Samotność - forum psychologiczne na temat samotności - dla wszystkich samotnych i osamotnionych - samotnosc

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Chat Gry RejestracjaZaloguj

Samotność

Psychologiczne forum dyskusyjne związane z tematem samotność, osamotnienie - na temat samotności dla wszystkich samotnych i osamotnionych.

Poprzedni temat «» Następny temat
Nie mam pojęcia jak nazwać ten temat.
Autor Wiadomość
felix2622 
Nowy

Wiek: 26
Dołączył: 24 Sty 2014
Posty: 25
Skąd: Białystok
Wysłany: 2014-01-24, 18:18   Nie mam pojęcia jak nazwać ten temat.

To mój pierwszy post (powitanie się nie liczy), nie wiem czy zakładam go w dobrym miejscu. Nie wiem też, czy znalazłem odpowiednią grupę. Nie chcę tutaj szukać rozwiązania problemu, wystarczy mi świadomość, że może są tam gdzieś ludzie, którzy mają podobnie jak ja. Ale co mi zaszkodzi opisanie tego - co najwyżej dostanę bana, ostrzeżenie czy co tam dajecie za off topy.
Od zawsze jestem sam. Już od czasu podstawówki miałem problem z nawiązywaniem znajomości z rówieśnikami. Ograniczałem się przeważnie do paru lepszych kolegów idąc za głosem matki, która mówiła, że lepiej mieć trzech dobrych niż stu debili. Podstawówkę pamiętam słabo, był przyjaciel w klasie 3-6 ale urwał się kontakt jak poszedłem do gimnazjum. Tam miałem kolejnego przyjaciela, można by powiedzieć, że dwóch - z nimi też się kontakt urwał, tylko tym razem poszedłem do szkoły średniej (technikum, licea są do bani). Tam przez pierwsze trzy lata właściwie nie utrzymywałem kontaktów z klasą, byłem pewnego rodzaju wyrzutkiem, sam na korytarzu, sam na lekcjach. Miałem dobrego kumpla, Wróbel na niego mówiłem i przesiadywałem z nim w bibliotece gdzie wspaniale traciliśmy czas na granie w jakieś durne gierki czy nałogowe siedzenie przy bloodwars (pozdro dla kumatych xd). W czwartej klasie natomiast. Cóż. Na fejsie zaprosiła mnie dziewczyna, Jezabel Kostrzewa. Nie miałem pojęcia kto to, plus jakieś dziwne profilowe. Uznałem, że to jakieś troll konto i miałem zostawić, ale ciekawość zwyciężyła.
No i tak poznałem... załóżmy, że Izę. Miała problem ze sobą, prawie została zgwałcona i bała się ze mną spotkać, ale była we mnie zakochana (do dziś tego nie rozumiem). Uczyła się ze mną w szkole, była dwie klasy niżej a na korytarzach wymienialiśmy zdawkowe cześć i tyle a podobała mi się coraz bardziej. Ja się angażowałem, starałem się rozwiązać jej liczne problemy, doradzać, sprawić, by odważyła się wyjść do mnie. Nie wyszło, po trzech czy czterech miesiącach kontakt się urwał. Potem to ja napisałem do niej, tym razem zaczęliśmy się spotykać ale po trzech miesiącach dupnęło, bo okazało się, że nie jest w stanie mi zaufać, wszystko to co mówiłem miało spowodować, żeby przy mnie została, bo to ja nie chcę być samotny i tak naprawdę mi na niej nie zależy i bała się mojego gniewu (gwoli ścisłości, jestem impulsywny, dosyć dużo klnę i szybko mówię, ale do agresji mi daleko, w życiu biłem się trzy razy, dwa razy wygrałem, lol). Kontakt znowu się urwał.

