Samotność - forum psychologiczne na temat samotności - dla wszystkich samotnych i osamotnionych - samotnosc

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Chat Gry RejestracjaZaloguj

Samotność

Psychologiczne forum dyskusyjne związane z tematem samotność, osamotnienie - na temat samotności dla wszystkich samotnych i osamotnionych.

Poprzedni temat «» Następny temat
Lęk przed samotnością.
Autor Wiadomość
bella47 
Początkujący


Wiek: 54
Dołączyła: 22 Cze 2012
Posty: 145
Skąd: warszawa
Wysłany: 2012-09-12, 20:27   

Słaba to pociecha dla mnie Lukier...moja samotność to nie wybór tylko rzeczywistość,ty możesz wybierać i od ciebie zależy czy nadal będziesz samotna..jak sama powiedziałaś masz dopiero 20 lat...no cóż ja mam dopiero 47 :-D
 
 
     
lukier 
Początkujący



Wiek: 27
Dołączyła: 10 Wrz 2012
Posty: 144
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2012-09-12, 20:37   

tego typu wybory sa najgorsze ;/

bella47, jak sobie dajesz z tym rade z ta rzeczywitoscia (samotnoscia) mysle ze jestes w stanie powiedziec wiele w tym temacie :D twoje zdanie wydaje mi sie ze bedzie cenne dla wielu mlodych ludz ^^
 
     
bartekk 
Aktywny


Wiek: 36
Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 223
Wysłany: 2012-09-12, 21:18   

Niestety samotność w każdym wieku jest najgorsza. Nie ma aż takiego znaczenia w jakim jesteśmy wieku; chociaż im starsi jesteśmy tym napewno mamy coraz mniejszą nadzieję na zmiany.

Masz kilkanaście lat, jesteś sam; ale jednak masz nadzieję, że za 10 lat twoje życie będzie wyglądało zupełnie inaczej. Czas mija, bywa raz lepiej raz gorzej, ostatecznie zostaje gorzej; chciałbyś mieć nadzieje, że za kolejne 10 lat będzie już inaczej. Nie chcesz zakładać, że nie będzie lepiej. Ale jeśli nic się nie zmieni?

Nie mam już lęku, bo i po co bać się czegoś co już jest. Wszyscy którzy mogli to zmienić odpuścili, zniknęli.

To trochę jak z rzucaniem kostką; teoretycznie każda liczba ma taką samą szansę i przy dostatecznie dużej próbie trafisz wszystkie w takiej samej ilości. Ale jednocześnie może się zdarzyć, że pod rząd trafisz ileś jedynek lub ileś szóstek...
 
     
bella47 
Początkujący


Wiek: 54
Dołączyła: 22 Cze 2012
Posty: 145
Skąd: warszawa
Wysłany: 2012-09-13, 13:29   

Ja sobie nie radzę z samotnością,dużo pracuję,praktyczne całe dnie mam zajęte,a wieczorem jestem tak zmęczona,że nic już mi się nie chce...najgorsze są weekendy i święta,najchętniej bym je przesypiała...moi synowie mają swoje życie,ja nie mam innej rodziny do której mogłabym pójść, pogadać,nie mam znajomych bo pracuję w innej miejscowości a gdzie indziej mieszkam...pisałam o tym...no więc taka jest rzeczywistość....nie mnie udzielać rad,wiem tylko,że dopóki jest się młodym wiele można zmienić,ryzykować bo nie ma się jeszcze zobowiązań...trzeba tylko się odważyć i chcieć...potem już się nie chce...
 
 
     
Mariette
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-13, 22:57   

Bello, wiesz rozumię Ciebie, jestem zaledwie 2 lata młodsza od Ciebie, też mam córkę, która studiuje, mieszka osobno.
Wiem czym pachnie samotność.
Pracuję dużo na III zmiany, jestem obecnie zadowolona z pracy, z porzedniej nie byłam zadowolona,dlatego zmieniłam pracę.
Pracuję nawet niedzielę i święta, jak przypadnie dyżur.

bella47 napisał/a:
nie mnie udzielać rad,wiem tylko,że dopóki jest się młodym wiele można zmienić,ryzykować bo nie ma się jeszcze zobowiązań...trzeba tylko się odważyć i chcieć...potem już się nie chce...


Młody wiek jest piękny to prawda, ale my ( obie) nie jesteśmy jeszcze takie stare, aby siedzieć i narzekać. Czasami trzeba dać sobie pomóc, coś zmienić w swoim życiu, Bello, głowa do góry, ja Ci rady nie daję, ale postaraj się zawalczyć o swoje życie, wyjdź do ludzi, park, kawiarnia, kino. Pomyśl o tym.
 
