Samotność - forum psychologiczne na temat samotności - dla wszystkich samotnych i osamotnionych - samotnosc

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Chat Gry RejestracjaZaloguj

Samotność

Psychologiczne forum dyskusyjne związane z tematem samotność, osamotnienie - na temat samotności dla wszystkich samotnych i osamotnionych.

Poprzedni temat «» Następny temat
Pamiątka
Autor Wiadomość
Aziraal 
Nowy

Wiek: 43
Dołączył: 22 Sie 2019
Posty: 19
Skąd: Włocławek, kuj.-pom.
Wysłany: 2019-08-27, 16:27   Pamiątka

Witam wszystkich serdecznie,
piękny letni dzień, a ja leżę w ciemnym pokoju i czytam książkę. Tylko to daje mi jeszcze jakąś namiastkę radości. Skrajna samotność odbiera mi już siły i rozum. Kompletnie nie mam z kim się spotkać, pogadać, pośmiać, choć bardzo tego pragnę. Obawiam się, że w takim stanie nie przetrwam jesieni. Przynajmniej zostanie tu po mnie jakaś pamiątka. To mój pierwszy w życiu post w necie.
Przeczytałem tutaj już kilka tematów i wiele postów. Szczerze bardzo współczuję wszystkim samotnym osobom, szczególnie chorym lub niepełnosprawnym. Jak również i młodym – nie sądziłem, że tak wiele osób ok. 20-stki może być samotnych, w wieku, kiedy powinni mieć najwięcej znajomych. Dziwny jest ten świat...
PS
Przepraszam za brak optymizmu.
 
     
Jov Tass 
Milczący



Wiek: 26
Dołączył: 02 Maj 2019
Posty: 61
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2019-08-27, 22:05   

Witaj. To straszne, że jesteś w takim stanie, że spodziewasz się już własnego końca. Ale też to rozumiem, a jestem dużo młodszy. Chciałbym napisać ci coś, co cię podniesie na duchu, ale nigdy nie należałem do tych, którzy mówią, że będzie pięknie tylko po to, żeby było milej.

Jak się na cały problem spojrzy z boku, to wydaje się on wręcz żenująco błahy. Kilka pokoleń wcześniej nasi przodkowie mierzyli się w życiu z głodem, niedostatkiem, niektórzy przeżywali np. osadzenie w łagrach. A dziś, kiedy życie jest nieporównywalnie prostsze i bardziej przyjazne, wielu z nas niemal dosłownie zabija samotność. Brak towarzystwa ludzi na planecie, na której jest ich niemal 8 mld. Coś tu nie gra, nie?

Mam takie przekonanie, że to nie samotność sama w sobie człowieka niszczy od środka. Tym czymś jest przekonanie, że za swoją samotność jest odpowiedzialny, że doświadcza jej ze swojej winy. Bo jest niewystarczająco wartościowy, bo nie umie sobie z czymś poradzić, chociażby nawiązać z kimś głębszej znajomości. Warto zwrócić na to uwagę, czy gdzieś w tyle głowy nie ma się tej myśli.

Też czasami czuję, że nic dobrego mnie już nie czeka. A potem przychodzi jakiś krótki okres poprawy samopoczucia, dzięki któremu zmieniam zdanie i wiem, że mogę wciąż zacisnąć zęby i ciągnąć do przodu. I nikt mi nie zarzuci, że nie próbowałem, że poddałem się przeciwnościom. Nawet jeśli nic nie osiągnę, będę w jakimś sensie zwycięzcą. Bo dopóki trwa życie, wciąż można i trzeba walczyć.

Teraz ci życzę, żebyś też chociaż na jakiś czas odzyskał wiarę i wyobraził sobie, że gdzieś jest światło w tym ciemnym tunelu. Może za rogiem, a może jeszcze wiele dni trzeba do niego iść. Bo na ciebie też nie jest wcale za późno. Zmiany na lepsze zdarzają się w życiu mas ludzi, także takie, których się już nie spodziewali.
 
