Samotność - forum psychologiczne na temat samotności - dla wszystkich samotnych i osamotnionych - samotnosc

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Chat Gry RejestracjaZaloguj

Samotność

Psychologiczne forum dyskusyjne związane z tematem samotność, osamotnienie - na temat samotności dla wszystkich samotnych i osamotnionych.

Poprzedni temat «» Następny temat
Historia mojego życia.
Autor Wiadomość
Grzeesiu96 
Początkujący


Wiek: 23
Dołączył: 27 Kwi 2013
Posty: 102
Skąd: Południe Polski.
Wysłany: 2013-04-27, 22:05   Historia mojego życia.

Nie wiem od czego zacząć swoją wypowiedź. Chciałbym Wam opowiedzieć nie tylko o mojej samotności, ogólnie o moich problemach w swoim życiu, bo nie mam się komu wygadać. Nie mam sił tego wszystkiego od początku pisać więc pokażę Wam moja historie, ktora napisalem pewnej pani psycholog która mi nie odpisała... Jesli to czytasz, bardzo Ci dziekuje...


Dobrze, już zabieram się za pisanie moich problemów z którymi już nie daję sobie całkowicie rady. Proszę pytać, jest Pani psychologiem, wiem że jest Pani profesjonalistką, więc będę miał jakąś wizję, taką prawdziwą co mi dolega i co mi jest. Bardzo proszę o dokładnie rozpatrzenie mojej sytuacji życiowej, którą mam. Nie wiem za bardzo jak się do tego zabrać, ale postaram się jak najlepiej to wszystko wyjaśnić, wiem że niektóre sprawy mogą brzmieć jak jakieś nienormalne. Może opisze moją przeszłość, być może ma to jakiś wpływ na teraźniejszość. Wyrzuce z siebie całe życie, chyba nie jest Pani oszustka i moge Pani zaufac? Mam taka ogromna nadzieje... Napisze wszystkie moje historie i odczucia myslowe. Postaram sie tez ponizej stworzyc swoj portet. Musi sie Pani przygotowac na bardzo długa wypowiedz. Jest to tez moja swoista wypowiedz, pisze to tez dla siebie w formie pamietnika, zebym uporządkowal to wszystko. Wiem, ze jest tutaj moze pare zbędnych informacji, ktore moglbym wykreslic z tego, ale to prosze nie zwracac tak na to uwagi, wiem ze moglbym zrobic osobny wątek, ale chcialbym wszystko zamiescic tutaj. P

Na początku chciałbym zanaczyc, ze NAWET SAMO pisanie tych slow liter, stanowi u mnie powazny problem, ze względu na nerwice natrectw, ale o tym pozniej. Postaram sie pogrupowac cyframi problemy, zeby bylo wygodniej.