Po jakimś czasie, chyba po pół roku poznałem JAKIMŚ CUDEM inną dziewczynę i JAKIMŚ cudem zaczęliśmy ze sobą być. Zerwałem z nią po miesiącu, po półtora? Jakoś tak, dlaczego? Nawet jej nie lubiłem. Przed Izą baaardzo długo nikogo nie miałem. Pierwsza dziewczyna była ze mną osiem miesięcy, zerwała dwa dni przed urodzinami o 15:37 (nie wiem czemu to pamiętam, mam pamięć do takich szczegółów, a nie jestem w stanie zapamiętać imienia) we środę. Zerwała bo przestało jej się podobać to, w czym się zakochała, chciała ode mnie zmiany, a ja nie byłem w stanie się zmienić. Tylko nie wiem, czy... załóżmy, że Anię faktycznie kochałem. Było mi dobrze, fajnie, wesoło i tak jak powinno być, ale nie obchodziła mnie ona specjalnie. Z Izą tak samo, byłem z nią przez te trzy miesiące, było dobrze, ale też nic w sobie takiego nie czułem.

Tutaj nie jest problemem brak dziewczyny, tylko brak czegokolwiek. Mam teraz trzech przyjaciół. Tylko, że mi na nich nie zależy. Teraz est zima, sezon na kostkę brukową się skończył więc pracy nie ma i od świąt siedzę w domu i z nikim się nie spotykam. Na sylwestra wyszedłem na dwie godziny z domu, a tak to sklep, dom, lekarz (reumatolog, wędrujące bóle stawów), dom. I tak w kółko. Teraz przechodzę do meritum sprawy.
Jestem sam, zaczyna mi to przeszkadzać i wiem, że jak wyjdę do kogoś, to podczas spotkania będzie dobrze, będę czymś zajęty, ale jak tylko odejdę to odetchnę z ulgą, że w końcu jestem wolny. Mam tak zawsze i z każdym. Nie wiem dlaczego. Zaczyna mi to coraz bardziej doskwierać.
Przyczyny w tym dopatruje się w zachowaniu matki. Spierdoliła totalnie nasze kontakty, przez całe życie faworyzowała siostrę, ja zawsze byłem ten gorszy, miałem bardzo dobre wyniki w nauce - zero czegokolwiek, jak siostra dostała trójkę, to w domu było prawie że święto. Nie okazywała zaufania, zraniła mnie wuchtę razy, potem robili to przyjaciele, którzy pojawiali się i odchodzili. Przez to jestem teraz sam. Przyjaciele mają dziewczyny, normalne rodziny i są szczęśliwi, a ja zamiast cieszyć się ich szczęściem tylko zazdroszczę, że ja tak nie umiem.
Samotność nie jest taka zła. Przez większość czasu jest dobrze, ale co jakiś czas zaczyna doskwierać. I zaczyna taka doskwierać coraz częściej. Co będzie za pięć lat? Za dziesięć? Życie ssie (chyba).


Jeśli to off top to proszę przenieść do odpowiedniego działu, jeśli nie pasuje tutaj w ogóle, to do kosza.
_________________
Everybody lies
 
 
     
Mariette
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-25, 10:32   

felix2622 napisał/a:
Samotność nie jest taka zła. Przez większość czasu jest dobrze, ale co jakiś czas zaczyna doskwierać. I zaczyna taka doskwierać coraz częściej. Co będzie za pięć lat? Za dziesięć? Życie ssie (chyba).


Większość na tym forum, forumowiczów doskwiera samotność.
Nie jesteś z tym sam.
Nie myśl co będzie za 5, 10 lat bo tego nie jesteś w stanie przewidzieć.
Może los dla Ciebie przygotował coś dobrego?
Nie wiesz o tym. Myśl optymistycznie, to jest najlepsze lekarstwo.
Dziś masz ciężki dzień, ale nie wiesz co Cię czeka jutro. Może być dniem radosnym.
Pozdrawiam.
 
     
felix2622 
Nowy

Wiek: 26
Dołączył: 24 Sty 2014
Posty: 25
Skąd: Białystok
Wysłany: 2014-01-25, 13:03   

