania. To jest raczej przyzwyczajenie, a nie związek.

Chyba czas na pozytywną zmianę : )


kurcze chyba masz racje.... tylko strasznie ciezko jest mi stanac przed nim spojrzec w oczy i oficjalnie to zakonczyc... w sumie nawet nie wiem czy ja tego chce,boje sie tez ze bede tego zalowala,ze moze to tylko przejsciowe, napewno jest w tym przyzwyczajenie,ale z mojej strony milosc tez jest.....nie zaluje tych lat z nim, zaluje tylko ze wiele rzeczy mnie ominelo podczas tego zwiazku i to z mojego wyboru bo on mi niczego nie zabranial.


No to przykro mi to mówić, ale to też nie jest miłość, to uzależnienie od partnera, nie fizyczne, ale psychiczne (wnioskuję tak po sposobie w jaki opisujesz swój związek). Musiisz najpierw zrobić sobie może taki mały rachunek sumienia, czy coś tam wolisz, rozpiskę jakąś. Wypisz rzeczy, który mogą nie współgrać w obecnej sytuacji, a może dojdziesz do sedna sprawy i przyczyny rozpadającego się związku.

A co do twoich wyrzutów sumienia, jeśli podejmiesz decyzje o zakończeniu związku, to się troszeczkę mylisz. Wszystko zależy od jego reakcji. Jeśli wzruszy ramionami, przytaknie i powie ok, to znaczy, że postąpiłaś dobrze, bo chuja warty się okazał. Jeśli zareaguje inaczej (np złość, krzyk, żale czy nieomawiane problemy), to warto pogadać dalej i przemyśleć.

Ale tak jak powiedziałem, musisz zrozumieć różnicę miedzy miłością a uzależnieniem psychicznym od partnera.
Ostatnio zmieniony przez Sen 2012-10-02, 21:24, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
iskierka503 
Częsty bywalec


Wiek: 28
Dołączyła: 02 Paź 2012
Posty: 507
Wysłany: 2012-10-02, 21:29   

Sen napisał/a:
iskierka503 napisał/a:
Sen napisał/a:
iskierka503 napisał/a:
nudna sprawa....


tutaj nie ma nudnych spraw D: każda jest ważna i warta podzielenia się i przemyślenia. Jak sama stwierdziłaś, straciłaś wiele lat. Nie oceniam oczywiście, ale sama doszłaś do tego wniosku. W sumie odpowiedziałaś sobie na wszystkie "niby" pytania. To jest raczej przyzwyczajenie, a nie związek.

Chyba czas na pozytywną zmianę : )


kurcze chyba masz racje.... tylko strasznie ciezko jest mi stanac przed nim spojrzec w oczy i oficjalnie to zakonczyc... w sumie nawet nie wiem czy ja tego chce,boje sie tez ze bede tego zalowala,ze moze to tylko przejsciowe, napewno jest w tym przyzwyczajenie,ale z mojej strony milosc tez jest.....nie zaluje tych lat z nim, zaluje tylko ze wiele rzeczy mnie ominelo podczas tego zwiazku i to z mojego wyboru bo on mi niczego nie zabranial.


No to przykro mi to mówić, ale to też nie jest miłość, to uzależnienie od partnera, nie fizyczne, ale psychiczne (wnioskuję tak po sposobie w jaki opisujesz swój związek). Musiisz najpierw zrobić sobie może taki mały rachunek sumienia, czy coś tam wolisz, rozpiskę jakąś. Wypisz rzeczy, który mogą nie współgrać w obecnej sytuacji, a może dojdziesz do sedna sprawy i przyczyny rozpadającego się związku.

A co do twoich wyrzutów sumienia, jeśli podejmiesz decyzje o zakończeniu związku, to się troszeczkę mylisz. Wszystko zależy od jego reakcji. Jeśli wzruszy ramionami, przytaknie i powie ok, to znaczy, że postąpiłaś dobrze, bo chuja warty się okazał. Jeśli zareaguje inaczej (np złość, krzyk, żale czy nieomawiane problemy), to warto pogadać dalej i przemyśleć.