1 ) Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale w wieku 7 miesięcy zostałem adoptowany przez obecnych rodziców. Jestem jedynakiem. Mieszkam na wsi. Jako dziecko, ponoć taki byłem, zreszta sam to pamiętam, byłem raczej wygadanym, przyjaznym dzieckiem. Dzieckiem raczej bylem takim wychowywanym na grzecznego chlopaka. Inni potrafili umeczyc żabe czy cos, zrobic a ja nie. Mialem kuzyna z ktorym tak do 6-7 roku zycia zylismy prawie jak bracia, ogolnie tez pierwsza do trzeciej podstawówki miałem kolegów, nawet kolezankę, przychodzili do mnie graliśmy w piłkę, ogólnie jakieś takie zabawy. Jednak pamiętam też pewną sytuację, ze jakos tak w trzeciej klasie na początku poklocilem sie z najlepszym kolega i on sie odwrocil i nigdy juz nie bylismy kolegami. Ogolnie pamietam taka sytuacje sobie przypominam ze wtedy juz nie mialem kolegi, jak siedzielismy wszyscy razem to ja sam. Ale jako tako tamte czasy uznaje za normalne, fajne. Gorzej bylo juz w podstawowce... Pamietam, ze w piatej klasie, zaczal mi dokuczac gosc, zglosilem mamie ona tamtej kobiecie jego matce powiedziala, to zrobila jeszcze gorzej ze bylo... I jeden inny gosc, z innej klasy dokuczal mi za pochodzenie, i niektorzy tez mi dokuczali z tego powodu.. Potem, to juz było naprawde zle, szczegolnie szósta podstawówki, bylem odtrącony juz bardzo. Byly nawet spotkania takie z pedagog jedno, zeby napisali na kartkach co do mnie maja, i juz nie pamietam czy ktos cos napisal... Z kolei gimnazjum, cale gimnazjum to juz bylo piekło. Kazde pojscie do szkoły było dla mnie koszmarem, nie dosc ze byla calkowita izolacja, zawsze sam siedziałem to do tego jeszcze dochodzilo to ze mnie obrazali, wysmiewali sie ze mnie. Ja tez nie potrafilem im sie postawic, jestem slaby psychicznie. Nie wybierali mnie na wfach, tak nie wiedzialem gdzie pojsc, jakiekolwiek bierzmowanie czy cos to byla tragedia... modlilem sie tylko zeby odsiedziec na lekcji i do domu. Tez spotkania takie byly, nawet u dyrektora byli, matka sie wstawiała za mnie, ale to nic nie dawało, albo dawalo tylko ze mnie przeprosili podali reke, a potem znow to samo... Calkowita izolacja, i do tego jak jechalem rowerem nawet droga to dokuczanie... Sądze, ze bylo takich paru moich ostrych przeciwnikow, a reszta to wiadomo. I tak upłynęło mi cale gimnazjum... Poza tym, zawsze marzylem o zostaniu slawnym pilkarzem... Przez to dojezdzalem 30 km po szkole od 1 gimnazjum do do trzeciej... tam rowniez mialem piekło, tez sie mnie jakos uczepili, tez bylo to samo raczej... Ale zostawałem tam tylko ze względu na to że miałem marzenia piłkarskie. Potem pojawił sie własnie... Wybór nowej szkoły, w tym klubie wlasnie powstawals szkola mistrzostwa sportowego... ale ja chcialem odejsc stąd już... Wiec chcialem sie dostac do innej szkoly sportowej, pilkarskiej. Pojechalem z ta druzyna na oboz, bylem w pokoju z takim kolesiem, normalnie niby gadalismy, chociaz on taki dziwny sie wydawał... Ale strasznie mi doskwierało na tym obozie to, ze nie byłem w domu, jakos tak w grupie... Czulem ze to cos nie dla mnie... Zreszta, zaczalem sie zastanawiac czy pilka to jest zajecie dla mnie, zaczynalo mnie to nudzic, nie bawic.. Zwlaszcza, ze wg trenera nie byłem dobrym zawodnikiem tylko słabym.. Ale nie ma co mowic to jedna z najlepszych szkol pilkarskich, wiec wiadomo. Dobra, przychodzi pierwszy wrzesien, jade tam, do internatu... Gdy juz widzę, kto będzie ze mna mieszkał, ten koles, to juz mam dosyc tego mieszkania tam... i nie mylilem sie, zaraz gdy tylko moj tata pojechal, on dobral sobie dwoch kolesi z pokoju i sami chodzili, a ja pytalem czy moge isc z nimi, to nic poszli sami... Myslalem, ze oj nie dosc ze tutaj ten internat wyglada jak wiezienie, to do tego oni... Wytrzymalem, dwa dni - rozpoczecie roku, i pierwszy dzien lekcyjny i o dziwo, ten ostatni dzien tam, czyli drugi tak dla ciekawostki Pani powiem, trening mi wyszedl idealnie strzelilem 4 czy bodaj 5 bramek w gierce :) Takie miło wspomnienie :) Ale wykonywalem juz telefony wczesniej do rodzicow, ktorzy chamsko bo chamsko, ale widzieli ze chyba