Nie wierzę w los ani w przeznaczenie, nasze działania są dziełem przypadku. Jak poznałem tą dziewczynę, z którą byłem chyba półtora miesiąca?
Otóż, pracowałem przy kostce przy nowo powstającym McDonaldzie. Swoje ubrania robocze zostawiałem u mojego brygadzisty (to był mój taki okres próbny u niego). W poniedziałek jednak pojechał na plac budowy przy nowej biedronce z moimi ubraniami. Pojechałem tam i jak wracałem to z autobusu wysiadła dziewczyna. Uśmiechnąłem się do niej (była ładna pogoda, świeciło słońce, miałem dobrą muzykę na telefonie) a ona odwzajemniła. Gdybym w tym momencie odpalał papierosa albo zmieniał piosenkę w odtwarzaczu, nawet bym jej nie zauważył. To, że ją zobaczyłem było przypadkiem. Mogłem się drapać po tyłku albo obserwować ptaki na drzewie, ale akurat spojrzałem tam. Przypadkiem ją zauważyłem.
Właśnie myślę nad tym co może być za parę lat. Jeśli teraz tak jest, to co będzie w przyszłości? Praca przy kostce wygląda tak, że pracuje się co najmniej 10 godzin dziennie. To bardzo mocno ogranicza kontakty z innymi ludźmi, wraca się do domu ni mając ochoty na nic właściwie (spróbuj ułożyć 600 metrów kwadratowych kostki w 5 godzin). Martwi mnie, co będzie kiedyś.
Ale dziękuję za słowa wsparcia, też pozdrawiam
_________________
Everybody lies
 
 
     
4w5 
Częsty bywalec


Wiek: 31
Dołączył: 24 Sty 2014
Posty: 987
Skąd: Poludniowa Polska
Ostrzeżeń:
 1/4/4
Wysłany: 2014-01-26, 01:31   

felix2622 napisał/a:


Uśmiechnąłem się do niej (była ładna pogoda, świeciło słońce, miałem dobrą muzykę na telefonie) a ona odwzajemniła. Gdybym w tym momencie odpalał papierosa albo zmieniał piosenkę w odtwarzaczu, nawet bym jej nie zauważył. To, że ją zobaczyłem było przypadkiem. Mogłem się drapać po tyłku albo obserwować ptaki na drzewie, ale akurat spojrzałem tam. Przypadkiem ją zauważyłem.
Właśnie myślę nad tym co może być za parę lat. Jeśli teraz tak jest, to co będzie w przyszłości? Praca przy kostce wygląda tak, że pracuje się co najmniej 10 godzin dziennie. To bardzo mocno ogranicza kontakty z innymi ludźmi, wraca się do domu ni mając ochoty na nic właściwie (spróbuj ułożyć 600 metrów kwadratowych kostki w 5 godzin). Martwi mnie, co będzie kiedyś.
Ale dziękuję za słowa wsparcia, też pozdrawiam


Po pierwsze

Sam sobie odpowiedziałeś co masz robić wysiadasz po robocie z autobusu... i uśmiechasz się do tej czy do tamtej laski, która Ci się podoba.... już raz to zrobiłeś lub wiecej wiec to tylko kwestia powtórzenia manewru. Pierwsza może tego uśmiechu nie odwzajemni, druga być może też nie ale czterysta czterdziesta druga?? no już powinna kompatybilnie zareagować. ( nie no przesadziłem co najmniej o jeden rząd wielkości :P ).
Generalnie musisz pozytywnie podchodzić do życia ... no bo popatrz na to z innej trochę perspektywy wychodzisz z autobusu i stoją tam dwie dziewczyny jedna wyprostowana, uśmiechnięta, a druga ,może nawet ładniejsza od tej pierwszej ale w oczy spojrzeć jej nie sposób, gdyż wzrok jej kończy się na kafelkach kostki brukowej, którą tydzień temu układałeś. Do której wtedy byś się w takim przypadku uśmiechnął?

