Samotność - forum psychologiczne na temat samotności - dla wszystkich samotnych i osamotnionych - samotnosc

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Chat Gry RejestracjaZaloguj

Samotność

Psychologiczne forum dyskusyjne związane z tematem samotność, osamotnienie - na temat samotności dla wszystkich samotnych i osamotnionych.

Poprzedni temat «» Następny temat
Potrafisz mi coś doradzić?
Autor Wiadomość
paranoix23 
Nowy

Dołączył: 09 Lis 2013
Posty: 8
Skąd: Lublin
Wysłany: 2013-11-09, 18:59   Potrafisz mi coś doradzić?

Witam wszystkich forumowiczów, to mój pierwszy post na forum i wiem, że to nie jest dział z „przywitaniami” nowych użytkowników, ale chciałem po prostu od razu przejść do rzeczy.

Zacznę od podstawowych informacji - mężczyzna, 18 lat. Czemu tutaj napisałem? Pewnie z tego powodu co większość zarejestrowanych tutaj - nuda i samotność.

Najpierw krótka historia. Podstawówka i gimnazjum – sprawy tak się ułożyły, że z tego okresu nie ostał mi się żaden przyjaciel. Po prostu, nie poznałem odpowiedniego gościa. Ze znajomymi z tamtych czasów też utraciłem kontakt, w końcu poszli do innych szkół. Teraz już kończę liceum i jest podobnie. Niby mam znajomych w klasie, swobodnie ze sobą rozmawiamy, ale jednak, nie ma takiej osoby, której chciałbym się zwierzyć i pogadać o czymś innym niż tylko o tym jak to nas nauczyciele wkurwiają. Na imprezy też nie mam z kim pójść, przecież oni mają własnych znajomych z wcześniejszych lat. W związku z czym, regularnie każdy weekend spędzam w domu przed kompem.

Jeśli chodzi o zainteresowania to jestem typowym introwertykiem. Interesuję się właściwie tylko sportem, głównie NBA (amerykańska koszykówka) i tylko o tym umiem rozmawiać z ludźmi. Siedzenie po nocach i oglądanie meczów jest dla mnie pasją, ale i odskocznią od rzeczywistości, nie muszę myśleć o tym całym otaczającym mnie gównie. Uprawiam też sport, zapisałem się do reprezentacji szkolnej w kosza, tak dla funa bardziej, bo jakiś tam dobry to nie jestem. Szkoda, że nikogo tam nie znam, a jeden trening na tydzień to za mało, żeby się zżyć ze sobą. Chciałbym mieć znajomych, którzy lubią sport, ale takowych nie mam i jeśli chodzi o pójście w weekend na kosza na pobliskie boisko, to niestety muszę iść sam.

Tak naprawdę nie mogę się już doczekać skończenia tej szkoły i pójścia na studia, liczę że tam poznam w końcu spoko ludzi. Ale wiem też, że myślałem tak i przed liceum i niewiele z tego wyszło.

Dobija mnie to siedzenie w domu, oczy mnie już bolą od patrzenia na monitor, ale co mogę innego robić? Jest słuchanie muzyki i filmy, no ale ile można. Czasami sobie w coś pogram, ale niespecjalnie mnie to kręci. Jest jeszcze czytanie książek, szkoda że nie stać mnie na żadną nową, bo kupiłbym sobie np takiego Stephena Kinga. Wyszedłbym chętnie, nawet w tej chwili, na dwór i coś porobił, ale przecież sam się błąkać nie będę. Czasami tylko chodzę sobie pobiegać. W wakacje byłem o krok od dostania świra, nie miałem do kogo się odezwać przez ponad 2 miesiące (jestem jedynakiem, a najbliższa rodzina się mną nie interesuje i vice versa zresztą, długa story, ale mało ważna tutaj). Miałem sporo szczęścia, że załatwiłem sobie pracę i jakoś to zleciało. Boję się raczej tego co nastąpi po maturach. Przecież to całe 5 miesięcy przerwy i jest realna możliwość, że tego nie wytrzymam i wpadnie mi pomysł, żeby podciąć sobie żyły albo coś w tym stylu. Wiem, że to brzmi dość tragicznie, a nie chcę żebyście mnie uznali za jakiegoś typa co tylko użala się nad sobą i płacze w poduszkę. Taki nie jestem, ale po prostu jestem już znudzony i jest mi wszystko jedno.