tam dlugo nie po będę i juz po tym treningu wiedzialem ze to raczej koniec... Jak wiadomo, mialem wątpliwosci, ze moze jednak sie rozwine i bedzie dobrze w ta pilke, ze moze nie rezygnowac z marzen? Ale z drugiej strony mialem poczucie, że chyba nie wytrzymam z nimi w pokoju i ze pilka to jednak nie dla mnie... Zaczynalo mnie to naprawde nudzic, te treningi jak zawodowcy. Ale mimo wszystko najlepszym wyjsciem było zrezygnowanie... Wiec poszedłem wieczorem i oznajmiłem, że chcialbym wypisac sie z mieszkania tam. Rodzice juz mnie informowali tego dnia ze szkole znalezli... Okej, no to trzeciego dnia przyjechal po mnie ojciec i byłem w sumie uradowany ze opuszczam to miejsce :) Taka ulga ogromna tez... Dobra, rozpoczynam naukę tutaj, pierwsze dni wiadomo jak to jest. Liczba chłopców : 9 dziewczyn 24 = 33 osoby, klasa humanistyczna, bo scislych nie umiem, w ogole. I z początku wydawalo sie, ze bedzie okej, ja napisalem do kazdego z klasy na fejsie, jak sie podoba w nowej szkole i w ogole. I bylem tez tak w grupie, rozumie Pani, na wfach czy gdzies jak szlismy to szedłem za nimi, tak mi sie wydaje, jakos to tam bylo, co by nie bylo, nie odczuwalem izolacji... nawet sam nie wiem kiedy sie to dokladnie stało. Problemy zaczęły sie pozniej, jakos tak po miesiącu ten gosciu co ze mna siedzial w lawce, zrozumialem ze dobralem sobie nieodpowiedniego partnera, ja zagadywałem, starałem sie jakos pogadac i staralem sie byc miły, a on zaczął tak jakos na mnie naskakiwac, takie hasełka i w ogole... Na fejsbuku tez takie komentarze i w ogolei zaczynałem widziec, ze sie odtraca ode mnie... Powiedzialem to nawet innemu gosciowi z klasy, czy mu sie tak nie wydaje, bo nawet jak rozmawiali to widzialem ze on jak mowi to do wszystkich, tylko nie do mnie tak jakby mnie ignorowal... Nie wiem, ja tez czesto samotnie wychodzilem sie przejsc po szkole moze to przez to? Nie... to nie powod przeciez! I tak się zaczęło... Potem było juz duzo gorzej, z przeciwleglej klasy co mamy z nimi wfy, to tez juz mnie nie szanuja w ogole, pewnie widza sytuacje... I doszło do tego, ze goscie sie nawet ze mna nie przywitaja, byly nawet takie sytuacje, ze podawał gosc reke wszystkim tylko nie mi... Jakie to sa chłopaki? Ogolnie to sa tacy, ja bym to tak okreslil, umieja poprzeklinac, poszalec czesto jak dzieci, a potrafia tez normalnie sie wypowiadac na lekcjach. I chcialbym sie Pani zapytac, czemu sie tak stało, czemu jestem tak traktowany, czy to moja wina? Bo nie wydaje mi sie zebym komus ublizal czy cos, zawsze staralem sie pogadac jak cos, moze te docinki, to moze bralem za bardzo na powaznie od tego goscia? Ale mimo wszystko, przeciez kazdy jest inny, to chyba nie byłoby powodem? Jest Pani profesjonalista, lepiej to Pani rozgryzie tą zagadkę, dlaczego tak jest. Jeszcze nie tak dawno sie tym nie przejmowałem, ale teraz mnie bardzo, ale to bardzo przygnębia. Każdy pobyt w szkole jest okropny, probowalem na początku jakos cos zagadywac, tak jak mowie przez fejsa czy cos, ale zeby widziec incjatywe z kogos strony jakies zapytanie co slychac, nic... OBECNIE jest taka sytuacja, pewnie Pani to wie z psychologii, ze sa juz grupki jest juz wszystko utworzone.. To wszystko widac, jak sie tak przyglądne kto z kim trzyma i w ogole. Naprawde jest tak okropne, ze nie moge tego wytrzymac ostatnio, nikt sie nie odezwie ani nic, prawie kazda przerwe ide sie przejsc po szkole, nawet do ubikacji, czy na kawe... I mam takie mysli, ze oni to widza, i widza i sie ciesza, ze tak bedzie przez trzy lata... Ja juz nie czynie krokow do nich, ani sie pcham do ich grupki gdy gadaja, ani nie biore udzialu w ich dyskusjach, bo skoro nie chca, to nie bede... To tak prezentuje sie moja sytuacja w klasie, chyba gorzej byc nie moze, no wlasnie, tak mnie zycie doswiadczylo ze moze byc gorzej - gorzej bylo tylko w gimnazjum gdy dochodzily wyzwiska. Siedzę sam, do tamtych sie nie pcham, bo skoro mnie nie chcą, i w ogóle, nie potrafię tak, ale boli mnie to że wszędzie tak sam jestem w tej szkole. Widzę, ze jestem takim jedynym chyba przypadkiem, naprawdę.

