Samotność - forum psychologiczne na temat samotności - dla wszystkich samotnych i osamotnionych - samotnosc

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Chat Gry RejestracjaZaloguj

Samotność

Psychologiczne forum dyskusyjne związane z tematem samotność, osamotnienie - na temat samotności dla wszystkich samotnych i osamotnionych.

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Amigo Vulnerable
2015-12-01, 18:43
Gdy Gazujesz rodzinę policyjnym gazem
Autor Wiadomość
marcinomn
Nowy

Dołączył: 23 Kwi 2014
Posty: 2
Skąd: Polska
Wysłany: 2014-04-23, 00:29   Gdy Gazujesz rodzinę policyjnym gazem

7 Listopada 2013 21:20
Wróciłem do domu z rozmowy ze wspólnikiem. Udało mi się go pozyskać. „Ciągle muszę robić wszystko sam, sam zrobiłem na sterylizacje, sam, nic nie pomagasz” Jeszcze dobrze butów nie zdjąłem. Ba. Kurtki jeszcze nie powiesiłem. Mój humor uleciał. Znowu ten koszmar. „Czego ty chcesz”
„Sru” trząsnęły drzwi balkonowe. Siedzi tam i udaje że skończył temat. Czekam. Otwiera. „Zdziwione oczy” co on tu jeszcze robi. „O co Ci chodzi” pytam. O nic o nic. Słodkim tonem jak by przed chwilą chodziło podanie solniczki a nie o „krzyki” od wejścia. Nie podoba mi się to. Widzę że wychodzi ze śmieciami. Kiedy znajduję się za drzwiami, zamykam je oznajmiając „No to nie wejdziesz” Wierzga, wbija się do domu z krzykiem „Co za debil” i „Powinieneś się leczyć” Wciąż stoję. Blokuję go na ile mogę ale nie za wszelką Cenę. To dla mnie taka odgrywka żeby zrozumiał że to nie ładnie. „Burczy”
Wybiega do pokoju brata „kąsając” jeszcze na odchodne. „O co ci chodzi” pytam. „O nic, jesteś nienormalny i kto będzie za Ciebie płacił” „Za co płacił” zastanawiam się. Chwytam go za rękę i ciągnę lekko w moją stronę. Nie chcę się wdawać w te dywagację o fałszywych długach i gatkach o tym ile to ja jestem „winny” Ojciec chwyta Pas. Zamachuję się nim i uderza bez ostrzeżenia. Dostaje w brzuch. Mam ślad sprzączki. Staram się opanować. Zostałem zaatakowany. Zastanawiam się co mam zrobić. Nie spodziewałem się takiej reakcji. Krzyczy że mu „wykręcałem” rękę i że go „boli” i to był „powód”. Jestem wściekły staram się opanować. Mówię że jest żałosny. I że go nie będę bił bo jest żałosny. Wychodzę. Próbuję się opanować w pokoju. Jestem wściekły, wściekłość narasta. Nie zasłużyłem na to. Nie dam się bić. Musi dostać nauczkę. To nie może się powtórzyć. Moje ciało jest święte. Biorę gaz. Idę do niego. Jest w łazience. Otwieram drzwi, wchodzę i znajduję się z nim na przestrzeni 3 m2.
„Nie będziesz mnie bił” mówię „Oczywiście że nie, przepraszam” Odpowiada. „Ale nie wtedy kiedy do Ciebie przychodzę” Używam gazu szybko między jego oczy i uciekam szybko w stronę balkonu. Trzymam otwarte drzwi. Jedną nogą jestem na balkonie, drugą w domu. Czekam. Słyszę „Kaszle”
„Zagazował mnie słyszysz” krzyczy do brata „Wiem” nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Brat nie reaguję. Zamyka się w łazience. Kaszle. Stoję pół na balkonie pół w mieszkaniu. Myślę Co się stanie. Mija 20 minut. Wychodzi. Smutny. „Prawie pokonany” „Narzeka bezgłośnie” na swoje oczy.