Chciałbym mieć dziewczynę dla której warto żyć i dla której byłbym oparciem. Jednak moje relacje z kobietami są takie, że nawet nie umiem się odezwać. No dobra, może i potrafię, ale nie jestem ciekawym rozmówcą (ze względu na swoją niewielką ilość zainteresowań) i na dłuższą metę nie mielibyśmy o czym rozmawiać. Aczkolwiek mam zamiar zaprosić jedną z klasy na studniówkę, ale pewnie i tak nie starczy mi jaj, żeby ją o to zapytać.

W tej chwili skupiam się głównie na maturach, mam zamiar walnąć te 80% z rozszerzonej matmy i angielskiego. Może jak tutaj mi wyjdzie, to nie będę mieć takiego parszywego nastroju codziennie. Prawdopodobnie wyniosę się do innego miasta na studia, bo w moim mieście nic mnie nie trzyma, a chciałbym jakiejś zmiany otoczenia. Szkoda, że to jeszcze calutkie 11 miesięcy czekania.

Najbardziej dołuje mnie, że inni ludzie jakoś sobie układają powoli życie, a tylko ja ciągle stoję w miejscu. Zmarnowałem już 5-6 lat życia i nie chcę zmarnować więcej. I tutaj zbliżam się do punktu dla którego założyłem ten temat. Czy Wy, drodzy użytkownicy forum, byliście kiedyś w podobnie beznadziejnej sytuacji i czy po pewnym czasie jednak udało wam się poznać fajnych ludzi i wyjść z depresji? Jeśli tak, to w jaki sposób, sprawy same się tak ułożyły czy może daliście coś od siebie? A może nie, ale jednak nauczyliście sobie z tym radzić?

Wielkie dzięki, dla każdego kto dotrwał do końca tego mało pasjonującego posta :)
Ostatnio zmieniony przez paranoix23 2013-11-09, 19:05, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
cytrynka83 
Częsty bywalec



Wiek: 36
Dołączyła: 05 Lip 2012
Posty: 858
Skąd: lubelskie
Wysłany: 2013-11-09, 19:23   

Cytat:
Czy Wy, drodzy użytkownicy forum, byliście kiedyś w podobnie beznadziejnej sytuacji i czy po pewnym czasie jednak udało wam się poznać fajnych ludzi i wyjść z depresji? Jeśli tak, to w jaki sposób, sprawy same się tak ułożyły czy może daliście coś od siebie? A może nie, ale jednak nauczyliście sobie z tym radzić?


Samo to się raczej nic nie zrobi. Trzeba też coś wykrzesać z siebie. Pamiętam, że okres wakacyjny bywał ciężki, zwłaszcza w szkole średniej. Jakoś sobie radziłam. Wyjazd do babci, od czasu do czasu spotkanie jakiejś szkolnej koleżanki (jeszcze wtedy takowe były). Czytanie książek. A okres przed studiami, czyli 4 miechy wakacji wspominam najmilej. Laba na całego po intensywnej nauce do matury ;).
 
     
paranoix23 
Nowy

Dołączył: 09 Lis 2013
Posty: 8
Skąd: Lublin
Wysłany: 2013-11-09, 20:57   

Dzięki za zainteresowanie tematem ;)

Mówisz o wykrzesaniu czegoś od siebie, ale tak naprawdę, to co ja mogę od siebie dać? Nie przychodzi mi nic do głowy. Wiem, że jako człowiek nie jestem specjalnie wart uwagi, mimo tego że ostatnimi czasy staram się to zmieniać. Niektórzy mi mówią, że mam paskudny charakter. To raczej w formie żartu, chociaż co nie co jest na rzeczy. Nie sądzę jednak, żeby to miało jakiś wpływ na to, że jestem samotny. Mam wrażenie, że nawet gdybym zawsze grał otwartego i zabawnego typka, to i tak by to niewiele zmieniło.

Wakacje to jest u mnie tragedia, bo m.in. przez facebooka widzę jak niektórzy wklejają zdjęcia z tego jak się dobrze bawią i automatycznie łapię doła na cały dzień. Rozmyślam, dlaczego ja nie mam podobnie, co mogłem zrobić kiedyś lepiej. Konta przecież nie usunę, bo wtedy stracę całkowicie kontakt ze światem towarzyskim. Niestety, takie czasy. Lekka paranoja, nie przeczę.