Ale tak jak powiedziałem, musisz zrozumieć różnicę miedzy miłością a uzależnieniem psychicznym od partnera.


masz racje... tyle ze od tygodnia o niczym innym nie mysle... chcialam z nim porozmawiac na spokojnie o wszystkim i tak jak mowiles w zaleznosci jak sie potoczy rozmowa dac sobie szanse lub poprostu to zakonczyc, tyle ze zawsze jak zaczynamy rozmawiac to ktos nam przeszkadza, jego matka, ojciec, moj brat, a jak juz udalo mi sie go wyciagnac jak mi sie wydawalo w odludne miejsce to spotkalismy znajomych.... a od tamtej pory on nie ma czasu sie spotkac albo ma go tak niewiele ze nawet pogadac nie ma jak... a jakos przez tel nie usmiecha mi sie tego rozstrzygac...i badz tu madrym... czasem mam ochote niczego z tym nie robic, zostawic to tak jak jest i niech sie dzieje co chce....bo poprostu brak mi sil
 
     
Sen
[Usunięty]

Wysłany: 2012-10-02, 21:33   

iskierka503 napisał/a:
Sen napisał/a:
iskierka503 napisał/a:
Sen napisał/a:
iskierka503 napisał/a:
nudna sprawa....


tutaj nie ma nudnych spraw D: każda jest ważna i warta podzielenia się i przemyślenia. Jak sama stwierdziłaś, straciłaś wiele lat. Nie oceniam oczywiście, ale sama doszłaś do tego wniosku. W sumie odpowiedziałaś sobie na wszystkie "niby" pytania. To jest raczej przyzwyczajenie, a nie związek.

Chyba czas na pozytywną zmianę : )


kurcze chyba masz racje.... tylko strasznie ciezko jest mi stanac przed nim spojrzec w oczy i oficjalnie to zakonczyc... w sumie nawet nie wiem czy ja tego chce,boje sie tez ze bede tego zalowala,ze moze to tylko przejsciowe, napewno jest w tym przyzwyczajenie,ale z mojej strony milosc tez jest.....nie zaluje tych lat z nim, zaluje tylko ze wiele rzeczy mnie ominelo podczas tego zwiazku i to z mojego wyboru bo on mi niczego nie zabranial.


No to przykro mi to mówić, ale to też nie jest miłość, to uzależnienie od partnera, nie fizyczne, ale psychiczne (wnioskuję tak po sposobie w jaki opisujesz swój związek). Musiisz najpierw zrobić sobie może taki mały rachunek sumienia, czy coś tam wolisz, rozpiskę jakąś. Wypisz rzeczy, który mogą nie współgrać w obecnej sytuacji, a może dojdziesz do sedna sprawy i przyczyny rozpadającego się związku.

A co do twoich wyrzutów sumienia, jeśli podejmiesz decyzje o zakończeniu związku, to się troszeczkę mylisz. Wszystko zależy od jego reakcji. Jeśli wzruszy ramionami, przytaknie i powie ok, to znaczy, że postąpiłaś dobrze, bo chuja warty się okazał. Jeśli zareaguje inaczej (np złość, krzyk, żale czy nieomawiane problemy), to warto pogadać dalej i przemyśleć.

Ale tak jak powiedziałem, musisz zrozumieć różnicę miedzy miłością a uzależnieniem psychicznym od partnera.


masz racje... tyle ze od tygodnia o niczym innym nie mysle... chcialam z nim porozmawiac na spokojnie o wszystkim i tak jak mowiles w zaleznosci jak sie potoczy rozmowa dac sobie szanse lub poprostu to zakonczyc, tyle ze zawsze jak zaczynamy rozmawiac to ktos nam przeszkadza, jego matka, ojciec, moj brat, a jak juz udalo mi sie go wyciagnac jak mi sie wydawalo w odludne miejsce to spotkalismy znajomych.... a od tamtej pory on nie ma czasu sie spotkac albo ma go tak niewiele ze nawet pogadac nie ma jak... a jakos przez tel nie usmiecha mi sie tego rozstrzygac...i badz tu madrym... czasem mam ochote niczego z tym nie robic, zostawic to tak jak jest i niech sie dzieje co chce....bo poprostu brak mi sil