 
     
Aziraal 
Nowy

Wiek: 43
Dołączył: 22 Sie 2019
Posty: 19
Skąd: Włocławek, kuj.-pom.
Wysłany: 2019-08-27, 23:23   

Mimo że jesteś ode mnie sporo młodszy, bardzo mądrze piszesz, Kolego. I nie tylko w odpowiedzi na mój post (dzięki, będę miał choć jedną w kolekcji), lecz również w swoim temacie powitalnym (przeczytałem cały).

Wstyd mi, że moim jedynym problemem jest samotność - wiem, że wielu ludzi ma dużo większe kłopoty. Ale może oni po prostu mają więcej wewnętrznej siły, żeby z nimi walczyć. Albo mają dla Kogo walczyć. Ja dla samego siebie zwyczajnie nie potrafię żyć, a już na pewno nie potrafię być szczęśliwy. I naprawdę mnie to wykańcza. Dawniej dla Narzeczonej bądź kilku przyjaciół potrafiłem góry przenosić - nie było dla mnie rzeczy niemożliwych. Do tego uwielbiałem dawać z siebie wszystko innym, nie licząc na rewanż. Dziś zostałem sam i najprostsze rzeczy wydają się niewykonalne. Dlatego w akcie skrajnej desperacji postanowiłem się tu odezwać. Mam jedynie nadzieję, że publiczne wywnętrzanie nie obróci się przeciwko mnie.

Dokładnie o tym samym miałem wspomnieć w przywitaniu! Jak to pojąć, że tyle osób jest na świecie, a tak wielu cierpi na samotność? Co gorsze - tak wielu kończy żywot przez samotność. Nawet ostatnio w TV po sytuacji na Giewoncie i w grotach, tak wiele się mówi, że ŻYCIE LUDZKIE NIE MA CENY! Trzeba ratować każdego, niezależnie od kosztów, jeśli tylko jest nadzieja, że uda się mu przeżyć. A tymczasem tak wielu ludziom trudno napisać jednego smsa do dawnego znajomego, który przegrywa walkę z samotnością. Jak to jest, że ludzie deklarują tak wiele pomocy dla innych, ale w praktyce robią niewiele, bądź nic. Co za znieczulica jakaś :(

I na koniec odwdzięczę Ci się za Twoją odpowiedź. W związku z samotnością miałem już styczność z psycholożkami. Nie chcę nikogo obrazić, ale w mojej ocenie to głównie strata pieniędzy (chodziłem prywatnie). Owszem - człowiek może się wygadać, co mu na duszy leży, ponarzekać, lecz w kwestii samotności niewiele mogą pomóc. Słyszałem tylko porady typu, żebym sam się zastanowił, gdzie mogę kogoś poznać. "Pani psycholog - gdybym to wiedział, to bym u pani nie siedział". Chyba że ktoś ma inne problemy wpływające na jego samotność, jak np. nieśmiałość, nieufność, zamknięcie w sobie, etc., to wtedy może coś pomogą.
Próbowałem się dowiedzieć czegoś o terapiach grupowych, ale żadna w moim mieście takich nie prowadzi. Ech, jak ja zazdroszczę mitingów AA, że mogą sobie w grupce pogadać. Poważnie.

PS
Mnie 40-stka na karku mocno "zweryfikowała". Tobie na szczęście sporo do niej jeszcze brakuje :)
 
     
Jov Tass 
Milczący



Wiek: 26
Dołączył: 02 Maj 2019
Posty: 61
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2019-08-28, 20:25   

Jeśli to twoje pierwsze wypowiedzi w necie to pewnie czujesz jeszcze taką niepewność, ale nie ma strachu, w necie można się uzewnętrzniać ;)

Nie można powiedzieć, że w samotności nie da się żyć. Ludzie żyjący w odosobnieniu zdarzali się i pewnie są tacy obecnie... tylko ich przecież nie widać. Ważny jest nie fakt, czy inni ludzie ci umożliwiają życie tylko to, czy masz w tym życiu to, czego pragniesz. Bo tak jak mówiłem, nie samotność sama w sobie jest problemem, tylko niechciana samotność. Poczucie "niedorastania" do posiadania miłości, przyjaźni. A ponieważ w życiu nie ma żadnego sensownego zajęcia poza walką o swoje marzenia, trzeba o nie walczyć. Dopóki człowiek czuje, że jest coś, czego mu brak, musi starać się to osiągnąć. Jeśli dostało się od losu taką właśnie walkę do toczenia, trzeba ją toczyć.

