Samotność - forum psychologiczne na temat samotności - dla wszystkich samotnych i osamotnionych - samotnosc

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Chat Gry RejestracjaZaloguj

Samotność

Psychologiczne forum dyskusyjne związane z tematem samotność, osamotnienie - na temat samotności dla wszystkich samotnych i osamotnionych.

Poprzedni temat «» Następny temat
Co to znaczy być samotnym?
Autor Wiadomość
Jula 
Aktywny



Wiek: 46
Dołączyła: 26 Sty 2016
Posty: 493
Skąd: Kraków
Wysłany: 2016-02-21, 18:10   

Nie inka84. To znaczy, że zamknęlas się w domu. Znaczy też że nie było koło ciebie, nikogo wartościowego co na to miano zasłużył.
_________________
Straciłeś dla mnie tyle czasu, że poczułem się ważny.
Antoine de Saint-Exupéry
 
     
inka84 
Nowy

Wiek: 34
Dołączyła: 21 Lut 2016
Posty: 8
Skąd: WIELICZKA
Wysłany: 2016-02-21, 18:12   

dziękuje że mnie pocieszasz kochana jesteś, ale ja się tak czuje , mam 32 lata i nie mam z kim się spotkać , siedze w domu czesto sama i płacze jak dziecko...
 
     
Jula 
Aktywny



Wiek: 46
Dołączyła: 26 Sty 2016
Posty: 493
Skąd: Kraków
Wysłany: 2016-02-21, 18:23   

Nie pocieszam cię tylko stwierdzam fakty. Też tak miałam, czasem jeszcze mam. Z tą różnicą, że teraz sama kieruje swoim życiem i w miarę możliwości czasem.
Mówię ojcu moich dzieci, że ma się zająć dziećmi i wychodzę. Czasem to mówienie ma różny skutek, bo on najczęściej jest bardzo zajęty ale czasem się udaje.
Może też sprobujesz.
Dawniej wychodzilam sama a teraz różnie.
_________________
Straciłeś dla mnie tyle czasu, że poczułem się ważny.
Antoine de Saint-Exupéry
 
     
bargman 
Częsty bywalec



Wiek: 27
Dołączył: 04 Paź 2012
Posty: 590
Skąd: Deep Web
Wysłany: 2017-11-09, 21:26   

Odkopuję ten temat, ponieważ pokrywa się z tym o czym chce napisać.

Dla przypomnienia: jestem singlem od zawsze, parę razy nie wyszło mi z zawarciem związku, przez co trafiłem na to forum uznając siebie za osobę samotną.

Nie tak dawno zadałem sobie niemal identyczne pytanie, jak w tytule tego tematu. Odpowiadając sobie lekko zaskoczyłem sam siebie. Uświadomiłem sobie, że znam osobę której kilka miesięcy temu zmarł mąż, a dzieci lata temu wyjechały za granicę. Dotarło do mnie to, jak ta osoba musi czuć się po powrocie do pustego domu. Nie mogąc z nikim porozmawiać, czy najzwyczajniej w świecie nawet się pokłócić. Osoba ta nie korzysta z internetu a jedynym oknem na świat jest radio i telewizja, więc raczej nie będzie w stanie nawiązać jakichkolwiek kontaktów.

W tej chwili uświadomiłem sobie, jak bardzo się nad sobą użalałem. Mam do kogo zadzwonić - rodzice. Mogę porozmawiać z moimi współlokatorami, chociaż akurat tutaj każdy zamknięty jest w swoim pokoju, ale ktoś w tym mieszkaniu jest, nawet jeśli skupimy się tylko na przytłaczającej pustce w czterech ścianach, to u mnie zawsze ktoś hałasuje, ktoś po prostu jest.

Więc czym jest samotność? Brakiem drugiej połówki? Owszem, osoba taka jak ja czasem odczuwa brak kogoś z kim można by spędzić resztę życia, lecz z drugiej strony, kiedy przytłacza mnie samotność, mogę zadzwonić do rodziców i z nimi pogadać, od biedy mogę wyjść i zagadać do kogoś kogo akurat spotkam w kuchni.