Szczerze mówiąc, to nie wyobrażam sobie przesiedzenia 4-5 miesięcy na chacie w przerwie wakacyjnej. Obejrzę pewnie wszystkie filmy i seriale świata. Co gorsza, wcale nie mam pewności, że moja sytuacja personalna poprawi się po rozpoczęciu studiów. Coraz częściej biorę pod uwagę, że nic mnie już w życiu nie spotka, a każdy dodatkowy dzień życia, to jest przedłużanie własnych męczarni. Smutne, ale prawdziwe.
Ostatnio zmieniony przez paranoix23 2013-11-09, 20:58, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Pietrek 
Aktywny



Wiek: 23
Dołączył: 22 Wrz 2013
Posty: 422
Skąd: Południe
Wysłany: 2013-11-09, 23:33   

Cytat:
Wakacje to jest u mnie tragedia, bo m.in. przez facebooka widzę jak niektórzy wklejają zdjęcia z tego jak się dobrze bawią i automatycznie łapię doła na cały dzień. Rozmyślam, dlaczego ja nie mam podobnie, co mogłem zrobić kiedyś lepiej.

Miałem tak samo. Zacząłem rzadziej zaglądać na facebooka i pomogło.

Cytat:
Szczerze mówiąc, to nie wyobrażam sobie przesiedzenia 4-5 miesięcy na chacie w przerwie wakacyjnej. Obejrzę pewnie wszystkie filmy i seriale świata.

Znajdź sobie jakieś zajęcie, które wymaga kontaktu z ludźmi. Hmmm... np.siłownia.
_________________
"Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy." ~M. Grechuta
100 postów- 18.10.2013
200- 14.11.2013
300- 28.11.2013
400- 17.12.2013
500-15.02.2014
600-30.09.2014
 
     
ShadowOna22 
Nowy

Wiek: 28
Dołączyła: 06 Lis 2013
Posty: 27
Skąd: Kielce
Wysłany: 2013-11-10, 15:15   

A ja na sam początek proponuje zmianę nastawienia . Zamiast myśleć "nie jestem wart uwagi" trzeba sobie mówić " czymś się interesuje, jestem w tym dobry , mam o czym rozmawiać " .. To jest podstawa :)
 
 
     
NovemberRain
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-10, 23:34   

paranoix23 napisał/a:
Coraz częściej biorę pod uwagę, że nic mnie już w życiu nie spotka


Masz dopiero 18 lat, więc CAŁE życie przed Tobą. Wiele Cię w życiu jeszcze spotka. I dobrego, i złego.
I koleżanka słusznie napisała, że samo Twoje nastawienie jest bardzo ważne.

paranoix23 napisał/a:
Na imprezy też nie mam z kim pójść, przecież oni mają własnych znajomych z wcześniejszych lat


A Ty, zapraszałeś kogoś z tych swoich znajomych na piwo? Proponowałeś wspólne wyjście? Wyszedłeś z jakąkolwiek inicjatywą?
 
     
paranoix23 
Nowy

Dołączył: 09 Lis 2013
Posty: 8
Skąd: Lublin
Wysłany: 2013-11-16, 21:56   

Wybaczcie, że dopiero teraz odpisuję, ale miałem ciężki tydzień i nie bardzo miałem czas ;)

NovemberRain napisał/a:
A Ty, zapraszałeś kogoś z tych swoich znajomych na piwo? Proponowałeś wspólne wyjście? Wyszedłeś z jakąkolwiek inicjatywą?


Oczywiście, nie raz. Jednak muszę się sporo natrudzić, najczęściej zwyczajnie postawić piwo/dwa, bo inaczej nikomu się nie chce iść. Proponowałem też z tysiące razy wspólne pójście na kosza znajomemu, który ma podobne zainteresowania, ale regularnie mnie olewa, więc co poradzę.


Jeśli chodzi o zmianę nastawienia, to głównie zależy od dnia. Na tygodniu, kiedy chodzę do szkoły i mogę wtedy pogadać z ludźmi, jest okej. W weekend jednak dopada mnie ta melancholia i nic mi się nie chce, tak jak dzisiaj. Najchętniej zapisałbym grę tak jak w GTA z 6-7 razy, żeby się ten czas jakoś przewinął^^. Tak naprawdę to czekam tylko na poniedziałek, bo i tak wiem, że do tego czasu nic ciekawego mnie nie spotka. Już wolę ten szkolny "zapieprz", bo wtedy jest przynajmniej co robić i jakoś czas leci.