     
Jasper 
Aktywny


Wiek: 27
Dołączył: 14 Wrz 2012
Posty: 461
Skąd: Woj. Podlaskie
Wysłany: 2012-09-14, 10:11   

lukier napisał/a:
samotność boli. bella47, masz 47 lat ja mam 20 i nie wyobrażasz jak bardzo się boję znaleść za 20 lat w takiej sytuacji jakiej ty jestes ;/ a juz zapowiada sie nie ciekawie


tak... ciężko wyobrazić sobie własną przyszłość. Jestem przekonany że nigdy nie usłyszę słowa "tato" nie dlatego że dopuszczam myśli o założeniu rodziny ale dlatego ze nie potrafię wybiegać w przyszłość na dłużej niż tydzień, a co mówiąc na kilka lat? Jest to niemożliwe. Dodatkowo mam przeczucie że nie dotrwam nawet do dwudziestu iluś tam lat bo tylu po prostu nie dożyję więc nie dożyję także własnej rodziny.
Samotność to choroba z której nie da się wyleczyć. Daje nam czasem odpocząć od siebie ale wraca ze wzmocnioną siłą jak płatny morderca łamie nas na tyle że sami przykładamy sobie broń do skroni i drwi z nas mówiąc "Co? myślało się, że już odeszłam?!"
...
 
 
     
Mariette
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-14, 12:40   

Jasper napisał/a:
Dodatkowo mam przeczucie że nie dotrwam nawet do dwudziestu iluś tam lat bo tylu po prostu nie dożyję więc nie dożyję także własnej rodziny.


Dlaczego w Tobie jest tyle pesymizmu? Ja wierzę, że dożyjesz więcej niż dwadzieścia kilka lat. Więcej optymizmu i wiary w siebie.
 
     
bartekk 
Aktywny


Wiek: 36
Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 223
Wysłany: 2012-09-14, 12:53   

Mariette napisał/a:
Jasper napisał/a:
Dodatkowo mam przeczucie że nie dotrwam nawet do dwudziestu iluś tam lat bo tylu po prostu nie dożyję więc nie dożyję także własnej rodziny.


Dlaczego w Tobie jest tyle pesymizmu? Ja wierzę, że dożyjesz więcej niż dwadzieścia kilka lat. Więcej optymizmu i wiary w siebie.

Jeśli jego przeczucie jest podobne do mojego to to nic nie ma wspólnego z pesymizmem czy brakiem wiary w siebie.
Więc jeśli jest takie to ja cię rozumiem Jasper - nic fajnego.
 
     
Jasper 
Aktywny


Wiek: 27
Dołączył: 14 Wrz 2012
Posty: 461
Skąd: Woj. Podlaskie
Wysłany: 2012-09-14, 14:41   

Mariette napisał/a:
Jasper napisał/a:
Dodatkowo mam przeczucie że nie dotrwam nawet do dwudziestu iluś tam lat bo tylu po prostu nie dożyję więc nie dożyję także własnej rodziny.


Dlaczego w Tobie jest tyle pesymizmu? Ja wierzę, że dożyjesz więcej niż dwadzieścia kilka lat. Więcej optymizmu i wiary w siebie.


Trudno jest być optymistą i wierzyć w to jaki to świat jest dobry i w ogóle kiedy ludzie którzy Cię otaczają mają gdzieś to co się z tobą dzieje i to co czujesz. Przez ostatnie ponad półtora roku przeżywałem i trwa to nadal coś czego nie życzę największemu wrogowi, w tej całej sytuacji byłem praktycznie sam. Mówię praktycznie gdyż pomoc uzyskałem w sumie od dwóch koleżanek z których jedna potrafiła wysłuchać a druga nawet przez grubą maskę z namalowanych uśmiechem potrafiła dostrzec wnętrze "wiem że coś Ci jest... Co jest nie tak?" tych słów oczekiwałem od kogoś z rodziny a mówiła mi to koleżanka która dziś jest dla mnie jak bratnia dusza. Rodzina stale ma mnie w... głębokim poważaniu i niech tak pozostanie. Liczenie że to wszystko minie i będzie dobrze, liczyłem tak przez kilkanaście miechów, jakiś czas temu straciłem nadzieję i zaczynam się godzić z tym że los i życie stawi mnie w końcu.
Przestałem walczyć o lepsze jutro, przestałem liczyć na czyjąś pomoc bo mogę o nią żebrać a ludzie i tak udają że tego nie widzą, walczyłem- przestałem, pogodziłem się- czekam na koniec. Dla kogoś "innego" może wydawać się to dziwnie bo nie pojmie mojego stanu, to trzeba przeżyć. Żadne słowa nie oddadzą tego wszystkiego.