Poza tym, nie mam w ogóle znajomych przyjaciół. Mialem takiego przyjaciela w podstawowce, ale potem jakos odszedl on ode mnie... Cale gimnazjum to okropna samotnosc. Nawet Pani nie wie, jakie to okropne jest takim być, szczególnie na wakacjach… wprawdzie mam znajomych inernetowych, i to nawet sporo, i to w jakiejs czesci mnie satysfakcjonuje, bo jest z kim pogadac wieczorem czy noca, ale mimo wszystko przeciez internetowa znajomosc to nie jest prawdziwa i sie ogranicza tylko do komputera... A zeby gdzies wyjsc czy cos to nie... Ogromny ból mi to sprawia, naprawdę zwłaszcza ze nieraz jak rozmawiam, to duzo jest osob zdziwionych i pytam co ty robisz w takim razie na weekendach.... Swoj czas wolny staram sie zapełnic jazda w trasy na rowerze czy skuterze, spacery z pieskiem.... Bo co innego mi zostaje? Szczerze, niekiedy mam ogromny zal i ból, że tak spędzam swoja młodość, zaluje bardzo tego ze nie będę miał przygód, ze spędzam jak spędzam, ale często sie jakos juz godze z tym... To tak maluje sie mniej więcej o mnie, moja sytuacja.