Teraz mam jeszcze problemy typowo uczuciowe. Chciałbym zaprosić koleżankę z klasy na studniówkę, która nie powiem, podoba mi się. Nie chodzi tyle co o wygląd, co o inteligencję i charakter. Jednak nawet nie jest pewien czy nie ma już kogoś, więc pewnie nie spróbuję. Może zamiast na studniówkę lepiej ją zaprosić np. do kina? Dla jaśniejszego wyrażenia swoich uczuć i wtedy krótka piłka, albo jest chętna, albo nie. W sumie, i tak zostało już tylko 5 miesięcy szkoły, więc jak się skompromituję na forum klasy w tym momencie to długo potem nie będę cierpieć^^. Jednak nawet jeśli się zgodzi, to co potem? Szybko się do mnie zniechęci, a po takiej porażce pewnie nie podniósłbym się.
 
     
cytrynka83 
Częsty bywalec



Wiek: 36
Dołączyła: 05 Lip 2012
Posty: 858
Skąd: lubelskie
Wysłany: 2013-11-17, 19:30   

Cytat:
Jednak nawet jeśli się zgodzi, to co potem? Szybko się do mnie zniechęci, a po takiej porażce pewnie nie podniósłbym się.


Dlaczego uważasz, że się do ciebie zniechęci? Jeszcze nawet nie spróbowałeś i już wiesz, co o tobie myśli? Zdolny jesteś :). Ja w myślach nie umiem czytać ;).
 
     
paranoix23 
Nowy

Dołączył: 09 Lis 2013
Posty: 8
Skąd: Lublin
Wysłany: 2013-11-19, 15:06   

cytrynka83 napisał/a:
Dlaczego uważasz, że się do ciebie zniechęci? Jeszcze nawet nie spróbowałeś i już wiesz, co o tobie myśli? Zdolny jesteś :). Ja w myślach nie umiem czytać ;).


Cóż, ogólnie chyba nie czuję się na siłach żeby spróbować wejść w jakiś konkretny związek. Jestem mocno niedojrzały, czasami zachowuję się po prostu głupio (np. bardzo głośny śmiech). Poza tym nie mam właściwie żadnej wiedzy o życiu w związku. Jestem typowym średniej klasy typkiem, który nie ma ani urody, ani kasy. Nie należę do tej części młodzieży, która potrzebuje postawić sobie włosy na żel, czy chodzi w jakichś zielonych dżinsach. Lubię sobie chodzić luźno np. w dresach. Wiem, że nie o wygląd i pieniądze tutaj chodzi i to jest dla mnie podstawa, ale niestety czasy są tak zryte, że trzeba się jakoś reprezentować wizualnie, a to co jest we wnętrzu osoby, tak naprawdę ma drugorzędne znaczenie. Nie kumam tego. Z taką postawą pewnie czeka mnie całe życie w samotności, ale nie mam zamiaru się jakoś specjalnie zmieniać.

Szkoda, że najtrudniej jest spróbować coś zrobić w tym temacie, jak się nie ma żadnej pewności :/. Boję się, że jak ją zapytam o np. wyjście do kina to się wystraszy, bo w sumie to nie zna mnie tak dobrze, klasyczna koleżanka z klasy. Nawet nie rozmawiamy ze sobą praktycznie wcale, a jeśli już to tylko o szkole. Miałbym wtedy zajebiste wyrzuty sumienia, więc chyba wolę całą sprawę zostawić w spokoju, żeby nikogo nie skrzywdzić. Jednak jeśli ona już sobie kogoś znajdzie, to będę czuć się jeszcze gorzej, bo nie spróbowałem...
 
     
cytrynka83 
Częsty bywalec



Wiek: 36
Dołączyła: 05 Lip 2012
Posty: 858
Skąd: lubelskie
Wysłany: 2013-11-20, 10:05   

Cytat:
Cóż, ogólnie chyba nie czuję się na siłach żeby spróbować wejść w jakiś konkretny związek.


A kto tu mówi o związku? Dopiero mówiłeś, że chcesz zaprosić koleżankę na studniówkę. To jeszcze nie związek. jeszcze jej nie zapytałeś, jeszcze nic ci nie odpowiedziała, a ty piszesz, że nie masz siły na związek. Czasami najpierw jest koleżeństwo, przyjaźń, a potem ewentualnie związek. Spróbuj ją zapytać, czy pójdzie z tobą na studniówkę. Jeśli odmówi, to nie traktuj tego, jako koniec świata. Weź to pod uwagę, ale nie dołuj się jeśli odmówi. dużo zależy od tego, jak sam do tego podejdziesz.