Mmm, rozumiem cie. Może to zabrzmi troszkę śmiesznie, ale na moje oko, napisanie liściku, opisanie problemu i wyjaśnienie sytuacji nie byłoby złym pomysłem. Wiem, niektórzy myślą, że to dziecinne, ale ja tak nie uważam. Czasami jeśli nie ma możliwości spokojnej rozmowy, list bywa naprawdę pomocny. Jeśli zdecydujesz się na coś takiego, zaznacz oczywiście, że piszesz list, bo od jakiegoś czasu nie masz możliwości porozmawiania z nim normalnie, we dwoje, bo coś lub ktoś wchodzi wam w drogę.
 
     
iskierka503 
Częsty bywalec


Wiek: 28
Dołączyła: 02 Paź 2012
Posty: 507
Wysłany: 2012-10-02, 21:40   

Sen napisał/a:
iskierka503 napisał/a:
Sen napisał/a:
iskierka503 napisał/a:
Sen napisał/a:
iskierka503 napisał/a:
nudna sprawa....


tutaj nie ma nudnych spraw D: każda jest ważna i warta podzielenia się i przemyślenia. Jak sama stwierdziłaś, straciłaś wiele lat. Nie oceniam oczywiście, ale sama doszłaś do tego wniosku. W sumie odpowiedziałaś sobie na wszystkie "niby" pytania. To jest raczej przyzwyczajenie, a nie związek.

Chyba czas na pozytywną zmianę : )


kurcze chyba masz racje.... tylko strasznie ciezko jest mi stanac przed nim spojrzec w oczy i oficjalnie to zakonczyc... w sumie nawet nie wiem czy ja tego chce,boje sie tez ze bede tego zalowala,ze moze to tylko przejsciowe, napewno jest w tym przyzwyczajenie,ale z mojej strony milosc tez jest.....nie zaluje tych lat z nim, zaluje tylko ze wiele rzeczy mnie ominelo podczas tego zwiazku i to z mojego wyboru bo on mi niczego nie zabranial.


No to przykro mi to mówić, ale to też nie jest miłość, to uzależnienie od partnera, nie fizyczne, ale psychiczne (wnioskuję tak po sposobie w jaki opisujesz swój związek). Musiisz najpierw zrobić sobie może taki mały rachunek sumienia, czy coś tam wolisz, rozpiskę jakąś. Wypisz rzeczy, który mogą nie współgrać w obecnej sytuacji, a może dojdziesz do sedna sprawy i przyczyny rozpadającego się związku.

A co do twoich wyrzutów sumienia, jeśli podejmiesz decyzje o zakończeniu związku, to się troszeczkę mylisz. Wszystko zależy od jego reakcji. Jeśli wzruszy ramionami, przytaknie i powie ok, to znaczy, że postąpiłaś dobrze, bo chuja warty się okazał. Jeśli zareaguje inaczej (np złość, krzyk, żale czy nieomawiane problemy), to warto pogadać dalej i przemyśleć.

Ale tak jak powiedziałem, musisz zrozumieć różnicę miedzy miłością a uzależnieniem psychicznym od partnera.


masz racje... tyle ze od tygodnia o niczym innym nie mysle... chcialam z nim porozmawiac na spokojnie o wszystkim i tak jak mowiles w zaleznosci jak sie potoczy rozmowa dac sobie szanse lub poprostu to zakonczyc, tyle ze zawsze jak zaczynamy rozmawiac to ktos nam przeszkadza, jego matka, ojciec, moj brat, a jak juz udalo mi sie go wyciagnac jak mi sie wydawalo w odludne miejsce to spotkalismy znajomych.... a od tamtej pory on nie ma czasu sie spotkac albo ma go tak niewiele ze nawet pogadac nie ma jak... a jakos przez tel nie usmiecha mi sie tego rozstrzygac...i badz tu madrym... czasem mam ochote niczego z tym nie robic, zostawic to tak jak jest i niech sie dzieje co chce....bo poprostu brak mi sil