Prosze o jakąś analize tego wszystkiego, jaki to wplyw te sytuacje z dziecinstwa, mialy na mnie, dlaczego sie tak działo z tym towarzystwem i ogólnie, prosze o kazdy wniosek, jestem ciekawy, czego miałem(mam) takie zycie jakie mam...

Teraz przejdę do problemów że tak to nazwę z głową.... Nie potrafię normalnie posłuchać jakiejś piosenki, bo od razu włączaja mi sie mysli ze moj znajomy, wtedy nachodzą mnie myśli o byle kogo, ze tez tego słucha... i cała piosenka traci cały urok, bo mysle ze on rzadko ona tez tego słucha... i ze nie tylko ja jestem taki wrażliwy i w ogóle... A zawsze w muzyce znajdowalem ukojenie, a teraz jest juz tak ze i tutaj mam te mysli... ;(:(Do tego przed snem i nie tylko, ale zzwłaszcza przed snem, dotykam tego, tamtego i tak całymi nocami schodzi i nie moge zasnac :( Naprawde, to mi nie daje zyc :(( Nawet w tej pracy dla Pani, niektore slowa jak pisze to mam te mysli :( Ze np jak nie napisze tego to cos tam sie stanie, ale ja mowie ze to fikcja, ze te glosy to fikcja, ale to jest silniejsze i czesto rezygnuje z jakiegos wyrazu :(( a te mysli czesto dotycza wrazliwych dla mnie spraw, ze jesli to slowo napisze to np on tez slucha tego czegos czy cos... Wiem, ze to chore -.. to jest okropne... poza tym, mam okropny mętlik myslowy, nie wiem jak to sam nawet nazwać, tez jesli chodzi o te mysli... mam jakies takie wyobrazenia dziwne. Np. idąc do galerii, boję się okropnie coś załatwic, np. pójść do sklepu telefonicznego... Nie potrafie patrzec kobietom w oczy dlugo bo mysle, jakies mam takie piepszone mysli ze moze mysla ze ich podrywam czy cos... W ogole nie potrafie tak patrzec. Z mężczyznami jest o duzo lepiej, ale tez jakos mam problemy nie wiem kiedy patrzec czy cos... W szkole jak ide korytarzem, to teraz patrze w dol, nigdy w oczy przechodzącym ludziom.... Mam jakies takie mysli, bardzo sie denerwuje, np nie potrafie zapytac o cos nauczyciela, jakis taki lęk i cokolwiek sytuacje... Stresuje sie przed nieznajomymi strasznie, i ogolnie tak publicznie ze cos zle zrobie... Natomiast co do osob ktore znam i ktore sa takie w miare w porzadku w sensie ze ich spotkam np na dworcu czy cos, rozumie Pani, to potrafie rozmawiac. Naprawde, wydaje mi sie ze bardzo umiem rozmawiac, zawsze prowadze rozmowe jako przewodnik pytam o cokolwiek i w ogole... Wiec tym bardziej nie rozumiem pewnych spraw.... Dodam jeszcze to, ze potrafie sie cieszyc... Np. jak sie dowiem ze dajmy na to, musze zawiesc babci cos, rowerem bo to jedyna moja rozrywka z nielicznych to sie ciesze.... co inny ktos by nawet na to nie zwracal uwagi, a dla mnie takie cos to jest frajda... Ale bywam tez czesto smutny.. Zwlaszcza w tej szkole rozumie Pani... przychodzi czlowiek, a nikt sie nie odezwie, w ogole tak jak w jakims więzieniu... ale o tym pisalem wczesniej juz, wiec tam napisalem u gory jak sie czuje... Nie wiem dostałem jakiejs pustki teraz, wydaje mi sie ze bardzo duzo z siebie wyrzucilem... No wlasnie... mam tez takie mysli ciągle, ze moze ja to sobie sam wymyslam, ze moze to nie prwada wszystko? Ze moze nie wyrzucilem z siebie wszystkiego? jakies tkaie dziwne mysli krążą po mojej głowie... Sam nie wiem juz. O i teraz znów nerwica natrectw daje o sobie znac, ma mmysli ze jak napisze tak, to taka dziewczyna jest podobna do mnie, a jej nie lubie i nie chcialbym zeby tak bylo... Masakra :( Fajne mam zycie :(( Dobra, teraz przechodzę do zakonczenia. Np. teraz pomyslalem o psychologu i znow mysli ze moze to ja sobie zmyslam... eh. Prosze to przeczytac, bede bardzo wdziewczny.. Bardzo licze na analize, chcialbym zapytac co Pani o tym wszystkim sądzi... Proszę pisac, pytac, ja za pewne napisze jeszcze do Pani... Wiem, ze to takie głupie troche, bo czytalem ze rozmowy z psychologiem na Internecie są płatne, ale bardzo proszę o wnioski. Serdecznie pozdrawiam! :((
 
     
Klaudinula 
Początkujący


Wiek: 25
Dołączyła: 30 Mar 2012
Posty: 150
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2013-04-28, 00:32   