Myślę, że brak smsów od ludzi to nie ich wina. Ja też nie piszę do kogoś, kiedy nie chcę. Bo sam nie wiem, czy jestem temu komuś potrzebny do rozmowy. Ale gdyby ktoś odezwał się do mnie i dał mi do zrozumienia, że chciałby ze mną pogadać, to byłaby inna sytuacja. Któraś ze stron zawsze musi się "przełamać" i wykonać pierwszy krok. Żeby to jednak zrobić, trzeba być gotowym na to, że zostanie się olanym, bo jest to jak najbardziej możliwe. Trzeba umieć to znieść, razem z poczuciem bycia przegranym, odtrąconym. Więc żeby udawało się nawiązywanie kontaktu z ludźmi chyba nie można mieć poczucia, że jest się zależnym od innych. Zależnym od ich łaskawego zainteresowania i nie posiadającym własnej wartości.

Na tym chyba polega cała trudność tej sytuacji: jak wierzyć, że nie jesteś mało wartościowy, kiedy nie radzisz sobie bez innych?

Co masz na myśli pisząc "zweryfikowała"?
 
 
     
Aziraal 
Nowy

Wiek: 43
Dołączył: 22 Sie 2019
Posty: 19
Skąd: Włocławek, kuj.-pom.
Wysłany: 2019-08-29, 00:39   

Tak, pierwsze na forach - nawet dopiero uczę się interfejsu forumowego, mimo zabawy komputerami ok. 25 lat. Dotychczas jedynie czytałem posty na wielu przeróżnych forach, lecz nie miałem potrzeby się udzielać.
Ale miałem na myśli sytuacje, że jakąś szczerą i niezłośliwą wypowiedzią można niechcący się komuś narazić (w tłumie może znaleźć się ten jeden urażony) i zostać objechanym. Co akurat teraz w mojej sytuacji raczej nie poprawiłoby mi samopoczucia. Także proszę wszystkich szanownych Czytających o wzięcie poprawki na to, że nikogo NIE zamierzam obrażać.
Oto przykład... Ludzie kochani, jak czytam, że "mam bliskich, przyjaciół, pracę" albo "mam dwójkę dzieci, wspaniałego faceta" albo "jedynie raz w tygodniu wyskakuję ze znajomymi na piwko" i mimo to czujecie się samotni, to ja naprawdę bardzo marzę o tym, żeby być tak samotnym jak Wy :)

W zasadzie mógłbyś pisać za mnie - sam lepiej bym tego nie ujął. Jeśli mam żebrać o popisanie z dawnym znajomym/kumpelką i ich dołować swoim dołem, to już wolę czytać książki w ciemności. Choć innym w potrzebie zawsze odpisywałem i pocieszałem. A kiedy im się polepszyło, to o mnie zapomnieli. Wybitnie nie lubię być dla kogoś ciężarem, dlatego tak skończyłem... i trafiłem tutaj. Ale pisząc tu zaczynam się trochę lepiej czuć - tym bardziej, że mądrze mi odpisujesz, Kolego. Dzięki :)

Faktycznie niezrozumiale to ująłem. Chodziło mi o to, że po 40-stce zabrakło mi już Twojego optymizmu:
Jov Tass napisał/a:
okres poprawy samopoczucia, dzięki któremu zmieniam zdanie i wiem, że mogę wciąż zacisnąć zęby i ciągnąć do przodu. I nikt mi nie zarzuci, że nie próbowałem, że poddałem się przeciwnościom. Nawet jeśli nic nie osiągnę, będę w jakimś sensie zwycięzcą. Bo dopóki trwa życie, wciąż można i trzeba walczyć.