Mmm, rozumiem cie. Może to zabrzmi troszkę śmiesznie, ale na moje oko, napisanie liściku, opisanie problemu i wyjaśnienie sytuacji nie byłoby złym pomysłem. Wiem, niektórzy myślą, że to dziecinne, ale ja tak nie uważam. Czasami jeśli nie ma możliwości spokojnej rozmowy, list bywa naprawdę pomocny. Jeśli zdecydujesz się na coś takiego, zaznacz oczywiście, że piszesz list, bo od jakiegoś czasu nie masz możliwości porozmawiania z nim normalnie, we dwoje, bo coś lub ktoś wchodzi wam w drogę.


myslalam tez i o tym, ale w takich sytuacjach sie strasznie rozpisuje wyciagam rzeczy przedawnione,tematy ktore dawno zamknelismy, niestety z takim stazem wiele przeszlismy dobrego i niestety tez zlego, i nie wiem czy to dobry pomysl wyciagac w takim liscie stare rzeczy, bo tak naprawde jedyne na czym teraz mi zalezy to dowiedziec sie czy on wogole chce ze mna byc i cos jeszcze czuje.... bo ostatnio mam wrazenie ze tak nie jest,a na sile przy sobie go trzymac nie bede... nie wiem moze on chce pobyc troche sam, odpoczac ode mnie.. faceci tak maja?? jak sie kogos kocha to chce sie odpoczywac od partnera??
chyba jestem strasznie w tym pogubiona i nie moge sie polapac....
 
     
Sen
[Usunięty]

Wysłany: 2012-10-02, 22:29   

iskierka503 napisał/a:
Sen napisał/a:
iskierka503 napisał/a:
Sen napisał/a:
iskierka503 napisał/a:
Sen napisał/a:
iskierka503 napisał/a:
nudna sprawa....


tutaj nie ma nudnych spraw D: każda jest ważna i warta podzielenia się i przemyślenia. Jak sama stwierdziłaś, straciłaś wiele lat. Nie oceniam oczywiście, ale sama doszłaś do tego wniosku. W sumie odpowiedziałaś sobie na wszystkie "niby" pytania. To jest raczej przyzwyczajenie, a nie związek.

Chyba czas na pozytywną zmianę : )


kurcze chyba masz racje.... tylko strasznie ciezko jest mi stanac przed nim spojrzec w oczy i oficjalnie to zakonczyc... w sumie nawet nie wiem czy ja tego chce,boje sie tez ze bede tego zalowala,ze moze to tylko przejsciowe, napewno jest w tym przyzwyczajenie,ale z mojej strony milosc tez jest.....nie zaluje tych lat z nim, zaluje tylko ze wiele rzeczy mnie ominelo podczas tego zwiazku i to z mojego wyboru bo on mi niczego nie zabranial.


No to przykro mi to mówić, ale to też nie jest miłość, to uzależnienie od partnera, nie fizyczne, ale psychiczne (wnioskuję tak po sposobie w jaki opisujesz swój związek). Musiisz najpierw zrobić sobie może taki mały rachunek sumienia, czy coś tam wolisz, rozpiskę jakąś. Wypisz rzeczy, który mogą nie współgrać w obecnej sytuacji, a może dojdziesz do sedna sprawy i przyczyny rozpadającego się związku.

A co do twoich wyrzutów sumienia, jeśli podejmiesz decyzje o zakończeniu związku, to się troszeczkę mylisz. Wszystko zależy od jego reakcji. Jeśli wzruszy ramionami, przytaknie i powie ok, to znaczy, że postąpiłaś dobrze, bo chuja warty się okazał. Jeśli zareaguje inaczej (np złość, krzyk, żale czy nieomawiane problemy), to warto pogadać dalej i przemyśleć.