Więc przepraszam ale słowa ze dotrwam nawet i stu lat spływają po grubym murze jaki zbudowałem dookoła siebie. Ten mur mnie chroni, nie boję się, po prostu czekam... :-)
_________________
Czemu mamy nierówne szanse?
Kiedy mamy wspólny cel.
Boże, powiedz, jak żyć naprawdę?
Nie wiem wcale jak mogę...
 
 
     
KROPLA w morzu 
Milczący



Dołączyła: 21 Sie 2012
Posty: 76
Wysłany: 2012-09-14, 15:53   

Jasper nie znam Twojej sytuacji, ale odnoszę wrażenie, że od długiego czasu tkwisz w stanie wywołanym jakąś traumą. Nie chcę Ciebie urazić, ale to wygląda na załamanie/depresję. Może spróbuj profesjonalnej pomocy psychoterapeuty. Z tego co napisałeś Twoim problemem także jest rodzina, więc może przydałaby się terapia dla całej rodziny, po to, aby oni Ciebie rozumieli, akceptowali i kochali, a Ty ich.
_________________
I płaczę co noc
A łzy myje mi deszcz
I kocham ten ból...
 
 
     
bella47 
Początkujący


Wiek: 54
Dołączyła: 22 Cze 2012
Posty: 145
Skąd: warszawa
Wysłany: 2012-09-14, 18:14   

Ja mam dużo więcej lat niż Jasper ale wiem o czym on mówi,tak mi się wydaje,kiedyś w dawnych czasach mówiono na to melancholia,czarna dziura,bezsens wszystkiego...niestety takie stany umysłu nie są dobre i potrzebna ci terapia bo da się z tego wyjść...poczytaj na temat dystymii może z tym się utożsamisz,mam syna 20 lat,od lat na to cierpi i był czas kiedy kompletnie nie mogłam do niego dotrzeć,ale leczy się i jest ok. a rodzice prawdopodobnie cię nie rozumieją i się boją...ale nie znam twojej sytuacji wiec się nie wypowiadam wiem tylko,że rady w stylu będzie dobrze na ciebie nie poskutkują...jak chcesz pogadać to pisz na gg.po 20 zawsze jestem
 
 
     
bella47 
Początkujący


Wiek: 54
Dołączyła: 22 Cze 2012
Posty: 145
Skąd: warszawa
Wysłany: 2012-09-14, 18:14   

Ja mam dużo więcej lat niż Jasper ale wiem o czym on mówi,tak mi się wydaje,kiedyś w dawnych czasach mówiono na to melancholia,czarna dziura,bezsens wszystkiego...niestety takie stany umysłu nie są dobre i potrzebna ci terapia bo da się z tego wyjść...poczytaj na temat dystymii może z tym się utożsamisz,mam syna 20 lat,od lat na to cierpi i był czas kiedy kompletnie nie mogłam do niego dotrzeć,ale leczy się i jest ok. a rodzice prawdopodobnie cię nie rozumieją i się boją...ale nie znam twojej sytuacji wiec się nie wypowiadam wiem tylko,że rady w stylu będzie dobrze na ciebie nie poskutkują...jak chcesz pogadać to pisz na gg.po 20 zawsze jestem
 
 
     
Jasper 
Aktywny


Wiek: 27
Dołączył: 14 Wrz 2012
Posty: 461
Skąd: Woj. Podlaskie
Wysłany: 2012-09-14, 19:05   

bella47, ], dziękuje za propozycję rozmowy... to ten, przyjmę do wiadomości i się zobaczy. :oczko:
KROPLA w morzu, bella47, nie odniosę się do waszych słów gdyż nie wiem co miał bym napisać. Słyszę terapia, leczenie? hmmm- nie. Nie pójdę do rodziny i nie powiem im że ma depresje (choć po części takie słowa padły w kierunku mojej siostry), gdyż nie wyobrażam sobie czegoś takiego. Trzeba jakoś funkcjonować dalej, czasem gorsze chwile czasem jest ok. Nie będę rozmawiał z psychoterapeutą gdyż jedyne co usłyszy to *****( po polsku- zostaw mnie) i na tym skończy się nasza rozmowa. No nie wiem co napisać, może trafiło to idealnie w problem i dlatego nie wiem co powiedzieć a może spłynęło po mnie nie docierając do "tego czegoś we środku" :)
Nie wyolbrzymiał bym całej tej sytuacji do takiej problematyki, może dlatego że tyle to trwa i wkradło się w real na tyle że przestaję to widzieć- nie wiem... a może po prostu moja taka natura- nie wiem.
_________________
Czemu mamy nierówne szanse?
Kiedy mamy wspólny cel.
Boże, powiedz, jak żyć naprawdę?
Nie wiem wcale jak mogę...
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Samotność Forum © 2011 - 2013
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Serwisu Google XML RSS