Po kolejne

Nigdy może kostki nie układałem, ale kiedyś podwórze kamieniami mojemu ojcu zachciało się wykładać tylko, że moimi rękoma więc coś tam o wysiłku fizycznym i zdartych spodniach od klęczenia wiem. Dlatego jeśli Cię nie rajcuje taka robota to zrób tak: skoro jak sam mówisz jest martwy sezon to zanim śnieg, który dopiero co spadł stopnieje i znowu zaczniesz układać kostkę zastanów się co chciałbyś w życiu robić albo w czym mógłbyś być dobry, zapewne masz jakieś tam mniej lub bardziej ciekawe zainteresowania, więc powinieneś przynajmniej w jakimś stopniu znaleźć odpowiedź na to pytanie. Najlepiej zrób to teraz póki nic się nie dzieje i masz więcej czasu na takie przemyślenia. Wybór jakiejkolwiek ścieżki rozwoju zawodowego wiąże się z podjęciem jakiejś formy dalszej edukacji.... nie wiem jak się na to zapatrujesz czy w ogóle chcesz się uczyć, ale no innej drogi nie ma. No chyba że interesuje Cię emigracja zarobkowa, bo jak sam mówisz kostka to kostka i nie za bardzo widzisz w niej przyszłość. A i zapewne jak sam wiesz nawet studia niewiele dają jeśli są nietrafione, dlatego trzeba wybrać jakąś perspektywiczną drogę troche o tym poczytać spróbować przewidzieć jakie zawody za pare lat będą miały wzięcie na rynku pracy. Jedyne co Ci w tej kwestii mogę jeszcze doradzić to gdybym ja był dziś na Twoim miejscu albo zrobiłbym sobie jakiegoś technika nie wiem może weterynarii ( lubię zwierzęta ) albo farmacji ( Polska staje się krajem emerytów których ciągle coś boli, gdyż spora część z nich ciężko kiedyś pracowała przy kostce i teraz wychodzi to na starość), a jak nie to może coś związanego z energetyką - ta branża chyba ma się dobrze a tak mi się przynajmniej wydaje. Jak nie to, to może spróbuj się dostać do policji czy wojska pracujesz fizycznie więc z formą fizyczną problemów mieć nie powinieneś, no chyba że się mylę? Albo zarób trochę kasy, załóż zakład pogrzebowy, wtedy pojęcie martwy sezon nabierze zupełnie innego znaczenia :szczerbaty:
Wszelkie studia startują w październiku masz kupę czasu przemyśl sprawę i zrób co uznasz za stosowne. Popraw mnie ktoś jeśli nie mam racji.


PS: Masz nade mną tą przewagę, że wszystko jeszcze przed Tobą, ja prawie skończyłem studia i jestem nie wiem czy nie gorszej sytuacji od Ciebie .... bzzzzz! czemu ja w ten sposób nie myślałem 5-6 lat temu.
_________________
"Przyjaciele przychodzą i odchodzą. A mistrzowskie bannery pozostają na zawsze."
- Kobe Bryant

"alkohol nie rozwiązuje żadnych problemów,... ale mleko też nie :)"
 
     
felix2622 
Nowy

Wiek: 26
Dołączył: 24 Sty 2014
Posty: 25
Skąd: Białystok
Wysłany: 2014-01-26, 09:38   