Przeczytałam to całe... Spory rozpis. Widzę, że naprawdę Ci ciężko. Może ta pani psycholog jeszcze Ci odpisze. Chyba, że to już dawno było. Nerwica natręctw to na pewno poważna sprawa. Poznałam kiedyś takiego kolegę przez internet i on mi napisał, że miał nerwice natręctw taką bardzo zaawansowaną i jakoś wyszedł z tego. Co więcej nadawał się do psychiatryka. Także głowa do góry. Nie wiem niestety jak on to zrobił, znaczy wyrzucił brudy z mózgu. Chyba tak to określił. Hm.. myślę, że może to naprawdę kosztować wiele wysiłku. Jednak jest to możliwe. Można z tego wyjść. Widzisz byłam też kiedyś otwartym dzieckiem, towarzyskim i odważnym. Lecz od pierwszej w zasadzie podstawówki stopniowo, stopniowo separowałam się od ludzi. Czułam się niepotrzebna. Moja najlepsza koleżanka z zerówki zaczęła się kolegować z taką Asią i ona zajęła moje miejsce. Czasy gimnazjalne też były dla mnie ciężkie bardzo. Ludzie ogólnie nie są źli ale niestety jak widzą, że jesteś niepewny siebie, jak widzą, ze boisz się patrzeć to zniechęcają się do Ciebie i to boli. Naprawdę rzadko kiedy zdarzają się osoby co podchodzą do takich nazwijmy aspołecznych, albo mających problemy z kontaktami.
Twoja sytuacja rodzinna mam rozumieć jest właściwa? Bo nic o tym nie napisałeś, a myślę, że problemy tego typu z tego się najczęściej biorą, z pewnych braków w rodzinie.
Póki co więcej chyba nie umiem napisać i radzić. Może ktoś tutaj coś Ci doradzi mądrego i słusznego.
Pozdrawiam :)
 
 
     
Sen
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-28, 00:50   

Wiesz co? Idź na siłownie, albo basen, poważnie. I to regularnie :)
 
     
alionix
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-28, 01:14   

Według mnie za mocno się przejmujesz,zacznij ich olewać dadzą sobie w końcu spokój jak będą widzieć że na ciebie to nie działa ważne żebyś zmienił swoje podejście do tego wszystkiego a zobaczysz że będzie lepiej.Pisałeś że Swój czas wolny starasz się zapełnić jazdą w trasy na rowerze czy skuterze,może masz w okolicy jakiś klub który organizuje jakieś wycieczki poznasz nowych ludzi zaprzyjaźnisz się z kimś może nawet jakąś osobą z twojej szkoły z którą będziesz mógł porozmawiać na przerwach
 
     
Kiera 
Nowy

Wiek: 28
Dołączyła: 01 Sie 2012
Posty: 8
Skąd: kujawsko-pomorskie
Wysłany: 2013-04-28, 01:45   