Czy może rozróżnimy różne typy samotności? Taką jak wspomniana osoba i taką gdy po prostu brakuje nam bliskości kogoś w kim się zakochamy? Ot taka mała wewnętrzna dyskusja narodziła się mojej głowie. Co o tym sądzicie?
_________________
"Sa­mot­ność nie bie­rze jeńców: al­bo puszcza ich wol­no, al­bo zabija"
 
     
PrzytulAnka 
Początkujący



Dołączyła: 24 Wrz 2017
Posty: 153
Skąd: podkarpackie
Wysłany: 2017-11-10, 00:51   

Dziękuję, że odkopałeś ten temat. I że uświadomiłeś mi, starej gropie (jak by powiedziała Chmielewska) w porównaniu z tobą, że są ludzie, którym jest jeszcze ciężej. Niby oczywistość, a jednak się o tym zapomina.
Mój dom też jest pusty - no prawie, bo mam psa. Ale nie dlatego, że nastąpiły jakieś rzeczy nieodwracalne i ostateczne, jak u twojej znajomej. Po prostu ktoś się wyprowadził. Na dodatek już jakiś czas temu i nawet zdążyłam ugruntować się w przekonaniu, że tak jest lepiej.
Na dodatek ja mam internet i dość swobodnie się w nim poruszam, zresztą od wielu lat. Poznaję nowych ludzi, czasem tylko na chwilę, a niektórych na całkiem dłużej. Na dodatek to, że teraz jestem sama, to w zasadzie moja świadoma decyzja. Gdybym się odrobinę wysiliła, mogłabym być zapewne w związku, na dodatek w niejednym.
Sęk w tym, że nie chcę już niczego na łapu-capu, niczego, żeby tylko było. Jeśli ma być coś, niech to będzie to COŚ, o które mi chodzi, a dopóki tego nie ma, to wolę nic niż cokolwiek.

W sumie to sama siebie właśnie zaskoczyłam, bo chyba nie zdawałam sobie sprawy do końca, że to jest we mnie tak ugruntowane.
A jednak.
Qrka - poprawił mi się humor. :mrgreen:
 
 
     
bargman 
Częsty bywalec



Wiek: 27
Dołączył: 04 Paź 2012
Posty: 590
Skąd: Deep Web
Wysłany: 2017-11-10, 15:12   

Ha, czyli nie jestem sam z takimi przemyśleniami :mrgreen:
Ale to fakt, mniej lub bardziej przytłaczający, że to z czym miałem i mam do czynienia, to tak naprawdę nie jest samotność per se, tylko podświadomy lęk przed zmianami i przyzwyczajenie to swego rodzaju niezależności. Podejrzewam, że gdybym i ja się postarał, to może nie od razu, ale po jakimś czasie udałoby mi się znaleźć jakąś pannę z którą moglibymy se powiedzieć "tak".

Ale póki co, fajnie jest mieć ten spokój, ciszę. Mam do kogo zadzwonić, z kim porozmawiać, więc to żadna samotność, to po prostu lekkie społeczne wycofanie. Nic innego. Kwestia tylko czy powinienem/powinniśmy się z tego cieszyć, czy bać tego co nadejdzie?
_________________
"Sa­mot­ność nie bie­rze jeńców: al­bo puszcza ich wol­no, al­bo zabija"
 
     
malami1001 
Nowy

Dołączyła: 10 Lis 2017
Posty: 7
Wysłany: 2017-11-10, 20:55   

Przynajmniej masz do kogo zadzwonić. Ja nie mam. Mam rodziców ale kontakt z ojcem od zawsze opierał na pogawędkach o najbardziej przyziemnych sprawach typu pogoda, zepsuty samochód, a kontakt z matką jest coraz gorszy gdy słyszę w słuchawce "czy ty pozwolisz mi wreszcie żyć?". Do sióstr nie mam po co dzwonić, nie mam poza znajomymi z pracy żadnego innego znajomego, właśnie rozstaję się z partnerem i niedługo będę mieszkać całkowicie sama z papugą i psem. I tego właśnie najbardziej się boję. Po co wracać do domu po pracy? Do kogo? Mogę pogadać do psa czy papugi ale one mi nie odpowiedzą. Ta przeraźliwa pustka najpewniej mnie już zniszczy do końca, nie wyobrażam sobie tego. I codziennie to samo. Codziennie każdego dnia człowiek staje się coraz bardziej sfrustrowany, zły, coraz mniej lubi siebie. Bo ile można ze sobą przebywać? I tylko ze sobą? Nie tak wyobrażałam swoje życie, nawet w najczarniejszych snach.
 
     
No_drama
Początkujący


Dołączył: 14 Lut 2017
Posty: 157
Wysłany: 2017-11-11, 15:11   

Malami1001- bardzo Ci wspolczuje,jestes teraz w fazie konczenia zwiazku,zalu, godzenia sie z nowa rzeczywistoscia.

Dla mnie samotnosc to przede wszystkim stan umyslu, niekoniecznie zwiazany z fizyczna obecnoscia innych ludzi. Nie musi to byc tylko druga polowa, ogolnie znajomi,rodzina, jakies pobiezne kontakty jakie mamy w zyciu. Sa osoby,ktore maja mase osob wokol siebie a czuja sie samotne i wyobcowane, a sa rowniez takie, ktorym zycie w pojedynke i sporadyczne kontakty z innymi zupelnie wystarczaja.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Samotność Forum © 2011 - 2013
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Serwisu Google XML RSS