Ale tak jak powiedziałem, musisz zrozumieć różnicę miedzy miłością a uzależnieniem psychicznym od partnera.


masz racje... tyle ze od tygodnia o niczym innym nie mysle... chcialam z nim porozmawiac na spokojnie o wszystkim i tak jak mowiles w zaleznosci jak sie potoczy rozmowa dac sobie szanse lub poprostu to zakonczyc, tyle ze zawsze jak zaczynamy rozmawiac to ktos nam przeszkadza, jego matka, ojciec, moj brat, a jak juz udalo mi sie go wyciagnac jak mi sie wydawalo w odludne miejsce to spotkalismy znajomych.... a od tamtej pory on nie ma czasu sie spotkac albo ma go tak niewiele ze nawet pogadac nie ma jak... a jakos przez tel nie usmiecha mi sie tego rozstrzygac...i badz tu madrym... czasem mam ochote niczego z tym nie robic, zostawic to tak jak jest i niech sie dzieje co chce....bo poprostu brak mi sil


Mmm, rozumiem cie. Może to zabrzmi troszkę śmiesznie, ale na moje oko, napisanie liściku, opisanie problemu i wyjaśnienie sytuacji nie byłoby złym pomysłem. Wiem, niektórzy myślą, że to dziecinne, ale ja tak nie uważam. Czasami jeśli nie ma możliwości spokojnej rozmowy, list bywa naprawdę pomocny. Jeśli zdecydujesz się na coś takiego, zaznacz oczywiście, że piszesz list, bo od jakiegoś czasu nie masz możliwości porozmawiania z nim normalnie, we dwoje, bo coś lub ktoś wchodzi wam w drogę.


myslalam tez i o tym, ale w takich sytuacjach sie strasznie rozpisuje wyciagam rzeczy przedawnione,tematy ktore dawno zamknelismy, niestety z takim stazem wiele przeszlismy dobrego i niestety tez zlego, i nie wiem czy to dobry pomysl wyciagac w takim liscie stare rzeczy, bo tak naprawde jedyne na czym teraz mi zalezy to dowiedziec sie czy on wogole chce ze mna byc i cos jeszcze czuje.... bo ostatnio mam wrazenie ze tak nie jest,a na sile przy sobie go trzymac nie bede... nie wiem moze on chce pobyc troche sam, odpoczac ode mnie.. faceci tak maja?? jak sie kogos kocha to chce sie odpoczywac od partnera??
chyba jestem strasznie w tym pogubiona i nie moge sie polapac....


To postaraj się wypisać rzeczy, które nie grają teraz. Tak jak mówisz, starych śmieci nie ma co rozgrzebywać, tylko aktualne. Jakoś trzeba się przemóc, bo będziesz dalej smutna, a on nic z tym nie zrobi...
 
     
iskierka503 
Częsty bywalec


Wiek: 28
Dołączyła: 02 Paź 2012
Posty: 507
Wysłany: 2012-10-02, 22:32   

Sen, dzieki za ta dyskusje, musze powiedziec ze fajny i madry z Ciebie gosc, pomoglo mi to, milo spedzilam wieczor i nie dolowalam sie. czulam sie mniej samotna niz w mijajace wieczory..... dobrze ze tu trafilam ;P
_________________
Ludzie tęsknią za całkowitą odmianą, a jednocześnie pragną, by wszystko pozostało takie jak dawniej...
 
     
Sen
[Usunięty]

Wysłany: 2012-10-02, 22:35   

No tak to już jest, że ludzie "naszego" pokroju wiedzą te co nie co o przykrych sprawach w związkach, a że sam przeżyłem nie jedną przykrość, i pewnie wiele mnie jeszcze czeka, to chociaż tutaj można jako tako czy siako wspomóc, hehe. A twój przypadek znam, i ino jest mi łatwiej coś dopowiedzieć (choć i tak do końca niczego nie jesteśmy pewni) :p
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Samotność Forum © 2011 - 2013
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Serwisu Google XML RSS
X