Czekam chwile. Wracam do Siebie. Zajmuję się komputerem. Godzinę później wracam do niego. Rozmawiam. „Tak nie może być” „Zagazowałeś mnie, musisz przeprosić” odpowiada. „Uderzyłeś mnie a ja Ci przypomniałem żebyś tego nie robił” „Ale a Cie przeprosiłem a ty mnie mimo wszystko zagazowałem, teraz bolą mnie oczy. „Kiedy ja przyszedłem” wchodzę w słowo „Jak przeprosisz będzie porządku” Nie zgadzam się. Zaczynam pewnie wyjaśniać dlaczego takie myślenie jest nieporządku i dlaczego tego nie zrobię. Nie chce też takich sytuacji. Chce mieć „pewność” że do takich sytuacji nie dojdzie. Wpada Brat.
„Zamknij się, chce spać” Ciągłe gadanie” „Nie krzycz, On mnie pobił” odpowiadam. „Znowu te twoje pieprzenie że jesteś pokrzywdzony” krzyczy głośniej” „Idź do pokoju i nie krzycz, nie rozmawiam teraz z Toba” "Sam możesz sobie iść do siebie odgryza się mocno. Nie chce z nim teraz rozmawiać dlatego że krzyczy i dlaczego że rozmawiam teraz z ojcem. Dotykam jego ramienia i lekko pcham sugerując żeby sobie poszedł. „Nie rozmawiam” teraz z nim „Nie popychaj mnie, jestem u siebie, sam możesz sobie stąd pójść oświadcza. Żebym ja miał taką „pewność” że jestem „u siebie” w „rodzinnym domu” z „rodziną” myślę. Mówię „a gdzie ja jestem teraz rozmawiam z ojcem” i ponowie sugeruje ręką żeby poszedł. Brat Rzuca się z rękami na moją twarz.
Chce ją trzymać obiema rękami, nie wiem co chce zrobić. Czy chce „:uszkodzić” mi oczy. Uciekam do pokoju, jest 3 metry odejmie „odsuń się, bo użyję gazu” „myślisz że się boje” odpowiada niedbale. „Używam” „Gazuje ile wlezie” „Pół butli jak nic” „Leje Po całym pokoju” Jest bez koszulki „Gaz ma wszędzie na Ciele” „Gaz jest wszędzie na ścianach” Gaz jest w całym pokoju. „Uciekam” ze skuloną głową. Przed gazem i tak też mam więcej miejsca a musze mijać brata. Wpadam do przedpokoju. Drzwi są zamknięte. Dopada mnie. „Gazuję go znowu” Gaz jest w całym przedpokoju. Zaczyna zasłaniać twarz. „Gaz zaczyna działać” Mijam go bokiem, uciekam na balkon, chowam się w najgłębszym jego zakamarku. Chwytam mopa. Mam dodatkową „broń” W drugiej ręce trzymam gaz. Nie „atakuję” Zamyka drzwi od balkonu od strony mieszkania. Nie mogę wejść. Teoretycznie. Jest otwarte okno. Brat Ucieka do łazienki. Biorę mopa. Nie dam się więzić. Gaz go „dopadał” ale jeszcze nie do końca. Przekładam mopa przez uchylone okno i próbuję jego twardym końcem ruszyć klamkę drzwi balkonowych. Kiedyś się tak dostałem jak przechodziłem z balkonu sąsiada na swój bo zapomniałem kluczy. Brat wpada do pokoju. Wyrywa Mi mopa. Próbuję zamknąć okno. Opieram się. Okno lata w jedną w drugą. Spadają Kwiatki. Brat dostaję koleją porcje gazu. Przyczółek obroniony. Okno wypada częściowo z zawiasów. Teraz mogę dostać się do środka a brat już wystarczająco dostał. Gaz go ‘pokonuje” kaszle jak szalony. Cholernie wytrzymały i tak. Albo masa, albo wściekłość albo gaz słaby że tak długo stał. Tego dnia wypróżniłem 2/3 50 mililitrowej butli gazu. Siedzę w oknie. Brat „Cierpi”. Wezwał Policję. Słyszę. Kaszle. Czekam. Słyszę rozmowy na dole. Policja. Słyszę dzwonek. „To do mnie” oznajmiam „Panowie policjanci”.