Jeszcze po 30-tce często tak miałem, ale po 40-stce całkowicie porzuciła mnie "matka głupich". Pewnie podnosi na duchu młodszych ;)

Zastanawiam się od dawna i często, co trzeba dziś zrobić, żeby mieć znajomych/przyjaciół i utrzymać te relacje? Uratować komuś życie z 5 razy? Pożyczyć 100tys. i gdy nie będzie mógł/mogła oddać dołożyć jeszcze z 50tys.? A może wystarczy tylko mieć szczęście, którego mi brakuje na tej jedynej płaszczyźnie. Cóż - widać nie można mieć wszystkiego naraz.
 
     
Jov Tass 
Milczący



Wiek: 26
Dołączył: 02 Maj 2019
Posty: 61
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2019-08-29, 20:46   

Tutaj chyba sami grzeczni ludzie, nikt cię nie objedzie. Taka oaza spokoju w internecie ;)

Zgadzam się z tobą na temat tej samotności wśród ludzi. Kiedyś też miałem luźne znajomości, kolegów, znajomych i mimo to czułem się samotny. Jednak samotność w całkowitym odosobnieniu, kiedy ma się wrażenie społecznego odrzucenia to stosunek wrażeń jak 1 do 100. Naprawdę. Czasami natrafiam w internecie na wypowiedzi w stylu "ciesz się brakiem znajomych, ludzie to tylko problemy" i uśmiecham się pod nosem z pobłażaniem. Bo sam tak kiedyś uważałem, że człowiekowi jest najlepiej samemu. Ale sprawa jest bardziej skomplikowana niż się zdaje i samotność potrafi oziębłego twardziela rozłożyć na łopatki.

Czy nadzieja jest zależna od wieku... no cóż, nie byłem jeszcze po 40stce, ale nie wierzę w to. Ludzie się wieszają jako 20 latkowie i jakoś nadzieja potrafi ich opuścić. A zarazem są starzy ludzie, schorowani i cierpiący, którzy potrafią znosić naprawdę wiele i nie poddać się. Nie mając już szans na radykalne zmiany w życiu, bardzo ograniczone możliwości funkcjonowania i doświadczania zalet tego świata. Myślę, że całe sedno tego, czy ma się wewnętrzną siłę tkwi w stosunku do samego siebie. Kto wierzy że jest gorszy niż inni nie ma szans na pokonywanie przeciwności.

Chcę zaznaczyć, że czymś innym jest pokora, która jest dla człowieka rodzajem dobrowolnej rezygnacji z potrzeby bycia uznawanym. Nie da się pokory osiągnąć na siłę. Jeśli ktoś ma potrzebę bycia docenionym, ona będzie skłaniała go do szukania sympatii ludzi. I tak jak wiara, że na nią zasługujesz daje ci pewność siebie, łatwość w kontaktach, tak wątpienie w to jest jak mur, który cię więzi. Myślę, że w tej właśnie tkwiącej w umyśle kwestii znajduje się sedno i przyczyna samotności. Trudna sprawa.

Ludzie, którym pożyczysz i milion, a nie będą cię cenili i tak cię pewnie zapomną. Ja jestem przekonany, że żeby ktoś chciał twojego towarzystwa, to musi się po prostu dobrze z tobą czuć. Mieć wrażenie, że się rozumiecie, że jesteście w czymś podobni i ta wzajemna wymiana myśli jest cenna. Odczuwać, że ma się do czynienia z kimś ciekawym.

Tak oto problemem staje się bycie zbyt odstającym od reszty. Mentalnością, sposobem myślenia, poglądami. Podejrzewam, że mnie zrozumiesz jak powiem, że moją przeszkodą było odstawanie od rówieśników na poziomie... nie wiem, zaangażowania w życie w własnym "świecie refleksji"? Nie wiem jak to nazwać.
 