Cytat:
Poza tym nie mam właściwie żadnej wiedzy o życiu w związku.


O rany, a myślisz, ze ktoś, kto jest w pierwszym związku ma o nim pojęcie?. Czasami człowiek ma za sobą ileś relacji i nadal nie ma pojęcia z czym to się je. Każdy ma jakieś swoje wyobrażenie związku. a konfrontacja z tym co myślałeś., a co jest wyjdzie dopiero wtedy, jak spróbujesz


Cytat:
Szkoda, że najtrudniej jest spróbować coś zrobić w tym temacie, jak się nie ma żadnej pewności :/. Boję się, że jak ją zapytam o np. wyjście do kina to się wystraszy, bo w sumie to nie zna mnie tak dobrze, klasyczna koleżanka z klasy. Nawet nie rozmawiamy ze sobą praktycznie wcale, a jeśli już to tylko o szkole.


No właśnie, a może zacznij od tego, żeby więcej z nią rozmawiać w szkole? To może być początek, do zaproszenia na studniówkę. Tylko musisz się sprężać, bo mało czasu zostało. A może w czasie tych rozmów wyjdzie, czy ma kogoś na studniówkę, czy nie?

Cytat:
Miałbym wtedy zajebiste wyrzuty sumienia, więc chyba wolę całą sprawę zostawić w spokoju, żeby nikogo nie skrzywdzić.


O rany, ty masz się tylko zapytać czy pójdzie z tobą na studniówkę. Tym pytaniem raczej jej nie skrzywdzisz. takie gdybanie i myślenie o tym co może się wydarzyć, a co najprawdopodobniej się nie stanie, jest najgorszym, co może być. Wiem, to z własnego doświadczenia.
Więc na początek, może po prostu więcej z nią rozmawiaj :).
 
     
Santine 
Początkujący


Wiek: 25
Dołączyła: 06 Kwi 2013
Posty: 129
Skąd: kujawsko-pomorskie
Wysłany: 2013-11-20, 13:36   

paranoix23 napisał/a:
. Jest jeszcze czytanie książek, szkoda że nie stać mnie na żadną nową, bo kupiłbym sobie np takiego Stephena Kinga.

Nie musi być drogo. Portale aukcyjne, sklepowe okazje... Jeśli się rozejrzysz to naprawdę możesz natrafić na całkiem przyzwoite ceny.;)
A poza tym, posiadanie książek na półkach nie jest najważniejsze. Bardziej chodzi o to, co zostaje w głowie. Są biblioteki - naprawdę fajne miejsca, nawet alternatywa dla siedzenia w domu, bo można wypożyczoną książkę poczytać sobie na miejscu.;)
Pietrek napisał/a:
Cytat:
Wakacje to jest u mnie tragedia, bo m.in. przez facebooka widzę jak niektórzy wklejają zdjęcia z tego jak się dobrze bawią i automatycznie łapię doła na cały dzień. Rozmyślam, dlaczego ja nie mam podobnie, co mogłem zrobić kiedyś lepiej.

Miałem tak samo. Zacząłem rzadziej zaglądać na facebooka i pomogło.

Zdjęcia to kiepski wyznacznik czyjegoś nastroju i dobrej zabawy. Nie jestem facebookową specjalistką i chyba trochę ze swoim podejściem do współczesności nie pasuję, ale uważam, że naprawdę miłe spędzanie czasu niekoniecznie jest powiązane z, hmh, afiszowaniem się tym. Zresztą co zatrzymane kadry mogą powiedzieć naprawdę?
paranoix23 napisał/a:
Dobija mnie to siedzenie w domu, oczy mnie już bolą od patrzenia na monitor

Może spróbuj przez, powiedzmy, trzy dni - w ogóle nie włączać komputera? A nuż włączy się kreatywność i zaczniesz wpadać na pomysły ciekawszych zajęć.
Dziewczynę na studniówkę zaproś, to nie koniec świata. Poważnie. Im mniej będziesz to analizować, tym lepiej!;)
 
     
cytrynka83 
Częsty bywalec



Wiek: 36
Dołączyła: 05 Lip 2012
Posty: 858
Skąd: lubelskie
Wysłany: 2013-11-20, 13:53   

Cytat:
paranoix23 napisał/a:
. Jest jeszcze czytanie książek, szkoda że nie stać mnie na żadną nową, bo kupiłbym sobie np takiego Stephena Kinga.