Masz rację, ale ja przeważnie się do ludzi nie uśmiecham, obserwuje ich, bardziej jestem zainteresowany NIMI w sensie jak się zachowują niż chęcią ich poznania. Uśmiecham się do obcych rzadko, a ona wtedy tylko na mnie spojrzała, a ja słuchałem Patosu Miuosha, to zawsze wywołuje u mnie uśmiech ;]
Mam zawód, technik drogownictwa, uczyłem się w szkole pomaturalnej, ochikara, na pracownika ochrony pierwszego lub drugiego stopnia, ale praktyki ujawniły u mnie wędrujące bóle stawów, nie mam boreliozy, więc został reumatolog do którego jestem już umówiony.
Wyjechać wyjadę, to oczywiste, jak dziadek umrze. Póki żyje, to go tutaj nie zostawię.
Studia dla mnie to kpina, papierek, który właściwie nic Ci nie daje, bo nie masz wymaganego doświadczenia, które najbardziej jest poszukiwane przez pracodawców. Weterynarzem kiedyś chciałem być, tylko nie miałem takiej szkoły u mnie w mieście niestety.
Ostatnia kwestia, co chciałbym robić? Pisać, opowiadania, książki. Trochę ich napisałem (opowiadań, książkę mam skończoną w, ja wiem 15%) i jestem w tym podobno bardzo dobry, tylko ja w tym widzę szajs i za dużo i za szybko myślę. Często sypie mi się logika wypowiedzi i interpunkcja - przeważnie piszę wtedy, jak wpadnę na pomysł (ostatnio pomysł podsunął mi pękający tynk na suficie [strop ma uskok, ostatnie piętro więc i tynk pęka]) i piszę to tak, że niekoniecznie zwracam uwagę na interpunkcję i potem zapominam sprawdzić.
W tym co napisałeś masz sporo racji, muszę to przemysleć :usmiech:
_________________
Everybody lies
 
 
     
Orion 
Milczący



Wiek: 26
Dołączył: 04 Mar 2012
Posty: 98
Skąd: Wrocłopole
Wysłany: 2014-01-27, 18:04   

Też tak myślę. Skoro nie masz nic do roboty, a nie lubisz swojej obecnej, to zastanów się, co by Ci się bardziej spodobało i naucz się tego. Poza tym nie rozumiem, jaki jest Twój problem. Nie lubisz ludzi, a jesteś samotny? To powinno być powodem do radości.

Co do studiów, nie pod żadnym pozorem nie idź na kierunek, który ma dobrą opinię, a którego nie będziesz chciał się uczyć. To jest pięć lat zmarnowanego życia, bo albo się poświęcisz i tego nauczysz, po czym będziesz musiał przez całe życie się tym zajmować, albo będziesz "studiował" i przez pięć lat niczego się dobrze nie nauczysz, i będziesz musiał dołączyć do Oburzonych, bo przecież studiowałeś przez tyle czasu, a państwo nie potrafi Ci zapewnić pracy. Poszukaj sobie takich studiów, które pokryją się z Twoimi zainteresowaniami. Ale z takimi prawdziwymi zainteresowaniami, nad którymi czas mija o wiele za szybko. Jeśli takich nie masz, no to cóż, znalezienie ich jest pierwszym krokiem do pozbycia się samotności.
 
 
     
felix2622 
Nowy

Wiek: 26
Dołączył: 24 Sty 2014
Posty: 25
Skąd: Białystok
Wysłany: 2014-01-27, 22:40   

Oceniasz mnie, to niezbyt miłe. ALE. Przeważnie mi to nie doskwiera, dobrze mi z tym - tylko, że co jakiś czas to zaczyna mnie uporczywie męczyć, zastanawiam się co jest ze mną nie tak, że nie umiem żyć z ludźmi tak jak inni. I to się ze mną dzieje może nie coraz częściej, ale zaczynam to zauważać w prostych czynnościach, które mógłbym robić z innymi, jak napicie się piwa przy oglądaniu filmu, czemu by tego nie robić z kimś?

Jak już miałbym studiować to dziennikarstwo plus wydział teologii. W poznaniu. Dlaczego to? Lubię pisać, jestem w tym dobry, brakuje mi szlifu w tym, ale sprawdzam się w pisaniu opowiadań. Dlaczego teologia? Lubię rozmawiać o bogu, rzadko kiedy kto wie tyle o religii, co ja. A takie studia poszerzyły by moją wiedzę na ten temat, przez co moje rozmowy o bogu nabrałyby większego sensu. Tak przynajmniej myślę. Uczyłem się przez pół semestru w szkole ochroniarskiej, poznałem sporo osób, ale ani szkoła ani ludzie tam uczący się (ze mną na roku) mnie nie zainteresowali.
_________________
Everybody lies
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Samotność Forum © 2011 - 2013
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Serwisu Google XML RSS