Brat „zeznaje” szybko w przedpokoju. „Gdzie on jest” „na balkonie” „Czy jest uzbrojony” zaczynam zastanawiać się czy mi się to nie śni. Widzę but, potem całą sylwetkę. Patrzę w czarne oczy „przedstawiciela władzy” Podchodzi po woli. Ani ja ani on nie spuszcza oczu.” „Dzień dobry” mówię, „Pan się nie boi, nie będę pana gazował” mówię „nie mam zamiaru dostać pałą ani też dopuścić aby pomyślał że trzeba by mnie spacyfikować. Lubię mieć swoją głowę całą myślę. Podchodzi do drzwi balkonowych, przekręca klamkę i wpuszcza mnie. „Gdzie ma Pan ten gaz” Pyta. „Tutaj” podaję wystawiając rękę przez okno i sięgając po pojemnik. „Policyjny” głosi napis. Pojawia się uśmiech na twarzy policjantów.”Najmocniejszy dostępny w Polsce bez zezwolenia” oznajmiam prawie z dumą przynajmniej tak „mówił” sprzedawca w sklepie, myślę. „Choć mam co do tego wątpliwości sądząc ile poszło na brata” wciąż jednak zostawiając te „dywagacje” dla siebie. „Co się wydarzyło, czy ma pan dowód” „Mam ale nie chce tam iść, tam jest gazowania, brat mnie zaatakował” odpowiadam na oba pytania. „Proszę tam iść i go przynieść”. „Ale tam jest gazowania” odpowiadam i wcale nie żeby się droczyć ale wcale nie chcę tam iść. „Proszę jednak to zrobić skoro Pan napsikał” Fajnie że jest po „mojej stronie”.
Zarzucam zwinięta koszulkę na twarz i idę do pokoju. Mijam brata w przedpokoju na kolanach z rozłożonym portfelem jedną ręką próbującego wyciągnąć dowód, druga drapiąc oczy. Przez moment zrobiło mi się go żal widząc go w tej poezji, ale zasłużył sobie. Kaszle mocno. „Cierpi” Gaz szczypie go w oczy i w usta. Policja pyta czy potrzeba pomoc, „karetka” dla niego. „Nie” odpowiada. Jest pod kontrolą. Sporo oberwał ale sam chciał. Wchodzę do gazowni. To był „fatalny pomysł. Czuję gaz. Rozglądam się. Nie ma. Wychodzę z pokoju Myślę gdzie mam dowód. „Ma pan ten dowód” słyszę. „Nie, tam jest gazowania” odpowiadam. To „mój” pokój, jak ja tam będę spał. „Niech Pan tam idzie” geniusz zbrodni i dobrej rady, „myślę”. Wiem już gdzie jest. Kurtka w przedpokoju. „Tam taka sama gazowania” Gaz szczypie, czuję „zapach” Podaję. Zaczynam opowiadać swoją wersję.
Użyłem gazu na bracie, bo mnie zaatakował. Rozmawiałem z ojcem, bo wcześniej na nim też użyłem gazu. „Aha, wiece Ojca pan wcześniej też zagazował” wtrąca zadziwiony policjant. Uderzył mnie „Bo mi wyrywał rękę” trąca ojciec i pokazuję rękę. Bo mnie uderzyłeś pasem „podwijam i pokazuję ślad po sprzączce. Bo mnie nie chciałeś „wpuścić” do domu, wtrąca Sie Ojciec. Bo na mnie „nakrzyczałeś od wejścia. „Z mojej strony była to prawie zabawa, a ty przegiąłeś, atakują mnie sprzączką i biorąc zamach by zaatakować moją głowę” „Sam pan widzi” zwraca się ojciec do policjanta starszego i wyższego „Boli mnie ręka”. Opisuje trochę „tego” że to już się ciągnie parę lat, i nawet rodzina matki i ojca jest temu w „pewnym” stopniu przeciwna. „Tłumaczę” że Ci Panowie nie chcą rozmawiać.
„Tego Pana trzeba zamknąć, jest nienormalny i się wydziera” oznajmia brat wtrącając się do dyskusji. Mówi to patrząc w podłogę. Nie wiem czy z poczucia winy czy oczy go tak pieką i „patrzenie w podłogę” w jakiś sposób pomaga. „Jest nienormalny, zagazował mnie” Krzyczał na mnie” zwracam się do policjanta, „Przyleciał tu i krzyczał a ja chciałem porozmawiać z Ojcem” „Ponoć Pan krzyczał” „Nie krzyczałem” odpowiadam „Tak mówi Pana Ojciec” „Kłamie” odpowiadam „Sam pan widzi” wtrąca się ojciec. „Duży” Policjant spisuje zeznania.