Nie musi być drogo. Portale aukcyjne, sklepowe okazje... Jeśli się rozejrzysz to naprawdę możesz natrafić na całkiem przyzwoite ceny.;)
A poza tym, posiadanie książek na półkach nie jest najważniejsze. Bardziej chodzi o to, co zostaje w głowie. Są biblioteki - naprawdę fajne miejsca, nawet alternatywa dla siedzenia w domu, bo można wypożyczoną książkę poczytać sobie na miejscu.;)


Mnie też nie stać na książki, więc chodzę do biblioteki. To nie jest żadna ujma. Jeśli jest w miarę dobrze zaopatrzona, to naprawdę można znaleźć kilka fajnych treści. Czasami są też różne kiermasze książek, gdzie można kupić je za grosze. Jesteś z Lublina, to dość spore miasto. Tam na pewno są większe możliowsci, niż w małej miejscowości. Trzeba tylko poszukać :).
 
     
paranoix23 
Nowy

Dołączył: 09 Lis 2013
Posty: 8
Skąd: Lublin
Wysłany: 2013-11-22, 14:58   

Dzięki Ci Cytrynko i Santine za rady, podnosi mnie na duchu, że ktoś jest chętny pomóc takiej życiowej fajtłapie jak ja.

Co do dziewczyny i zaproszenia, to sprawa jest już nieaktualna. Tak, poddałem się, bo nie widzę sensu zapraszać kogoś, a potem skazać go na moje nudne i nieciekawe towarzystwo przez cały wieczór. Studniówka jest raz w życiu i nie chcę jej nikomu zepsuć. Widzę jak ona rozmawia z innymi osobami z klasy, ciągle się śmieje. Nie przypominam sobie, żebym ja ją kiedykolwiek czymś rozbawił, po prostu mam inne poczucie humoru (nie mam poczucia humoru?).
Przyznam się, że podczas tego tygodnia pękło coś we mnie totalnie. Przez te kilka dni praktycznie ciągle chodzę przybity, denerwuję się z byle powodu. Nie mam na nic siły, a każdy jej śmiech z czyjegoś żartu przybija mnie jeszcze bardziej, bo wiem że ja tak nie potrafię jej rozbawić. Mam tego już po uszy osobiście, dzisiaj piątek, wszyscy się cieszą, mają plany na weekend. Tylko ja wiecznie muszę siedzieć w swoim cholernym pokoju, bo każdy ma mnie w dupie. Swoją samotność w skali od 0 do 10 oceniłbym na -1. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek w swoim życiu przez kilkanaście dni pod rząd był taki obojętny na wszystko, bez żadnych uczyć, niczego. Nic mnie już praktycznie nie cieszy, koleś z klasy podrywa mi dziewczynę, a ja nic, tylko biernie się przyglądam.

Jestem już wstanie z całą pewnością powiedzieć, że mimo tego, że mam zaledwie 18 lat, to zmarnowałem swoje życie towarzyskie. Nadal mogę napisać maturę, skończyć studia, znaleźć dobrą pracę, ale co z tego? To mnie nie kręci, chciałbym być akceptowany przez społeczeństwo, kiedyś założyć rodzinę i mieć dla kogo i po co żyć. Oszukiwanie siebie, że coś się zmieni nie ma sensu, bo samo się nie zmieni, a ja tego zmienić nie potrafię.

Obecnie, jest już mi całkowicie obojętne czy będę żyć dalej czy nie. Nawet nie wiem czy jeszcze w ten weekend nie spróbuję czegoś sobie zrobić. Czuję jak coś we mnie w środku chce się wydostać na zewnątrz, że nie może już tak dalej. Nigdy nie czułem się tak fatalnie, nigdy. A wiem, że może być jeszcze gorzej.

Jak widzicie, to już nawet nie jest poziom depresji, tylko skrajna rozpacz. Jeszcze rozważam umówienie sobie wizyty u psychiatry, a nuż może to coś pomoże, jak się komuś wygadam w rzeczywistości. Któreś z Was próbowało już kiedyś? Dało to jakieś pozytywne skutki? Chociaż będąc szczerym, tak naprawdę nie wierzę, że coś jest mi wstanie pomóc.