Wiesz co? Za bardzo przejmujesz się w tym wszystkim. Jeszcze niedawno byłam w Twoim wieku i wiem jak to wygląda. Nie byłam jakoś specjalnie lubianym dzieciakiem. W podstawówce były dziewczyny, które były ładniejsze, bardziej wysportowane, umiały ładnie śpiewać i tańczyć. Wszyscy chcieli się z nimi przyjaźnić, widać było, że bardzo starają się zdobyć ich sympatię. Mi było ciężko, bo nosiłam okulary, a okulary w podstawówce były przekleństwem. Więc często słyszałam: ślepa, okularnica. Dodatkowo miałam wadę wymowy, więc wszyscy mnie przedrzeźniali. Zabiegałam o sympatię innych, ale na próżno - według dziecięcej mentalności nie miałam nic do zaoferowania. Nie byłam fajna. Czasami każda przerwa była męczarnią, jak trzeba było spacerować dookoła, a ja jako jedyna chodziłam sama albo na doczepkę. W gimnazjum było już lepiej, ale też były takie momenty, że zostawałam sama. Często zastanawiałam się: co jest? Co ze mną nie tak? Czemu nie mogę mieć tylu znajomych, co te popularne dzieciaki albo chociaż jednej dobrej koleżanki? W wakacje nie miałam co robić, więc męczyłam koleżanki z klasy, by do mnie przyszły. One albo się wymigiwały albo nie przychodziły, nawet nie pisząc sms-a. W trzeciej klasie znalazłam koleżanki, z którymi jeszcze długi czas po zakończeniu gimnazjum utrzymywałam kontakt.
W liceum było do dupy. W klasie nie znalazłam ludzi, z którymi mogłam się dogadać, każdy mi tam obgadywał tyłek, wyśmiewał za plecami.
Teraz jestem na studiach i jest naprawdę fajnie. Znalazłam świetnego chłopaka, mam fajnych znajomych.
Ale nie tylko pójście na studia zmieniło moją sytuację. ZMIENIŁO SIĘ MOJE PODEJŚCIE DO KONTAKTÓW Z LUDŹMI. Przestałam się przejmować, co inni o mnie myślą. Mówię Ci - naprawdę nie warto. Usiądź sobie teraz i pomyśl, że tak naprawdę nie zależy Ci, by ten koleś z ławki Cię lubił czy był miły. Pomyśl, że Cię nie lubi i uśmiechnij się. Jakkolwiek to brzmi, postaraj się z tego cieszyć. Wyśmiej to. Bądź dumny, że ktoś Cię nie lubi. Pomyśl o tym, że Ty też kogoś nie lubisz. Że nie lubisz tego kolegi i vice versa. Wyobraź sobie sytuację, że całkiem dobrze sobie radzisz bez niego. Albo w ogóle bez znajomych. Że na wf-ie sam strzelasz bramki, że dobrze odpowiadasz na trudne pytania na lekcji, że wygrywasz jakiś konkurs.

Najlepiej by było, gdybyś obrał sobie jakiś cel w życiu. Lubisz grać w piłkę i jesteś w tym dobry? Zapisz się na sks-y albo do miejscowego klubu. Staraj się grać jak najlepiej i być najlepszym na treningach.

Dużo się ucz, staraj się mieć jak najlepsze oceny. Myśl o swojej przyszłości, by zdobyć jak najlepszy zawód. Jak będziesz miał dobry zawód, będziesz miał pieniądze. Będziesz miał pieniądze, będziesz miał szacunek. Staraj się o to już teraz.

Spróbuj nauczyć się grać na gitarze. Wielu moich znajomych odnalazło w tym pasję i odskocznię od rzeczywistości. Poza tym dziewczyny lubią chłopaków grających na gitarze;p

Znajdź pasję, znajdź cel i tym żyj

Wiesz czemu ludzię Tobą gardzą? Bo się o nich starasz. Wiedzą, że mogą być dla Ciebie chamscy, a Ty i tak za nimi pójdziesz. Czemu są chamscy? Bo taki jest gatunek ludzki. Przynajmniej jego część. Ma to wpisane w naturę. To by sobie wyznaczyć jak najlepszą pozycję w grupie kosztem innych. To że tak robią jest NIEZALEŻNE od Ciebie. Mógłby to być każdy inny. Jeśli wyczują słabość, wykorzystają ją. Dlatego jak widzisz, że ktoś Cię nie szanuje - olej go. Nie przebywaj z nim, nie staraj się go zjednać, udobruchać. To tylko pogorszy sytuację. Pomyśl sobie - i dobrze, mam go gdzieś.

Zdaję sobie sprawę, że może Ci się to wydawać niemożliwe czy bezsensowne. Też mi się tak wydawało. To, że nie warto się martwić zrozumiałam dopiero niedawno i żałuję, że nie wtedy jak byłam w Twoim wieku. Patrząc wstecz, dziwię się sobie, że mogłam się przejmować takimi gównami. Teraz wiem, że to nie miało znaczenia.