 
     
Aziraal 
Nowy

Wiek: 43
Dołączył: 22 Sie 2019
Posty: 19
Skąd: Włocławek, kuj.-pom.
Wysłany: 2019-08-31, 15:19   

Piękny letni dzień, a ja leżę w ciemnym pokoju i czytam książkę. I coś do mnie dotarło. Dotychczas uważałem, że stałem się beznadziejny, dlatego że jestem samotny. Teraz zrozumiałem, że jestem samotny, bo byłem beznadziejny. I tak samo jest pewnie z większością całkowicie samotnych osób. Ludzie "przebojowi" nie muszą żebrać o przyjaźń.
Ale całkowita samotność ma jedną wielką zaletę - człowiek może całkowicie zniknąć bez żalu, że ktokolwiek w ogóle to zauważy.
 
     
Sunrise 
Zasłużony


Wiek: 37
Dołączyła: 15 Mar 2011
Posty: 1189
Skąd: zachodniopomorskie
Wysłany: 2019-08-31, 23:00   

Witaj na forum.
Książki są i dla mnie częstymi towarzyszkami, ale czasem to nawet lepsza opcja :zeby:
 
     
Aziraal 
Nowy

Wiek: 43
Dołączył: 22 Sie 2019
Posty: 19
Skąd: Włocławek, kuj.-pom.
Wysłany: 2019-09-01, 00:50   

Jezu Najsłodszy!
Jakiś taki respekt mnie wziął, że sama 8-gwiazdkowa Pani Generał mi szarakowi zwykłemu odpisała :shock:
Muchas gracias, Seniorita :)

Nie wiem, czy to możliwe, ale ja chyba w ostatnim czasie się wręcz uzależniłem od czytania. Czytam książki (pdf) w każdej wolnej chwili (na smartfonie lub tablecie, bo czarne tło i biała czcionka mniej męczą oczy), żeby się "ogłupiać". Nie piję, więc tylko taka ucieczka od beznadziejnej rzeczywistości mi pozostała. Wolę nawet książki od oglądania filmów. Przynajmniej podnoszę statystyki czytania Polaków ;) I może dzięki czytaniu jakoś przetrwam jesień i zimę.
Osobiście bardzo polecam czytanie innym samotnym osobom!
 
     
Jov Tass 
Milczący



Wiek: 26
Dołączył: 02 Maj 2019
Posty: 61
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2019-09-01, 16:50   

Do czytania polecam czytniki, są wygodniejsze niż prawdziwa książka ;)
 
 
     
Sunrise 
Zasłużony


Wiek: 37
Dołączyła: 15 Mar 2011
Posty: 1189
Skąd: zachodniopomorskie
Wysłany: 2019-09-01, 20:50   

Aziraal,
haha, jestem zwykłym Modem na emeryturze. Gwiazdki jak widać mi wyblakły.
U mnie też czytanie pełni terapeutyczną funkcję, ale jest również nawykiem, który objawia się podobnie jak chęć do zapalenia papierosa.

Jov Tass,
Zgadzam się. Od trzech lat czytam na Kindle i ubolewam tylko nad tym, że jeszcze nie wszystkie wydawnictwa czasopism idą z duchem czasu i nie oferują e-wydań w formatach na e-czytniki.
 
     
Aziraal 
Nowy

Wiek: 43
Dołączył: 22 Sie 2019
Posty: 19
Skąd: Włocławek, kuj.-pom.
Wysłany: 2019-09-01, 22:04   

A czy jest jakaś znacząca różnica podczas czytania z 10" tabletu lub e-czytnika? Logika podpowiada mi, że raczej niewielka. Mam kupioną apkę ezPDF Reader Pro, która daje całkiem sporo możliwości.
_________________
Jeśli jest tu ktokolwiek z Włocławka lub okolic, to niech się odezwie - tylko w towarzystwie można pokonać samotność.
 
     
Jov Tass 
Milczący



Wiek: 26
Dołączył: 02 Maj 2019
Posty: 61
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2019-09-01, 22:56   

Różnica polega na tym, że ekran czytnika w technologii udającej papier jest przyjemniejszy dla oczu. Tekst nie wygląda tak dobrze jak w prawdziwej książce, ale wciąż lepiej niż na tablecie. Obraz na ekranie LCD tworzą różnokolorowe piksele, które cały czas świecą w oczy, a na czytniku tekst jest jakby bardziej neutralny.
 