Przepraszam za te żale, po prostu tak się czuję od kilku dni.
 
     
Piotrek86 
Początkujący



Wiek: 34
Dołączył: 14 Lis 2013
Posty: 137
Skąd: Żrdw
Wysłany: 2013-11-22, 15:10   

paranoix23 napisał/a:

Jestem już wstanie z całą pewnością powiedzieć, że mimo tego, że mam zaledwie 18 lat, to zmarnowałem swoje życie towarzyskie. Nadal mogę napisać maturę, skończyć studia, znaleźć dobrą pracę, ale co z tego?


Dude, nie... nie masz racji. Dokładnie, masz zaledwie 18 lat i nie możesz mówić, że zmarnowałeś sobie życie toważyskie... nie jesteś przestępcą, nie siedziałeś w pierdlu (a przynajmniej mam taką nadzieję :) ) więc nie możesz powiedzieć, że zmarnowałeś sobie życie towarzyskie. Słuchaj w Twoim wieku miałem bardzo podobne życie do Twojego. I tak naprawdę kiedy poszedłem na studia to poznałem swoją obecną dziewczynę i mam nadzieję, że niedługo i żonę :). Poznałem również świetnych ludzi, którzy są zupełnie inni od tych poznanych w szkole średniej, przede wszystkim są bardziej wyrozumiali i otwarci na innych - są NORMALNI.
Uwierz mi, stary, wszystko jeszcze przed tobą. Przede wszystkim nie możesz się poddawać - ja zdaję sobie sprawę, że to łatwo powiedzieć, ale nic w życiu za darmo i bez żadnego nakładu sił nie dostaniesz. WIęc weź się w garść, skończ high school'a - przede wszystkim. Leć na jakieś ciekawe studia i zobaczysz, że życie nabierze zupełnie innych barw. A jak nie... chociaż to nie czas aby nad tym się zastanawiać. Napewno będzie dobrze tylko troszku wiary i wysiłku. Powodzenia i 3mam kciuki
 
 
     
Vyar 
Częsty bywalec



Wiek: 31
Dołączyła: 22 Cze 2013
Posty: 919
Skąd: Mar Vanwa Tyalieva
Wysłany: 2013-11-22, 15:15   

Trochę się poczepiam.

paranoix23 napisał/a:
Tylko ja wiecznie muszę siedzieć w swoim cholernym pokoju, bo każdy ma mnie w dupie.

Nie, nie tylko Ty.

paranoix23 napisał/a:
koleś z klasy podrywa mi dziewczynę, a ja nic, tylko biernie się przyglądam.

Podrywa koleżankę. Zrób coś albo przestań się przyglądać.

paranoix23 napisał/a:
mam zaledwie 18 lat, to zmarnowałem swoje życie towarzyskie

To brzmi cholernie dziecinnie. Masz 18 lat, czas na wszystko, mnóstwo możliwości, ale wolisz biadolić, że Ci źle.

paranoix23 napisał/a:
Nadal mogę napisać maturę, skończyć studia, znaleźć dobrą pracę, ale co z tego? To mnie nie kręci

A co Cię kręci? Nie masz zainteresowań poza swoją osobą?

paranoix23 napisał/a:
chciałbym być akceptowany przez społeczeństwo, kiedyś założyć rodzinę i mieć dla kogo i po co żyć.

Bez wykształcenia, zapewne pracy, zainteresowań i woli życia w ogóle. Tak, tak.

paranoix23 napisał/a:
Oszukiwanie siebie, że coś się zmieni nie ma sensu, bo samo się nie zmieni, a ja tego zmienić nie potrafię.

Potrafisz, ale nie chcesz. Co blokuje? Znajdź to i zniszcz. Albo poszukaj wsparcia w osobie specjalisty.

paranoix23 napisał/a:
Nawet nie wiem czy jeszcze w ten weekend nie spróbuję czegoś sobie zrobić.

Wiesz co to jest samobójstwo? To trwałe rozwiązanie tymczasowych problemów. Z tym, że cokolwiek by się nie stało, świat się nie zawali, słońce nie przestanie wschodzić, takie tam. Tylko sam odbierzesz sobie szanse na poprawę.

paranoix23 napisał/a:
Jeszcze rozważam umówienie sobie wizyty u psychiatry

Tak zrób.
_________________
Hai-ho, hai-ho, and off to hell you go...
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Samotność Forum © 2011 - 2013
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Serwisu Google XML RSS