Ludzie przychodzą i odchodzą. Z ludźmi z liceum nie utrzymuję żadnego kontaktu, ba nawet nie wiem czy kiedykolwiek w życiu ich jeszcze zobaczę.

Poprzeglądaj na necie, jak się żyje ludziom nw innych częściach świata - umierają z głodu, chorób, nie mają własnego domu a nad głową co chwila wybucha bomba. Wtedy docenisz swoją sytuację - że masz dom, zdrowie i rodziców.

Poświęć więcej czasu rodzicom, staraj się z nimi więcej rozmawiać, gdzieś razem wyskoczyć. Są najbliższymi Tobie ludźmi, więc ich doceń i troszcz się o nich. Pomyśl o sobie, swoich planach, marzeniach, pasjach. Staraj się je spełnić.

Pozdrawiam i życzę powodzenia!!!
 
     
Poddrzewem 
Częsty bywalec



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 638
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2013-04-28, 02:40   

Sen napisał/a:
Wiesz co? Idź na siłownie, albo basen, poważnie. I to regularnie :)

Ten pan, przekazał wielką modrość i w do tego pigułce.

Ja dodam od siebie że, pracuj nad sobą... i nieważne ile razy upadniesz zawsze wstawaj...
nikt niema łatwo, a jeśli nie będziesz niczego robił, to nic nie zmienisz....
Ostatnio zmieniony przez Poddrzewem 2013-04-28, 02:41, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Grzeesiu96 
Początkujący


Wiek: 23
Dołączył: 27 Kwi 2013
Posty: 102
Skąd: Południe Polski.
Wysłany: 2013-04-28, 15:12   

Słuchajcie, co do sytuacji w klasie, ja naprawdę nie zabiegam tam już, długo, można to liczyć miesiacami. Nie pcham się do nich, siedzę sam, bo siedzę, boli to, że mam jak mam, ale nie pcham się do nich, więc wniosek użytkownika u góry jest błędny. Ale ciul, jakoś trzeba będzie przetrwać tam, postarać się mieć wyrąbane na nich, na ich imprezy, spotkania, na wszystko. Natomiast, co do mojej sytuacji poza szkołą. Tutaj właśnie, ciężko żebym kogoś poznał, tak żebym mógł z nim się spotkać, pogadać czy coś. Fakt, gram w klubie, i o dziwo tutaj mnie szanują jako tako, jest to klub seniorski, więc mam treningi dwa razy na tydzień więc jakoś zapełnia czas, zawsze tam do kogoś się odezwę. Ale tak poza tymi treningami, to nie mam konktaktu z ludźmi, przyjaciół też nie mam. Mówicie żebym się zapisał na coś, niestety tutaj nie da rady, bo to jest wioska, a do miasta mam 25 km takiego większego, i bardzo słabe połączenie, zresztą tak samemu nie potrafiłbym chyba pójść i się zapisać, lęk, stres :( Teraz szykuje się perspektywa wolnych dwóch tygodni, będzie strasznie nudno :( może ten rower mnie poratuje choć, dwa treningi i mecz, bo poza tym to chyba padnę :(, wiem wiem, że gdzieś indziej są wojny, itd. jak ktoś napisał - ja całkowicie rozumiem taki stan rzeczy, ale czyż samotność nie jest też okrucieństwem? Zwłaszcza, że zawsze mi towarzyszy? Dlaczego ciągle tak mam? dlaczego całe gimnazjum mi tak dokuczano? Dlaczego wiecznie mi się nie układa? Dlaczego mam problemy z psychiką? Byłem ministrantem kiedyś, nawet lektorem, wierzyłem ze moze Bóg mi pomoze, ale jego najwidoczniej nie ma.
Ostatnio zmieniony przez Grzeesiu96 2013-04-28, 15:15, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Samotność Forum © 2011 - 2013
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Serwisu Google XML RSS