 
     
Aziraal 
Nowy

Wiek: 43
Dołączył: 22 Sie 2019
Posty: 19
Skąd: Włocławek, kuj.-pom.
Wysłany: 2019-09-02, 21:36   

Dziękuję za info porównawcze, Kolego. W takim razie pewnie sprawię sobie e-czytnik, bo może mi być bardzo potrzebny jesienią. Może dzięki czytaniu jakoś przetrwam najcięższe miesiące.

Jeśli dobrze rozkminiam daty (tematów i postów) na tym forum, to z przykrością odnoszę wrażenie, że zaczyna ono obumierać. Szkoda, bo było ono moim ostatnim bastionem przed pochłaniającą mnie czarną rozpaczą. Marne szanse na poznanie kogokolwiek z okolicy.

Taka drobna refleksja z dzisiejszego dnia... Widziałem na ulicach wiele osób. Pojedyncze zagonione. Pary lub grupki rozmawiające, roześmiane. I czułem się jak duch. Dla nich wszystkich byłem przezroczysty, a oni wszyscy jakby za szkłem. Jakbym już od jakiegoś czasu nie żył, tylko jeszcze to do mnie w pełni nie dotarło.
Ileż ja bym oddał, żeby tak dołączyć do nich choć na chwilę, porozmawiać, pośmiać się. W zasadzie wszystko, co mam, bo nic mi po tym, jeśli jestem sam (rym niezamierzony). Tyle że przecież nie będę biegał po ulicach i "przyklejał się" jak wariat do obcych ludzi. Mimo że nie wyglądam na wariata, to domyślam się, jaki byłby tego skutek. Choć... nie wykluczam, że może mnie to spotkać w listopadzie. A może już zwariowałem?

Jov Tass napisał/a:
To straszne, że jesteś w takim stanie, że spodziewasz się już własnego końca.

Widzisz... najgorszy w tym wszystkim jest brak zrozumienia i wsparcia od najbliższych, a wręcz dręczenie i docinki, że sobie życia nie ułożyłem, bo "to przecież takie proste". Także praktycznie aktualnie nie mam nikogo - ani przyjaciół, ani znajomych, ani nawet najbliższych.

Ależ mam dziś mega doła. Chyba przez tę aurę i świadomość początku września. Upiłbym się, lecz nie piję. Cóż za pech :/
_________________
Jeśli jest tu ktokolwiek z Włocławka lub okolic, to niech się odezwie - tylko w towarzystwie można pokonać samotność.
 
     
Jov Tass 
Milczący



Wiek: 26
Dołączył: 02 Maj 2019
Posty: 61
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2019-09-02, 23:03   

Czy jesień jest dla ciebie jakimś nieprzyjemnym okresem? Dla mnie parę lat temu była to zdecydowanie ulubiona pora roku. Dzisiaj też uwielbiam klimat wychładzającego się świata, zamierającej roślinności, ale ponieważ obecnie mam więcej negatywnych emocji i niż w przeszłości i nie potrzeba mi depresyjnej aury, to jakoś tak ta fascynacja mi przygasła.

Ja mam identyczne uczucia co ty kiedy przebywam wśród ludzi. W zasadzie zdarzało mi się, że wyszedłem z domu żeby nie być całkiem sam, a później będąc pomiędzy obcymi, którzy zajęci byli sobą i swoimi sprawami, czułem się znacznie bardziej samotny. Niestety tak właśnie jest, ta samotność w domu jest chyba najłagodniejsza, najbardziej oswojona.

Najgorsze z uczuć z tej kategorii to kiedy nadchodzi oczekiwane spotkanie z jakimiś znajomkami i okazuje się, że kompletnie nie ma o czym gadać. Wszystko zostało już zrobione i powiedziane, a jak długo można wymyślać tematy do rozmowy na siłę. Wtedy mam wrażenie że między mną a wyjściem z samotności jest ciemna, szumiąca przepaść.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Samotność Forum © 2011 - 2013
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Serwisu Google XML RSS