Rozmawiam z młodszym Policjantem. Czy mogłem użyć gazu. Nie mogłem. Dlaczego. Bo nie. Dlaczego nie. Bo jak by Pana „wgniatał w ziemie to dopiero” Czyli dopiero jak by mnie wgniatał w ziemie, „myślę ze to głupota” a jak by mnie nie wgniatał i czuł bym się zagrożony to bym nie mógł. Nie, nie mógł by Pan. To by było przekroczenie „obrony koniecznej” Dlaczego. Bo „ja Panu zabraniam” krzyczy. „Milczę” to ”test na złego policjanta” albo na „głupiego policjanta bo jest bardzo młody” ale to wtedy już nie jest test.
Zwracam się do drugiego policjanta. On bez mojego pytania oznajmia mi „Panie Marcinie, jest Pan pełnoletni, może się Pan wyprowadzić, już czas, Proszę już dzisiaj nie gazować.” Co za złote rady, myślę. „To nie jest takie łatwe, Mam pewne zobowiązania” „Ja rozumiem, ale tak by było najlepiej, pora już opuścić rodziców” „To nie takie łatwe”, oznajmiam „zimnym tonem”, wiem że ta dyskusja nie ma sensu, Pan przyszedł na interwencje i chce iść do dom, myślę. „Panie Marcinie mam nadzieję że wszyscy pójdą spać i już nic dzisiaj nie będą wyjaśniać. Dziękuje do widzenia” Kierują się do wyjść. Dziękuję Odpowiadam. Tymi czarnymi buciorami mi po domu chodzili bez potrzeby, myślę. „gdzie jest mój gaz” pytam policjanta, tam jeszcze „była” jedna trzecia myślę sobie. „Nie brałem Pana gazu” odpowiada i zatrzymuję się. „Ja mam” odpowiada Ojciec. „Oddaj mi” odpowiadam niezadowolony. Kiedy on miał czas go schować. „wyjmuje go z czarnej foliowej torebki z półki w przedpokoju” jeszcze w torebkę schował, myślę. Standardowe zachowanie, zabrać coś komuś a potem oddać i udawać że się ma „władze”. Zatrzymuje już tego dnia tą wściekłość dla Siebie.
Wracam do pokoju. Siadam na oknie. Otwieram je szeroko. Wietrze. Dotykam ręką blatu. Pocieram Czoła. „Kurwa”. Gaz był na rekach. Gaz był na blacie. „Kurwa, tyle czasu mi się udawało.” „Czuję w oczach” „Czuję w gardle” Biegnę do łazienki. Szybko wymywam z oczu. „Kaszlę”.
Po chwili przestaję.
Następnego dnia nie chciałem żeby Matka wróciła. Wiedziałem że jak wróci będzie gorzej. Będzie ich 3 nie dwóch. Dzwoniłem i wykrzykiwałem spokojnie przez telefon swoje obawy i swoją wściekłość że nic nie zrobiła wcześniej. Prosiłem żeby Mie wracała jeszcze. Wiedziałem że ojciec na nią czeka. Żeby nie wracała. Niech go ukarze. Niech będzie dla mnie Matką. Niech się opowie Po mojej stronie.
„Pobiliście się tak” słyszałem. „Pomyśle czy wrócę”. „Nie mogę już dalej rozmawiać” „czy to wszystko” „Rozumiem, pomyślę”
Wracam o 13 do domu Dnia następnego. Wchodzę do pokoju. Odkładam portfel na pufę i rzucam kurtkę na karton z książkami który robi za półkę i przechowalnie różnych łachów.
„Dzień dobry Marcin” słyszę ten lodowaty ton. Milczę, Odwracam się. Odchodzi. Widzę ją w oddali pokoju. Wróciła.

Może ktoś skuma o co tu chodzi.
Ostatnio zmieniony przez marcinomn 2014-04-23, 00:30, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Samotność Forum © 2011 - 2013
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Serwisu Google XML RSS